W miejskiej dżungli: prosto nie znaczy nudno!

Izabela Bek

Po powrocie z Włoch zderzenie ze stołeczną rzeczywistością bywa bolesne. Nie oszukujmy się, w Warszawie panuje kompletnie inna atmosfera, ludzie są bardziej zgaszeni, sklepy wszystkie ?na jedno kopyto? a jedzenie, kawa i nastrój w knajpkach pozostawiają sporo do życzenia. Na szczęście nie we wszystkich! Dziś będzie o trzech miejscach stworzonych na zasadzie mariażu prostoty z designem. O miejscach, gdzie liczy się nie ilość, ale jakość.

w miejskiej dżungli, modne miejsca w warszawie
Mariaż prostoty z designem, czyli Nowy Świat 22, Heritage Shop&Wine i GOODAY w Warszawie.
fot. Izabela Bek

Nowy Świat 22 to nowość na warszawskiej mapie. Bezpretensjonalna nazwa kafejki bezbłędnie wskazuje jej lokalizację, dosłownie kilkanaście kroków od palmy. Wystrój jest dość surowy, minimalistyczny, mocno industrialny a jednak przytulny. Proste lampy, stoły i tablice połączono tu z turkusowymi elementami, jak logo knajpki, etykiety, lampiony. Ścianę z surowej cegły pięknie ożywia błękitny neon z nazwą lokalu. Ciepła dodają też pulchne bagietki, bułeczki i rogale apetycznie piętrzące się w  ogromnej witrynie i w okolicach kasy. Całość jest widna, przestrzenna (mimo małego metrażu) i bardzo przyjazna.

Latem w Nowym Świecie 22 polecam robione na miejscu lemoniady ( cytrynową i limonkową), smoothies, odświeżające Virgin Mohito na bazie arbuza, sałatkę z grillowanych warzyw z kozim serem, bruschettę z pomidorami i pieczywo pełnoziarniste. Ciekawa jestem, co lokal przygotuje na jesień i zimę...

Inne dość nowe miejsce to Heritage Shop&Wine prze Placu Zbawiciela. Nie zdążyłam go odwiedzić przed Sycylią, ale po powrocie to tu znalazłam swój kawałek Włoch w Warszawie! Wnętrze zaaranżowano bardzo prosto, ale ze smakiem. Drewniane krzesła, stoły i półki oraz czarne tablice ze specjalnościami dnia zestawiono z kolorowymi słoiczkami pełnymi pomidorowych pesto i sosów, bazyliowych specjalności, czy naturalnie słodkich marmolad. Lokal bardzo ożywiają zioła wesoło wyglądające z niemal każdego zakamarka (nie mówiąc o tym, jakiego dodają aromaty!) i... kolorowe etykiety bogatej oferty win, które zajmują całą jedną ścianę.

Włoskie klimaty w sercu Warszawyfoto. Izabela Bek; Heritage Shop&Wine

Na miejscu wypijemy pyszną kawę albo prosecco, zakąsimy rogalika, czy wypiekaną na miejscu focaccię, skosztujemy oliwek i innych antipasti. Ja zaopatruję tu też domową spiżarkę: we własnej roboty gnocchi (polecam te truflowe!), tagliatelle i ravioli, w karczochy (które właścicielka zaczęła sprowadzać specjalnie dla mnie - były już po dwóch dniach!), oliwki, pesto genovese i siciliano oraz najlepsze włoskie sery w Warszawie. Przysięgam, to pierwsze miejsce, gdzie Taleggio i Fontina smakują tak, jak powinny!.

Na koniec kilka słów o przestrzeni o nieco innym charakterze - stricte zakupowym. Na Zachodzie idea concept store znana jest nie od wczoraj, w Polsce dopiero raczkuje. Ale jest jedno miejsce, które z czystym sumieniem mogę polecić - to GOOODAY na Mysiej 3, poziom -1. Przestrzeń niby bardzo surowa, z betonowymi i ceglanymi ścianami i chłodnymi podłogami, a jednak sprzyjająca zakupom i... kształtowaniu gustów! GOOODAY podzielony jest na dwie komplementarne części. W tej wnętrzarskiej dominują meble i dodatki w stylu skandynawskim, ale z nutką paryskiej nonszalancji. Tkaniny , materiały i surowce - naturalne i najwyższej jakości. Ceny - bardzo zróżnicowane, praktycznie każdego będzie stać na jakiś piękny przedmiot.

Część ubraniowa to mekka dla tych z nas, które lubią wspierać polską modę, a jednocześnie podpisują się pod stylem „tres chic”. Właścicielki GOOODAY bardzo starannie dobierają projektantów, którym proponują współpracę: ich ubrania i dodatki muszą być nie tylko piękne i wygodne, ale przede wszystkim doskonale zaprojektowane, skonstruowane i wykończone. Kolekcje takich marek jak Nenukko, Kiss the Frog, Manu, Pola&Frank, Kids on the Moon, Grain de chic, Kurnik Shop, czy Lous stanowią komplementarną ale nie monotonną całość. Nic, tylko rzucić się w wir zakupów!

ZOBACZCIE ZDJĘCIA>>>

Skomentuj:

W miejskiej dżungli: prosto nie znaczy nudno!