Potęga koloru. Barwne mieszkanie pary architektów

27.09.2016 15:35
Parter to jedna otwarta przestrzeń. Poszczególne strefy wytycza wzór klepek na parkiecie i rzeźba uskoków sufitu.

Parter to jedna otwarta przestrzeń. Poszczególne strefy wytycza wzór klepek na parkiecie i rzeźba uskoków sufitu. (fot. Manolo Yllera/Photofoyer)

Wielopoziomowy segment z lat trzydziestych był podręcznikowym przykładem modernistycznej prostoty, dopóki nie trafił w ręce pary architektów. Belén i Jeff wprowadzili do wnętrz kolory, które podniosły temperaturę i rozpięły most między wczoraj a dziś.

Kto tu mieszka? Belén Moneo i Jeff Brock, projektanci prowadzący studio MoneoBrock.
Gdzie? W Madrycie, w dzielnicy El Viso.
Metraż: 230 m kw.

Barwy tańczą tu ze światłem na czterech poziomach. Refleksy tęczowego akrylu figlarnie zaczepiają racjonalistyczną przedwojenną architekturę. Lekkie awangardowe formy nadają wprawdzie ton, ale swój futurystyczny spektakl mogą rozgrywać właśnie dzięki zrównoważonej scenografii. Bo w tym domu wszystko, co oszczędził czas, gospodarze zachowali i otoczyli troskliwą opieką. - Nic nie powinno się zmarnować - mówi Belén Moneo, absolwentka Harvardu, córka słynnego Rafaela Moneo, laureata "architektonicznych Oscarów" - nagrody Pritzkera i Miesa van der Rohe. To pozornie proste zdanie wiele znaczy. Mówi o tym, że warto tłumaczyć przeszłość na język współczesności, ale trzeba to robić z głową i ze zrozumieniem. Bo przeszłość to nie tylko sentymentalne retro; to także fantastyczne, do dziś aktualne koncepcje i piękne, zdrowe, doskonale starzejące się materiały. Belén i jej partner Jeff Brock, również architekt, Amerykanin z dyplomem z Princeton, mają oko do takich detali.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Życie w Madrycie

Zona de El Viso, północno-wschodnia dzielnica Madrytu, w której stoi ich dom, najbardziej przypomina warszawski Żoliborz. Powstała dzięki śmiałej przedwojennej idei; kiedy stawiano pierwsze bliźniaki i szeregowce, El Viso była raczej podmadrycką wioską, niż częścią metropolii, dlatego nawet wolno stojące wille miały tu cechy "budownictwa dostępnego". Królował przedwojenny funkcjonalizm: zgrabne proste bryły, płaskie dachy, rozległe tarasy. Przemyślana urbanistyka, ulice z szerokimi chodnikami i zielenią, która dziś, po kilkudziesięciu latach, zmieniła się w dostojny starodrzew, nowoczesne jak na tamte czasy plany lokali i apartamentów - wszystko miało tu służyć mieszkańcom. Te demokratyczne założenia nie przeszkodziły jednak El Viso stać się współcześnie jedną z najdroższych dzielnic Madrytu; nawet potężny kryzys sprzed dekady nie zachwiał cenami tutejszych nieruchomości. Dziś żyje tu majętna klasa średnia: lekarze, prawnicy, inżynierowie. Obszar jest objęty honorową ochroną, której ducha najlepiej oddaje tytuł jednego z opracowań dotyczących zabudowy dzielnicy: "Renowacja albo śmierć".

Właściciele mieszkaniaWłaściciele mieszkania fot. Manolo Yllera/Photofoyer

Obcowanie z architekturą

Szeregowiec Belén i Jeffa wyszedł spod ręki Fernando Garcii Mercadala, przedwojennego pioniera nowoczesnej hiszpańskiej architektury. Przy przebudowie w latach 40. swoje trzy grosze dorzucił także dziadek gospodyni, Luis Martinez-Feduchi, nie tak utytułowany jak jej ojciec, ale w ojczyźnie równie dobrze znany, choćby za sprawą projektu ekspresyjnego madryckiego Kapitolu - emblematycznego budynku z czasów Republiki. Nowym właścicielom trafiła się więc nie lada spuścizna: trzy piętra modernizmu z użytkową piwnicą i ogrodem plus kilkadziesiąt lat nostalgii.

- Choć większość domów dzielnicy jest pod ochroną konserwatorską, niewiele zachowało się w tak dobrym stanie, jak ten - mówi z dumą Belén. Działaniu czasu oparły się dębowe parkiety i schody, a nawet okna, to najsłabsze ogniwo starych domów. Tu wykonano je ze stalowych ram, takich samych, jakich użyto w słynnym weimarskim Bauhausie. - Wstawiliśmy tylko termoizolacyjne szyby. Poza tym profile działają bez zarzutu - zapewnia właścicielka. W trakcie remontu wymienili jedynie duże przeszklenie w salonie: tradycyjnie otwierane drzwi balkonowe zastąpiły rozsuwane szyby. Modernistycznym założeniom krzywda się nie stała, a pokój otworzył się na ogród i zyskał większą dawkę słońca.

Wnętrza pełne słońca

Światło było priorytetem. W jego interesie padło kilka ścian wewnętrznych, dzięki czemu przestrzeń otworzyła się i pojaśniała. Rozsuwana szklana ściana pojawiła się też w piwnicy, w której dawniej była kuchnia skomunikowana z parterem windą towarową. Teraz w jej miejscu jest biblioteka, a kuchnię awansowano poziom wyżej, przyłączając ją do salonu i jadalni. Przeszklona jest także dobudowana tuż po wojnie sień wejściowa (to właśnie ona stanowi wkład dziadka Belén w architekturę domu). Światło z ulicy, które przenika przez szklane kafle, bez przeszkód rozlewa się po wnętrzach, ponieważ właściciele usunęli ścianę oddzielającą sień od strefy dziennej. W jej miejscu stanęła półprzejrzysta neonowa struktura o formie łukowatego parawanu - i tu właśnie zaczyna się historia równoległa: dodany przez Belén i Jeffa wątek barwny. Z przezroczystych polimerowych tafli od lat tworzą meble; we własnym domu postanowili zbudować z nich także ścianę. Przez pionowe panele światło z przeszklonej sieni przedostaje się do jadalni, a po drodze "łapie kolor", barwiąc się na różowo, pomarańczowo, niebiesko i zielono. Tu na spotkanie wychodzi mu fluorescencyjnie żółty stół - kolejna autorska konstrukcja gospodarzy. Oboje kochają kolory; często sięgają po nie w pracy, wykorzystują ich energię i wpływ na otoczenie. - Nasz dom traktujemy jak laboratorium do testowania własnych projektów - mówią. - Lubimy używać nowych materiałów i sprawdzać, jak zachowają się w rzeczywistych warunkach.

W El Viso użyli ich niemało, głównie pod postacią barwionego akrylowego szkła. Do salonu zaprojektowali fotel z pasiastego pleksi, który do towarzystwa dostał regał z drzwiczkami z akrylu. Podobne regały, szafki i półki można znaleźć na każdym poziomie mieszkania. Wszystko świeci, wibruje i drga. Gdy za wielkim oknem wiatr poruszy liśćmi drzewa, wydaje się, że cały dom jest w ruchu.

Belén i Jeff bawią się projektowaniem, a jednocześnie traktują je bardzo serio. Jednym z ich ostatnich dokonań jest fantastyczny plac zabaw o powierzchni prawie 800 m2, urządzony w 2015 roku na dachu madryckiego szpitala dziecięcego, na wysokości 10. piętra. Tam również przestrzeń organizują kolory. I podobnie jak tu, aplikują otoczeniu potężną dawkę energii i radości życia.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

 

dom i wnętrze na wideo

Zobacz także
  • Mieszkanie na 36. piętrze wrocławskiego wieżowca
  • Na stuprocentowo papierowym dywanie Paper Carpet (proj. Scholten & Baijings) błękitny stolik ze spienionego poliuretanu z kolekcji Cotton Candy holenderskiej pracowni Handmade Industrials. W rogu niski złoty taboret autorstwa Karen Chekerdjian. Kolorowa kawalerka w Londynie
  • Granat nadaje charakter strefie wokół telewizora i powraca w innych pomieszczeniach w postaci dywaników, poduszek i detali. Część zabudowy przy kuchni wykończono boazerią z mdf pomalowaną na kolor ściany. Mieszkanie w Gdyni z widokiem na port
Komentarze (3)
Potęga koloru. Barwne mieszkanie pary architektów
Zaloguj się
  • fruwakowa

    Oceniono 2 razy 2

    Moje nerwy by nie wytrzymały w takim pomieszczeniu....

  • an1005

    Oceniono 2 razy 2

    >>Wyspowa kuchnia, .......daje wytchnienie od kolorów.<<
    Caly moj komentarz do tego mieszkania

  • p_architektoniczny

    0

    Jak w ulu... Masakra. Ciekaw jestem, czy chociaż do kuchni kupili porządny okap globalo, czarny, stalowy, czy tez jakiś bohomaz znowu...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX