Kiosk - kup onlineKiosk - Ladnydom.pl

W miejskiej dżungli: w dominikańskiej dżungli i nie tylko

Izabela Bek

Jadąc do Gdańska w drugim dniu Jarmarku Dominikańskiego czułam się, jakbym złapała Pana Boga za nogi. Widziałam same plusy: jedno z moich ulubionych miast w Polsce, świetna impreza, dużo artystów i mnóstwo tematów do opisania. Niestety, zderzenie z rzeczywistością było dość brutalne.

Dzień był upalny. Nie upalny - tropikalny, powyżej 35 stopni w cieniu. Ok, są tego i dobre strony - jak na niedzielne południe na Jarmarku kręciło się zaskakująco mało ludzi. Jednak minusów naliczyłam troszkę więcej...

Po pierwsze załamał mnie poziom artystyczny tegorocznej edycji. Imprezę ostatnio odwiedzałam dwa lata temu i zarówno ceramika, jak i biżuteria i ubrania były reprezentowane przez szalenie ciekawych twórców. W tym roku więcej było tandety z Chin , orzeszków, oscypków i kiełbasek z rożna, niż prawdziwych artystów. A większość z tych, którzy się pofatygowali nie przejawiała specjalnego zainteresowania tym, co się wokół nich działo.

Jak zwykle nie rozczarowała ulica z bursztynową biżuterią, ale te kramiki należały do tamtejszych rzemieślników, nie do przyjezdnych wystawców. Natomiast kompletnym fiaskiem okazała się alejka z ubraniami polskich artystów-plastyków. Namioty zaćkane (fakt, pięknymi jedwabnymi i lnianymi) ubraniami a sami Artyści (jestem pewna, że sami o sobie mówią i piszą przez wielkie A) z lekceważeniem siedzieli na tyłach swoich stoisk, plotkując i sącząc winko...

Z jarmarku uciekłam więc po dwóch godzinach, z niemal pustymi rękoma. Moj jedyny nabytek to filcowy królik, który fantastycznie sprawdza się w roli zakładki do książki. Polecam pana Miśka!). Schroniłam się - przed żarem i rozczarowaniem - w Kawiarni Retro. Kawy mrożonej nie polecam, ale ciasta: czekoladowe bez mąki, marchewkowe i sernik z porzeczką - absolutnie tak! Kawiarnia ma też fantastyczny wystrój, faktycznie bardzo retro. Stare zdjęcia, odnowione meble, zabytkowe młynki - aż chciałoby się ją zobaczyć letnim wieczorem, w świetle świec i lamp naftowych!

W Gdańsku długo nie zabawiłam - jak tylko nieco się ochłodziło, zaczęli mnie zadeptywać turyści. Przeniosłam się na moment do Elbląga. Miasto jakby wyludnione i kompletnie zdezelowane wszechobecnymi remontami, ale starówka - piękna! Całkowicie odnowiona, w jednolitym stylu, z gustem i smakiem. Szkoda, że straszyła pustką, podobnie jak tamtejsze sklepiki i kawiarenki. Ja zwiedziłam dwie. Cukiernio-czekoladziarnię Deker polecam nie ze względu na wystrój (dość mroczny i monotonny) ale na pyszną kawę, czekoladę i fenomenalne wypieki. Pan Deker to cukiernik z Sopotu, jeden z najlepszych w Polsce! Jego sernik cynamonowy dosłownie rozpływa się w ustach!

Drugie miejsce to Kawiarnia Wyspa Skarbów. Do picia weźcie tylko herbatę, koktajl albo czekoladę - kawa jest umiarkowana. Deserów niestety nie kosztowałam. Ale w tym miejscu to retro wystrój gra pierwsze skrzypce. Stoły i ściany zdobią zdjęcia klientów i przyjaciół kawiarni, wszystkie meble to odrestaurowane zdobycze z targu staroci.

A na koniec słówko o Malborku. Nie byłam tam od 20 lat! Miasteczko przygnębiające, urbanistom brakuje pomysłów, pieniędzy, odwagi albo wszystkiego po trochu. Gastronomicznie - plaża. Ale zamek wciąż robi niesamowite wrażenie. Wiją się przed nim dzikie tłumy, ale warto odstać swoje w kolejce - to jeden z nielicznych tak rozległych i tak doskonale odnowionych zabytków w naszym kraju. Wycieczka z przewodnikiem nie nudzi, wręcz intryguje. Po powrocie do domu aż chce się zajrzeć do Sienkiewicza!

Skomentuj:

W miejskiej dżungli: w dominikańskiej dżungli i nie tylko