Kiosk - kup onlineKiosk - Ladnydom.pl

W miejskiej dżungli: sielska Litwa

Izabela Bek

W tym roku mam to szczęście, że sporo nosi mnie nie tylko po Polsce, ale też po Europie. I, niestety, nasza ojczyzna pod względem architektury i designu wypada w tym zestawieniu dość licho...

Tego, że Sycylia i boska Taormina absolutnie mnie urzekną - jak najbardziej się spodziewałam. Ale to, że tak niesamowicie zauroczyło mnie Wilno i jego okolice było pewną niespodzianką...

Wilno odwiedziłam w zeszłym tygodniu, po przeszło dziesięcioletniej przerwie. Zapamiętałam je jako fenomenalnie odrestaurowane miasto, pełne gotyckich, renesansowych i barokowych zabytków. Oczywiście - nic w tej kwestii się nie zmieniło. Władze Warszawy, Elbląga, Łodzi i kilkudziesięciu innych polskich miast powinny zostać wysłane do Wilna na kurs z rozsądnej modernizacji. W Wilnie nie wyburza się zabytkowych acz podniszczonych budowli - albo się je restauruje albo rozbiera (ze względów bezpieczeństwa) po to, by odbudować je na dokładny wzór i podobieństwo pierwotnej budowli. Efekt jest imponujący - to kolejna europejska stolica, która potrafi pogodzić nowoczesność ze swoim dobytkiem kulturowym. Może moje wnuki doczekają takiego efektu w Warszawie...

Miasto jest czyste, wesołe, tętniące życiem. Oczarowała mnie mieszanka kultur, zapachów aromatów. Wieczorami uliczki Starego Miasta wibrują kolorami i śmiechem (nie mylić z bełkotem zapijaczonych typów spod ciemnej gwiazdy!) młodych Litwinów do późnych godzin nocnych. Ludzie są weseli i otwarci, co też pozytywnie mnie zaskoczyło po całej tej idiotycznej zadymie polsko-litewskiej na jednym z naszych stadionów...

Ale Wilno - choć zjawiskowo piękne - to jednak miasto. Tymczasem ja jak tlenu potrzebowałam chwili wypoczynku. Przyjaciele z litewskiej manufaktury czekolady Chocolate Naive zabrali mnie więc do swojej posiadłości położonej 40 kilometrów od ichniej stoicy, nad najdłuższym jeziorem na Litwie. Do niedawna w sąsiednim miasteczku Giedraiciai (tak, to się łączy z TYM Giedroyc'em!) mieściła się z resztą ich manufaktura, teraz przeniesiona do Wilna.

Posiadłość to raj na ziemi. Zaciszna, bajecznie położona między malowniczymi wzgórzami (na szczycie jednego z nich znajdują się ruiny pałacu... Radziwiłłów!), zielona i bardzo eko. Na jej terenie rosną jabłonie, śliwy, winorośle i porzeczki. Pani opiekująca się domem jest właścicielką malutkiej szklarni, słynącej na całą Wileńszczyznę z najpyszniejszych pomidorów (potwierdzam!). Są boiska do kosza i siatki, dwa oczka wodne, które Domas nazywa basenami (ale uwaga - ponieważ zasila je woda źródlana, są upiornie lodowate; jak znalazł po seansie w jego ruskiej bani!), altanka, ławeczki a przede wszystkim - mnóstwo zieleni i otwartej przestrzeni. Całość otoczona jest słynącymi z jagód i grzybów lasami iglastymi i dębowymi. A jak wiadomo, dąb to drzewo magiczne w tradycyjnej kulturze pogańskiej naszych państw - chroni przed złymi mocami, przynosi ukojenie i sposób. Nie dziwi więc, że do dziś zmęczeni i zestresowani wilnianie szukają w tych okolicach spokoju i schronienia.

Domki są w prostym, rustykalnym stylu z wnętrzem nawiązującym do tradycji wsi litewskiej. Ale dla mnie mogłyby być w nich tylko sienniki - i tak nie chce się spędzać w domu ani minuty! Miejsce bez większego problemu można wyszukać jako agroturystykę - jest tam jeden domek do wynajęcia, za bardzo rozsądną cenę. Ale ja nazwy podawać nie będę, zrażona ostatnimi komentarzami o taniej reklamie.

Skomentuj:

W miejskiej dżungli: sielska Litwa