Na wysoki połysk, czyli design ze strychu babci

Ogromny sukces wystawy 'Chcemy być nowocześni' oraz obecność na książkowych listach bestsellerów albumu 'Źle urodzone' Filipa Springera pokazują, że wzornictwo lat 60. i 70. zaczyna być modne i pożądane.
Krzesło Henryka Sztaby w sklepie Pan Tu Nie Stał (po lewej)... oraz na boisku szkolnym w Srebrej Górze na Dolnym Sląsku (po prawej) Krzesło Henryka Sztaby w sklepie Pan Tu Nie Stał (po lewej)... oraz na boisku szkolnym w Srebrej Górze na Dolnym Sląsku (po prawej) fot. Pan Tu Nie Stał (www.pantuniestal.com), Zuzanna Waltoś (www.souzanbajtos.tumblr.com)

Dobre wzornictwo z PRLu?

Dizajn naszej młodości triumfalnie wkracza do modnych wnętrz, a przydziałowe wyposażenie mieszkań naszych rodziców i dziadków - meblościanki, porcelana Lubiana czy sprzęt AGD Predomu - zyskują miano dizajnerskich. Dziś krzesła Henryka Sztaby produkcji Mam Sam sprzedaje nie mniej kultowy sklep Pan Tu Nie Stał, na produkowanych przez Vzór fotelach RM58 Romana Modzelewskiego przesiadują bywalcy Syreniego Śpiewu, jednego z najmodniejszych warszawskich klubów, a pawilon Emilia, do którego właśnie wprowadza się Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zostaje wpisany do gminnej ewidencji zabytków.

Te same krzesła i sprzęty domowe oraz wiele innych przedmiotów, nie tylko ze wspomnianej epoki,  są nadal łatwo dostępne i stosunkowo niedrogie. Odnaleźć je można na pchlim targu, internetowej aukcji czy wystawce lub (przy odrobinie szczęścia) we własnym pawlaczu.

Wyszperane meble z mojego mieszkania Wyszperane meble z mojego mieszkania fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Wtórny dizjan

Sama mam za sobą urządzanie mieszkania głównie przy pomocy wtórnego dizajnu. Meblościankę ze zdjęcia kupiłam za 23 złote w komisie, pikowany fotel przyjechał do mnie spod niemieckiej granicy, a chałupniczą lampę ze stelażem ze zbrojonego pręta wyciągnęłam z nowohuckiego śmietnika.

Ramę łóżka kupiłam na Allegro, choć na aukcji prezentowana była w zestawie z perskim dywanem i atłasową zasłoną, zaryzykowałam i na tle białych cegieł wygląda pięknie. Krzesła projektu Steena Ostergaarda przez wiele lat służyły dziadkowi mojego przyjaciela jako meble ogrodowe. Wykupiłam je za porządne wiklinowe siedziska. Niestety rozpadły się po sezonie, a moje krzesła, niezwykle wygodne i wytrzymałe, służą mi do dziś.


Z zamiłowania do dizajnu nie pierwszej świeżości  oraz wszelkiej maści rozbrajających bibelotów, stworzyłam Wysoki Połysk, czyli miejsce, w którym prezentuję i promuję przedmioty z drugiego obiegu oraz pokazuję, jak zdobyć je za przystępną cenę lub nawet za darmo. Oto kilka sposobów.

Targ staroci pod Halą Targową w Krakowie oraz targowisko w Sławie (lubuskie)
Targ staroci pod Halą Targową w Krakowie oraz targowisko w Sławie (lubuskie) fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Targi staroci

Odbywają się cyklicznie w większości dużych miast, nierzadko towarzysząc targom antyków lub zwykłym bazarom. Kilka wizyt pod krakowską Halą Targową przekonało mnie, że szperanie w masie z pozoru nikomu niepotrzebnych rzeczy jest niezwykle wciągającym zajęciem, zaś jego rezultaty mogą być naprawdę zaskakujące.

W czasie moich poszukiwań udało mi się wypatrzyć między innymi ołowianą matrycę do odlewania głów dziecięcych lalek, dwie pary Relaksów, oryginalne Wassily Chair Marcela Breuera, list węgierskiej fanki do Zbyszka Cybulskiego (dotarł!), a ostatnio prawdziwy paszport Polsatu. Prawdziwe skarby (po obowiązkowym targowaniu się ze sprzedawcą) można kupić praktycznie za bezcen. Zegar kominkowy Predom-Metron był jednym z niewielu przedmiotów, za które bez marudzenia zapłaciłam żądaną, zawrotną jak na pchli targ, kwotę dwudziestu złotych.

Przedmioty kupione na pchlich targach w Krakowie, Londynie i Berlinie /fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Targi wyposażyły również moją kuchnię (solniczki pochodzą z Krakowa, a talerz z Londynu) i szafę (za torebkę Moschino zapłaciłam 5 euro na berlińskim targowisku przy Mauerpark).
Niska cena znaleziska nie zawsze świadczy o jego niskiej wartości. Moja znajoma za niecałego funta kupiła w Edynburgu poniższą książeczkę. Okazało się, że jest właścicielką tomiku poezji, wydanego w 1873 roku, w oprawie z niezwykle rzadkiej skóry, którego wartość przekracza obecnie 1500 dolarów. Oto dowód na to, że szperanie popłaca!

Poezja z Edynburga /fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

 

 


Lightbox z Dworca Centralnego w Warszawie Lightbox z Dworca Centralnego w Warszawie fot. Thingo (www.thingo.pl)

Serwisy z aukcjami i ogłoszeniami

Nie wszyscy sprzedawcy bibelotów to handlarze staroci - ci, którzy chcą pozbyć się pojedynczych przedmiotów z własnych domów, najczęściej robią to za pośrednictwem internetu. Największy serwis aukcyjny Allegro prowadzi obszerny dział z antykami i starociami oraz równie popularny z pamiątkami z PRL. Ceny przedmiotów opisanych jako "design DDR", "lata 70", "bauhaus", "loft" czy "industrial" (czasem, o zgrozo, wszystko razem) są znacznie wyższe niż na pchlim targu, jednak w serwisach z ogłoszeniami drobnymi, takimi jak Tablica czy Gumtree, meblościankę na wysoki połysk nierzadko można zdobyć za darmo - wystarczy ją tylko odebrać ze wskazanego miejsca. Do grona serwisów, oferujących dizajn z drugiej ręki dołączył niedawno portal Thingo, na którym przedmiotami można się wymienić. Dotychczas za pośrednictwem Thingo oferowano między innymi Lomo, rower Schwinn z lat 60. oraz oryginalny lightbox z Dworca Centralnego w Warszawie (średnia cena lightboxów na ich licytacji rzadko spadała poniżej 1000 zł).

Moja ulubioną zdobyczą z Allegro jest śpiewająca ryba, kultowy amerykański bibelot (występowała między innymi jako kluczowy rekwizyt w "Rodzinie Soprano" oraz, niedawno, w teledysku "We Found Love" Rihanny).

Urokowi ryby nie oparli się kuratorzy i widzowie wystawy "Za-mieszkanie 2012. Miasto Ogrodów, miasto ogrodzeń", przedstawiającej zwyczaje mieszkaniowe krakowian (można ją oglądać w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie do połowy stycznia 2012 roku). Na towarzyszącej jej prezentacji bibelotów znalazło się siedemnaście przedmiotów z mojej kolekcji, jednak to właśnie ryba swym recitalem podczas wernisażu zapewniła sobie występ w Teleekspresie, być może również przed Państwem:)

Krakowska wystawa nie jest pierwszą tego typu. Podczas tegorocznych Gdynia Design Days można było podziwiać "Przydaśki, wihajstry, pipanty - wynalazki domowe Polaków 1939-1989".

Moje bibeloty na wernisażu wystawy ?Za-mieszkanie 2012?fot. Paweł Gluza (www.facebook.com/GluzmenPhotography)

Znaleziska Znaleziska fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Rozejrzyj się!

Na porzucony dizajn można natknąć się wszędzie. Czasem dosłownie wystarczy podnieść go z ziemi. Kinkiet dostałam od przyjaciela, który znalazł go podczas wyprowadzki, a programy Teatru Starego w Krakowie z lat siedemdziesiątych wyciągnęłam z kontenera na makulaturę. Do tej pory są inspiracją w mojej pracy projektanta graficznego.

Wyspą skarbów może okazać się nasz dom. Do mojego mieszkania trafił przechowany w garażu dziadka serwis z Bolesławca i przepiękne narzuty - łowickich nadruków z jednej z nich nie powstydziłaby się sama M.I.A.


Nasze babcie, z uporem maniaka odmawiając zamiany wysokiego połysku na wenge, mogły wyświadczyć nam ogromna przysługę. W najdalszej z kuchennych szafek moja przyjaciółka znalazła oryginalny babciny serwis kawowy Ina Lubomira Tomaszewskiego z Ćmielowa, prezentowany na wystawie "Chcemy być nowocześni". Wartość nowego serwisu to obecnie prawie 5 tysięcy złotych.

Serwis kawowy Ina, znaleziony w kuchennej szafce fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Także wnętrze krakowskiego baru Głodne Kawałki wyposażone zostało przedmiotami z odzysku, pozostawionymi przez poprzedniego lokatora - kaletnika i znalezionymi przez właścicielki. Na krześle przyniesionym z szopy można wypić pyszną kawę w filiżance po babci i podziwiać niezwykłe lampy, oczywiście spod Hali Targowej.

Głodne Kawałki fot. Tomasz Jurecki (www.funklore.eu)

Prowadząc Wysoki Połysk staram się udowodnić , że dobry dizajn nie musi być ani drogi, ani nowy. Faktem jest jednak, że młodzi ludzie gotowi są zapłacić kilkaset złotych zarówno za reedycję Sztaby, jak i stary zegar-kulę na Allegro. Skąd ten nagły boom na wzornictwo, narzucone naszym rodzicom i dziadkom przez komunistyczny reżim? Tomasz Marcin Wrona, dziennikarz i kulturoznawca zajmujący się komunikacyjnym aspektem mody i dizajnu, tłumaczy: "Dla obecnych trzydziestolatków kontekst społeczno-polityczny nie ma już takiego znaczenia. Doceniają fakt, że ówczesne wzornictwo było na bardzo wysokim poziomie, że te meble są unikatowe. Wytwory polskiego dizajnu lat sześćdziesiątych są dla młodych ludzi nowymi antykami - jest to pewna forma tańszej i nieco bardziej ekstrawaganckiej alternatywy dla mainstreamu, który poniekąd dyktowany jest przez estetykę IKEA. Można też dodać fakt, że coraz mocniej wgłębiamy się w kulturę recyklingu. Powtórne wykorzystywanie przedmiotów jest swoistym paradygmatem czasów, w których przyszło nam żyć".

Może warto zatem łaskawszym okiem spojrzeć na poczciwe bibeloty, nim osiągną niebotyczną cenę na rynku sztuki?


Emilia Obrzut / Wysoki Połysk

Więcej o:
Komentarze (8)
Na wysoki połysk, czyli design ze strychu babci
Zaloguj się
  • polska_baba

    Oceniono 78 razy 76

    Jak widać po komentarzach Polacy nie mają poczucia humoru, a mieszkanie musi być urządzone jak w czasopismach o wnętrzach: albo pseudo-Dynastia, albo pseudonowoczesność rodem z gazetek sklepów meblowych. A ja z żalem wspominam pierwsze numery "Czterech Kątów" (jeszcze wydawanych przez Wydawnictwo Prószyński i ska), gdzie prezentowane były mieszkania urządzane jeszcze w PRL-u istne arcydzieła przemyślności i zaradności rodaków, którzy sami przerabiali lub odnawiali stare meble czy drobiazgi do mieszkania, ratowali antyki, w oknach wisiały piękne tkaniny np. Polskiego Lnu.
    W PRL-u było sporo dobrego wzornictwa - ceramika, szkło, tkaniny, skóry... Dziś króluje badziewie. Mam 1-osobowy tapczanik kupiony w Cepelii w 1968 r., genialny - bez narzędzi w ciągu kilku sekund rozkłada go się na dwie części, które łatwo może przestawić, przesunąć, przenieść np. do innego pokoju jedna niezbyt silna osoba (a do tego bardzo wygodny). Cały czas jest normalnie użytkowany, jedynie po jakichś 30 latach trzeba było wymienić zużytą tapicerkę.

  • pearlinee

    Oceniono 47 razy 29

    z tydzień temu był artykuł potępiający kupujących w IKEA, bo to wtórne, pozbawione inwencji, zajeżdża fast foodem meblowym. Ale kolejne setne już wnętrze urządzone ala retro , to zdecydowanie oryginalniejsze jak rozumiem, pełne pomysłów i inwencji. Achaaaaa . Może było, dziesięć tysięcy mieszkań temu. Teraz każdy kto wstawi sobie wersalkę na sprężynach, dwa fotele ala lata 50-te i mebloscianke, jest oryginalny

  • elfia4

    Oceniono 30 razy 28

    Nic dziwnego, że duża część rodaków mieszka sztampowo i "na bogato", czyli w halogenikach, połyskujących tapetach, pseudo skórach itd. Komentarze mówią same za siebie. Musi być jak na wystawie gminnego czy miejskiego sklepu meblowego - wszystko nowe, nudne i przewidywalne;-)
    Dobrze, że chociaż nieliczni doceniają, że wzornictwo sprzed ponad pół wieku przetrwało próbę czasu, bo zostało dobrze zaprojektowane i porządnie wykonane. Do tego świetnie wpasowuje się we współczesne wnętrza. Wystarczy trochę luzu i fantazji w urządzaniu, żeby mieszkać ciekawie i współcześnie nawet z fotelem po dziadku;-)

  • fotodecorus.pl

    Oceniono 20 razy 20

    Nie liczy się co się ma ani skąd się to ma, ale co można z tym zrobić. Czasem wystarczy te meble, które już mamy, postawić w innym miejscu, i nagle dom wygląda zupełnie inaczej. Zawsze liczy się pomysł, a nie źródło, z którego mamy narzędzia:).

  • toojaaa

    Oceniono 16 razy 4

    A za 50 - 60 lat... gadżety z obśmiewanej IKEI staną się "dizajnerskie". To się nazywa moda. Dobrej zabawy, biznes musi się kręcić :)

  • Gość: Anastasia

    Oceniono 12 razy -12

    Tom / To przerost formy nad treĹ?ciÄ?. Po co nagiawcja ma byÄ? Ĺ?adna i kobieca ?? WyglÄ?da jak zabaweczka a nie solidne urzÄ?dzenie. Tom tom ma pewnie problemy ze sprzedaĹźÄ? i wydaje im siÄ?, Ĺźe jak wypuszczÄ? na rynek biaĹ?e gf3wienko to zdobÄ?dÄ? nowych klientf3w w postaci kobiet. A prawda jest taka, Ĺźe technicznie to Ĺźadna rewelacja, jeĹ?li kobiety lubiÄ? Ĺ?atwe i intuicyjne urzÄ?dzenia to bardziej polecam Mio, rf3wnieĹź jeĹ?li chodzi o jakoĹ?Ä? map, a to wĹ?aĹ?nie powinno siÄ? liczyÄ?, a nie wyglÄ?d.

  • rowno

    Oceniono 75 razy -31

    Boże, co za koszmary!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX