Nowoczesne wnętrze z akcentami retro

tekst: Agnieszka Rezler, zdjęcia: Yassen Hristov, stylizacja: Patrycja Raińska
30.03.2016 09:11
A A A
Obraz nad sofą był jednym z pierwszych elementów kupionych do tego mieszkania; do niego dopasowano kolorystykę detali. Stół zaprojektowała Patrycja Rabińska; krzesła pochodzą z rodzinnego domu Jakuba. Lampa Copper Shade (Tom Dixon).

Obraz nad sofą był jednym z pierwszych elementów kupionych do tego mieszkania; do niego dopasowano kolorystykę detali. Stół zaprojektowała Patrycja Rabińska; krzesła pochodzą z rodzinnego domu Jakuba. Lampa Copper Shade (Tom Dixon). (Fot: Yassen Hristov)

Właściciel, młody człowiek, chciał mieszkać nowocześnie: w funkcjonalnym i przejrzystym otoczeniu, z nienatrętnymi loftowymi akcentami. Przy okazji, trochę mimochodem, do wnętrza przeniknęła nostalgia. Lekki powiew kultowych lat 60.

Kto tu mieszka? Jakub, młody warszawiak pracujący w branży motoryzacyjnej.
Gdzie? W apartamentowcu blisko centrum Warszawy.
Metraż: ok. 70 m kw.

Patrycja Rabińska urządzała wcześniej mieszkanie jego brata. Ciekawy efekt i braterska rekomendacja wystarczyły, by zaprosić ją do współpracy. Dogadali się bez problemu; z ich pomysłów szybko wyłonił się całkiem pokaźny zbiór wspólny - iloczyn wyobrażeń obejmujących stylistyczny i kolorystyczny kod oraz gamę materiałów. Rezultat? Wnętrze z klasą, świeże, ale bez efektu "świeżo malowane". Po nowemu wygodne, a jednocześnie mocno zakorzenione w warszawskiej tradycji, jakby zamieszkane od lat.

Trochę loft, trochę apartament

Nawiązania fabryczne, które były pomysłem gospodarza, są tu dyskretne i umowne. Szczypta loftu została przemycona w lampach, płytkach podłogowych i w elementach zaprojektowanych przez Patrycję. Najbardziej industrialnie dzieje się w kuchni, pierwotnie całkowicie otwartej na salon, dziś częściowo osłoniętej ścianką z rozbiórkowej cegły.

Właściciel w kuchnifot. Yassen Hristov

Rozmiary aneksu kuchennego pozwoliły zrezygnować z górnych szafek; ich funkcję przejęły zaprojektowane na miarę podblatowe szuflady i boczny segment zabudowy z piekarnikiem oraz lodówką. Uwolniona tym sposobem ściana nad blatem stworzyła kawałek pola dla designu. Jej antracytowy kolor schładza błękit salonu i podkreśla detale: niewielki obraz, jazzowy plakat, geometryczny zegar, ale przede wszystkim - oryginalną świetlną konstrukcję, pomysł projektantki. Przymocowana do sufitu miedziana rura hydrauliczna, owinięta zwojami kabli siedmiu żarówek, świetnie ilustruje ideę kreacji poprzez użycie rzeczy zwykłych w niecodzienny sposób. - Ta konstrukcja była jednym z pierwszych pomysłów, podobnie jak lekka zabudowa kuchni, odsłaniająca ścianę i ukazująca więcej ciekawej posadzki. Ale były też wybrane przez Kubę obrazy w żywych kolorach, kolejny akcent, z którym trzeba było się zmierzyć, określając dalszy kierunek - opowiada Patrycja.

Kolory dobrze dobrane

Ten kierunek - poza funkcją, bo dom musi przecież "dobrze działać" - to kolorystyka i styl. Zaproponowana przez projektantkę paleta, ograniczona do szaroniebieskiego, szarości, bieli i czerni, świetnie wpisała się w oczekiwania właściciela. Taka gama nawiązuje i do estetyki loftowej, i do klimatów skandynawskich, które również znalazły się na liście życzeń. Od tego zaczęli, a później stopniowo ocieplali chłodny północny postindustrial miodowymi tonami naturalnego drewna, połyskiem miedzi, barwami detali.

- Nigdy nie robię wizualizacji - przyznaje Patrycja. - Nie wszystko da się narysować. Grafika jest brutalna, przekłamuje rzeczywistość, gasi szczegóły. To dobre, gdy projektuje się bezosobowe wnętrza hotelu. Prywatna przestrzeń to żywa materia, która rodzi się stopniowo, tu liczą się subtelności: niuanse kolorów, faktury, drobiazgi. Ważne za to, by wytyczyć wyraźne granice kompromisu. Dlatego przy pewnych rzeczach się upieram; pilnuję, żeby w trakcie realizacji nie wykruszyły się pierwotne pomysły, te drobne smaczki, które stanowią o wyjątkowości wnętrza.

Diabeł tkwi w szczegółach

Dla Jakuba, faceta z wyobraźnią, brak trójwymiarowych rysunków nie był na szczęście problemem. Jego zaangażowanie i estetyczna wrażliwość ułatwiały porozumienie. Dobierali, zestawiali, szperali w sieci, a do wnętrza niepostrzeżenie zakradał się wątek vintage. Pojawił się wraz ze zgromadzoną przez gospodarza kolekcją oprawionych w ramki winyli i z metalowymi kinkietami, jak ze starego warsztatu. Przemycił się w czarnym pianinie elektrycznym Kawai - instrumencie współczesnym, ale o dostojnej eleganckiej formie. Najzabawniej zaznaczył swoją obecność wokół jadalnianego stołu. Stół - okrągły na "kozłowatych" nogach - zaprojektowała Patrycja; krzesła trzeba było do niego dokupić. - Przymierzaliśmy się do różnych modeli, było kilka prób. Trwało to na tyle długo, że Kuba pożyczył w końcu krzesła od mamy-zbieraczki - wspomina projektantka. Kiedy je zobaczyła, wiedziała, że muszą zostać. I te felerne wysłużone krzesełka świetnie się tu zaaklimatyzowały.

Czy mieszkanie jest skończone? - Projektant to nie rzeźbiarz - protestuje Patrycja. - Tworzy wyjściową scenerię, przestrzeń dla mieszkańców, którzy mają się w niej urządzić i żyć po swojemu. Budowanie układu skończonego, dopracowanego w każdym szczególe odbiera domownikom inicjatywę. W dodatku może się potem zdarzyć, że gdy ujmiesz jeden wazonik, całość się rozsypie - dodaje ze śmiechem.

Dom to dla niej żywe tworzywo, układ do pewnego stopnia otwarty. Rzeczywistość rodzi przecież nowe potrzeby. Pianino nie jest rekwizytem; Jakub grywa na nim w wolnych chwilach. A sweet sixties? Do czego one potrzebne trzydziestolatkowi? Do kompletu. Bo takie skojarzenia wynosi się zwykle z rodzinnego domu.

 

Zobacz także

dom i wnętrze na wideo

Komentarze (4)
Zaloguj się
  • culebre

    Oceniono 11 razy 5

    Niespodziewanie ciekawe i fajne, widać oryginalny pomysł i spójność. Nie ma eamesów ani poduszek lub naklejek z debilnymi napisami po angielsku, a na tym portalu to rzadkość.

  • golass

    0

    jest ok. pare katow wyjatkowo udanych, ale calosc na 4, ew. 4+.

  • super_benek

    Oceniono 4 razy -2

    Generalnie przyjemnie i domowo, ale oprócz "akcentów retro" mamy tu akcent hiszpański, industrialny... Za dużo tych grzybów w barszczu.

  • grabnik

    Oceniono 17 razy -5

    Straszne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX