Wolna chata, czyli dom z widokiem na zamek, góry i Jezioro Czorsztyńskie

25.09.2017 10:00
Jadalnia z widokiem na ruiny zamku. Konturowa lampa Swing Iron Uno (Kare Design) doskonale wkomponowała się w górski pejzaż. Po lewej fragment kuchennej zabudowy; szafki ozdobione subtelnym rytem kamuflują kulinarną funkcję.

Jadalnia z widokiem na ruiny zamku. Konturowa lampa Swing Iron Uno (Kare Design) doskonale wkomponowała się w górski pejzaż. Po lewej fragment kuchennej zabudowy; szafki ozdobione subtelnym rytem kamuflują kulinarną funkcję. (Fot. Michał Skorupski)

W domu na malowniczym półwyspie króluje bezgraniczna swoboda. Z kanapy widać góry, wielką wodę, ruiny gotyckiej warowni i średniowieczny zamek. Wokół przydomowej łąki nie ma ogrodzenia. Tu oddycha się naprawdę pełną piersią.

Kto tu mieszka? Monika i Adam Bronikowsy, architekcie prowadzący studio Hola Desing

Gdzie? U podnóża Pienin, nad Jeziorem Czorsztyńskim,

Metraż: ok.155 m², dom.

Ciepły letni poranek, a za oknami... biało. Ta biel, szczelnie pokrywająca okoliczne pagórki, nie zwiastuje na szczęście nagłego nadejścia zimy; to znak, że trwa sezon wypasu. - Owce są wszędzie dookoła, choć taktowanie nie wchodzą na taras - śmieje się Monika Bronikowska, pani domu na pochyłej pienińskiej łące i zarazem jego współprojektantka (razem z mężem Adamem prowadzi warszawską pracownię Hola Desing). Gdy wiosną pojawiaj się liczące blisko 600 sztuk stado, przywożone tu co roku z zatłoczonego Podhala, dorośli cieszą się jak dzieci. A dzieci są oczywiście w siódmym niebie.

Owce za progiem to bezdyskusyjna wartość dodana tego letniska. Ale na początku był widok. Zaczarował ich już kilka lat temu, podczas studenckich praktyk w niedalekiej Niedzicy. To wtedy ktoś z miejscowych doradził im: wejdźcie rano na górę Wdżar i poczekajcie. Posłuchali. Szkli w gęstej mgle, usiedli na obłym szczycie i wtedy, stopniowo, mgła zaczęła opadać. A gdy wessały ją okoliczne łąki i wąwozy, przed Moniką i Adamem rozwinęła się wspaniała panorama Tatr. Od tamtej pory przyjeżdżali nad Jezioro Czorsztyńskie co roku. Zatrzymywali się w pięknie odrestaurowanej XIX-wiecznej willi Leopolda Szperlinga. Dawna karczma, dziś pensjonat, stoi na półwyspie Stylchyn, na którym pod koniec ubiegłego wieku założono Osadę Czorsztyn - azyl dla najbardziej wartościowych architektonicznie budynków z obszaru skazanego na zalanie po budowanie zapory czorsztyńskiej. Stoją tu perły pienińsko-gorczańskiej architektury, a od niedawna także jej współczesna interpretacja - dom Moniki i Adama.

Na co dzień w Hola Design projektują różnie; na prośbę klientów potrafią żonglować konwencjami i wprowadzać do wnętrz cytaty z odległych kultur. Tu, w Pieninach, od początku było wiadomo, że miejsce klienta zajął krajobraz. To on rządził i stawiał warunki, a oni - architekci - musieli im sprostać.

- Chcieliśmy stworzyć wpisaną w pejzaż współczesną wersję górskiego chalet, ale bardziej, niż wystawne sąsiedzkie wille, zainspirowały nas ocalone z zalanych terenów bacówki, tworzące dziś tzw. Aleję Piwniczek - poszarzałe drewniane chałupki na kamiennym fundamencie - przyznaje Monika Bronikowska.

A ponieważ oboje jako twórczy tandem działają niezwykle sprawnie, wizja lapidarnie prostej bryły, nakrytej dwuspadowym dachem i owiniętej wielowarstwową "banderolą" osikowego wióru szybko zmaterializowała się na kartkach i komputerze.

Od strony stoku wnętrza osłania jednolita elewacja, ożywiona tylko jasnym prostopadłościanem wejścia. Za to na tyłach dom otwiera się na jezioro ogromną szklaną ścianą parteru. Tu trudno wytyczyć granice między salonem, jadalnią, a krajobrazem: za stołem siedzi się jak na łące, a duża narożna sofa wygląda, jakby na chwilę zacumowała wśród przybrzeżnej zieleni. Równie pięknie bywa zimą. Dywan śniegu podchodzi wtedy pod same szyby, a skuta lodem tafla jeziora przybliża białe pagórki, falujące na jego drugim brzegu.

W środku trudno zapomnieć, że jesteśmy w górach, i to nie tylko za sprawą widoków. Wszędzie dookoła - przytulna faktura i leśny aromat szczotkowanych modrzewiowych desek. Większość z nich ma odcień miodu, część pokryto czarną farbą, by uniknąć nadmiernie rustykalnych skojarzeń. Czarne płaszczyzny i akcenty dodają ciepłym wnętrzom odrobinę przekory, żeby nie było tak, jak w leśniczówce. Na ścianach i meblach pojawiają się stylizowane motywy ludowe, unowocześnione cienką kreską rytu lub geometrią, jak choćby półokrąg "kwiatu życia" - symbolu wywodzącego się ze starożytności, ale chętnie wykorzystywanego przez podhalańskich rzemieślników i artystów. Tu jego uproszczony graficzny ornament wycięto w arkuszu czarnej blachy, który nałożono na modrzewiową ścianę kuchni. Efekt kontrastu materiałów - industrialnego i naturalnego - w połączeniu z wrażeniem lekkiego trójwymiaru, jest niezwykłą ozdobą wnętrza. Inne regionalne cytaty przewijają się na drzwiach i meblach, z których większość wyszła spod ręki zdolnego miejscowego stolarza. Urządzanie domu w ten sposób wymaga cierpliwości, ale, jak zapewnia właścicielka, warto było czekać.

Jednoprzestrzenna strefa dzienna, z rozłożystą sofą, czarnym szamotowym kominkiem i wspaniałą panoramą jest zaproszeniem do relaksu. Nawet zajmująca jedną ze ścian kuchnia występuje tu niejako incognito; jej użytkowy charakter maskuje zabudowa o wyglądzie neofolkowej komody. Na piętrze, pod wysoką kalenicą dachu, dzieci mają swoje przestronne pokoje i antresolę, a rodzice - sypialnię, która niemal w całości zmieściła się w dużej lukarnie. Pokoik jest jak namiot pod drewnianym tropikiem, a widok stąd niezrównany. Zimą przyjeżdżają do Czorsztyna całą rodziną na narty, latem czeka na nich jezioro objęte strefą ciszy i świetne szlaki rowerowe. A przyjaciele, którzy raz ich odwiedzą, zawsze wracają.

Białe mieszkanie w Warszawie

dom i wnętrze na wideo

Zobacz także
Skomentuj:
Wolna chata, czyli dom z widokiem na zamek, góry i Jezioro Czorsztyńskie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje