"Sieciówki maja swoje wady, IKEA też..."[LIST CZYTELNICZKI] z cyklu "Jak mieszkają Polacy?"

red.

Kilka dni temu opublikowaliśmy pierwszy artykuł z cyklu "Jak mieszkają Polacy?" Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie czy IKEA jest w każdym polskim domu. Dzisiaj zabiera głos nasza czytelniczka.

Mieszkanie czytelniczki urządzone meblami IKEA
Mieszkanie czytelniczki urządzone meblami IKEA
fot. MRC

Chodzi o artykuł "Jak mieszkają Polacy, czyli IKEA w każdym domu?". Wywołał on burzę skrajnych komentarzy, otrzymaliśmy również kilka ciekawych maili. Dziś publikujemy list czytelniczki MRC, która przysłała nam również zdjęcia swojego mieszkania.

Witam
Przeczytawszy artykuł rzuciłam okiem na mieszkanie i... po raz kolejny stwierdziłam: "wszystko z IKEA, wszystko". Towarzyszą temu stwierdzeniu dwa odczucia. Jedno to zadowolenie i satysfakcja, bo wnętrze jest estetyczne i proste, więc spełnia moje oczekiwania, a meble są funkcjonalne. Mam też świadomość, że urządzenie mieszkania nie kosztowało fortuny, więc za jakiś czas, bez żalu (no może z małym) zmienię wszystko dostosowując do mojego aktualnego stanu finansowego, duchowego... Z drugiej strony myślę sobie, że zakupy w IKEA to pewnego rodzaju porażka. Jest to pójście na łatwiznę, w końcu to wnętrze z hipermarketu, bezosobowe. Jeśli wiem czego szukam, wystarczą cztery wizyty w sklepie i... mieszkanie urządzone.


Gdzie zatem wyszukiwanie perełek, eksploracja pchlich targów, szukanie mebli i dodatków idealnych? No właśnie. Na to trzeba czasu i pomysłu. Przeciętny Kowalski nie ma jednego, drugiego lub obu tych rzeczy. Kowalski ma jednak wybór. Może zatrudnić projektanta wnętrz, co kosztuje, efekt niepewny, ale fachowiec zrobi za Kowalskiego całą robotę. Kowalski będzie miał fajne wnętrze, może nawet się z nim utożsami. Może jednak pójść do sieciówki, np. IKEA i... mieć coś na kształt satysfakcji, czyli wrażenie, że sam dobrał i dopasował elementy, że to jego autorskie dzieło. Ma sukces za rozsądną cenę. Nie potępiam ani jednego, ani drugiego podejścia do urządzania wnętrz. Oba mają plusy, oba minusy. Pytanie zatem dlaczego zamiast myszkowania w antykwariatach, Internecie, dizajnerskich sklepach czy zatrudnienia projektanta wybrałam sieciówkę. Jakiś czas temu dużo zmieniło się w moim życiu. Na dorobku potrzebowałam mebli i wyposażenia niedrogiego, funkcjonalnego, nieudającego czegoś, czym nie jest, estetycznego, łatwego w aranżacji, a co najważniejsze, łatwego w montażu i dostępnego natychmiast. Potrzebowałam wnętrza-bazy, które najpierw proste i nowoczesne, ale kontrastowe, stopniowo zmieni się w nowoczesne z antycznymi elementami: pojedynczymi meblami, bibelotami... może jakieś srebra, może stołowy garnitur... Do tego osobiste akcenty: zdjęcia, grafiki, obrazy...


Czego by nie mówić o meblach i wyposażeniu rodem z IKEA, jedno trzeba przyznać: są łatwe - w kupowaniu, składaniu, używaniu i... zmienianiu. Świetnie nadają się dla tych, którzy lubią przemeblowania. Ja do takich należę, więc meble dobrałam tak, by łatwo móc zmienić ich ustawienie we wnętrzu, a klimat tego ostatniego odmienić choćby kilkoma drobiazgami. I tak, dochodzę do konkluzji: na ten moment w życiu i potrzeby estetyczne, które byłam w stanie wówczas spełnić IKEA wydała mi się jedynym dobrym rozwiązaniem, choć mam poczucie niedosytu i pójścia na skróty. Tu uwaga: to nie jest tzw. artykuł sponsorowany. Sieciówki mają swoje wady,  IKEA też - elementy czasem nie pasują idealnie, okleiny mogłyby być jednak dużo wyższej jakości. Pomijając kwestię wzornictwa, wiele słyszałam na temat mebli z innych sieci meblowych, o sprzętach z IKEA tak dramatycznych opowieści jednak nie ma. W załączeniu kilka fotografii mojego mieszkania.  Zimową porą, na początku drogi do klimatu idealnego, moje wnętrze-baza. Na koniec parę słów komentarza do zdjęć. Kuchnia: ponieważ jakość oklein frontów w sklepie mnie nie satysfakcjonowała, w tej samej cenie drzwiczki zamówiłam w zakładzie stolarskim, same szafki są z IKEA, dopasowane tylko do przeznaczonego im miejsca - docięte, zmniejszone. W pokoju na zimę zadomowił się metalowy stolik i okrągły fotel, które latem doskonale sprawdzają się na balkonie. Dowodem na różne możliwości wykorzystania mebli jest komoda-jamnik - to nadstawka regału. Po ustawieniu całości biblioteczka wydała mi się za wysoka i za ciężka, więc podzieliłam mebel. W przyszłości nadstawka, przypuszczalnie bez drzwiczek, trafi jednak na przeznaczone jej miejsce,  a pod ścianą z halogenami stanie mebel, który diametralnie odmieni charakter wnętrza. W przedpokoju obok dizajnerskiego wieszaka, rodzinne fotografie i... kwiat w osłonce z IKEA.


Słowem, w sieciówkach lubimy chyba najbardziej to, że wielkie powierzchnie wystawiennicze pomagają niewprawnemu oku wyobrazić sobie sprzęty we własnej przestrzeni. Drugą istotną zaletą jest to, że można mieć satysfakcję z samodzielnego "zaprojektowania" mieszkania. Mimo wszystko są to wnętrza indywidualne i w pewnym stopniu niepowtarzalne. Ile razy słyszeliśmy od znajomych: "eee, u nas to głównie IKEA", a jednak oni nie mieszkają identycznie jak my.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w odkrywaniu upodobań Polaków. Liczę na to, że czasy meblościanki na wysoki połysk i mnogości burych tekstyliów w niepasujące do siebie wzory minęły.
MRC

Zobaczcie zdjęcia, które przysłała do nas MRC >>

Jakie jest wasze zdanie, zgadzacie się z naszą czytelniczką? Możecie dzielić się swoimi spostrzeżeniami, przysyłać nam zdjęcia swoich mieszkań, komentować, pisać do nas...

Nasz adres domosfera@gazeta.pl >>

Skomentuj:

"Sieciówki maja swoje wady, IKEA też..."[LIST CZYTELNICZKI] z cyklu "Jak mieszkają Polacy?"