Ogród Zanussich. Ogrody znanych ludzi

tekst: Monika Łuczko

Po tym ogrodzie można wędrować bez końca, a kolory to swoiste barwy ochronne, łagodzące stresy. O życiu w tak pięknej scenerii rozmawiamy z panią Elżbietą Zanussi.

Elżbieta i Krzysztof Zanussi
Fot. Archiwum prywatne
Elżbieta i Krzysztof Zanussi

Elżbieta Zanussi jest malarką, projektantką elementów architektury, wnętrz i mebli. Osoba wielkiego serca: co roku współorganizuje w Laskach ogromny piknik połączony ze zbiórką pieniędzy na stypendia dla ubogiej młodzieży. Jej pasją jest malowanie porcelany.

Krzysztof Zanussi to prawdziwy człowiek renesansu: filozof, fizyk, pedagog, scenarzysta i przede wszystkim reżyser filmów, m.in. "Struktura kryształu", "Życie rodzinne", "Barwy ochronne", "Spirala", "Persona non grata" oraz przedstawień operowych i teatralnych w Polsce, Szwajcarii, Rosji, Niemczech, we Francji i Włoszech.

Co decyduje o urodzie ogrodu?

Mąż często powtarza: żeby coś było jakieś, musi być inne niż to drugie... W podwarszawskich Laskach powstał więc ogród inny niż wszystkie, z szerokim horyzontem, mnogością planów, pełen bliskich naszemu sercu detali.

Tuż po studiach na wydziale malarstwa warszawskiej ASP wyjechała Pani do Paryża. I świetnie zapowiadająca się malarka zajęła się malowaniem porcelany?

To prawda. Całkiem nieźle zarobiłam wówczas malowaniem filiżanek. W dewizach! Potem okazało się, że znajomy zdun sprzedaje działkę w moich ukochanych Laskach. Jej kupno to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Od dziecka jestem związana z tym miejscem, poprzez czasy wojny i rodzinne przyjaźnie. Nasz ogród jest pełen pamiątek... O, proszę - ta sylwetka mężczyzny na wzgórzu to kopia rzeźby Rodina (praca magisterska jednego ze studentów ASP). Nie mogła sobie nigdzie znaleźć miejsca i w końcu trafiła do nas. A wzgórze powstało z gruzu po rozebranym domu. Patrząc wstecz, nie żałuję ani chwili poświęconej temu miejscu. Tworzenie piękna jest dla mnie równoznaczne z czynieniem dobra.

I właśnie dlatego postanowiła Pani podarować mężowi "bukiet" z 50 drzew na 50. urodziny?

To był niecodzienny prezent... I zarazem sposób na nowy ogrodowy pejzaż. Z dnia na dzień wokół pseudoklasycystycznego dworku, w którym zamieszkaliśmy, wzniesionego z "trzciny, gliny i lawety armatniej" (jak mawiał wspomniany zdun, jego dawny właściciel), wyrosło 50 egzotycznych piękności, m.in. tulipanowce, miłorząb, czerwonolistny buk, magnolie... A pod starym dębem stanęła altanka wykonana przeze mnie z bloczków Ytonga, surowca dającego się formować w przeróżne kształty. To z niego zbudowałam ogrodowe kolumienki i niektóre detale. Może nie będą zbyt trwałe, ale efekt jest niezły.

Natomiast nowy dom przy ogrodzie zimowym powstał w miejscu starego, nadającego się do rozbiórki, kiedy klasycystyczny dworek - w którym mieszkaliśmy - postanowiliśmy przekazać bratanicy. Wszystkie nasze domy to efekt współpracy z architektką Anną Chmurą, która zresztą dorzuciła również cegiełkę do budowy nowojorskiego metra.

Mam wrażenie, że potrafi Pani wszystko: posadzić drzewo, ułożyć glazurę, zaprojektować pawilon. Czy oranżeria z parawanem z winorośli, w której tak miło się nam rozmawia, to też Pani pomysł?

Duży ogród zimowy mieliśmy już w poprzednim domu na warszawskim Żoliborzu. To nasza rodzinna tradycja. Odgrywa on rolę salonu, w którym toczą się dyskusje o życiu, sztuce, religii, filozofii... Nasz dom i ogród zawsze są otwarte dla gości. Specjalnie dla przyjezdnych zbudowałam letnią kuchnię i domek gościnny. Kto się w nim nie zmieści, może przenocować w oranżerii, a w pogodną noc - pod namiotem. Raz do roku odbywają się w naszym ogrodzie przyjęcia na sto osób. Sama przyrządzam wówczas wszystkie potrawy. W tym roku królowały szparagi...

W czasie gdy pana domu pochłania praca, Pani jest jednocześnie ogrodnikiem, elektrykiem, dozoruje remonty, podejmuje gości... A gdzie czas wolny?

Mąż nie może poświęcić ogrodowi dużo czasu, jednak docenia i zauważa zmiany. Teraz, gdy pomaga mi ogrodnik i automatyczne nawadnianie, o wiele łatwiej zapanować nad wszystkim. Wystarczy, że nakarmię stadko labradorów, kota, któremu wydaje się, że jest psem. I już mam czas na pracę.

A ulubione wspólne zajęcia?

Czasem zdarza nam się siedzieć o świcie w oranżerii i podziwiać iście teatralny spektakl: słońce niczym reflektor oświetla kolejne zakątki, rysuje obrazy na trawie.... Wieczorem zaś, gdy zachodzi, wydobywając wciąż nowe barwy, marzymy, że po ogrodzie spacerują pawie i krzykiem obwieszczają świt. Jak dotąd jednak słychać tylko koguty sąsiada...

Kiedy planujemy wspólną pracę, często dopada nas... syndrom Jacka Kuronia, który zamieszkał tu kiedyś, żeby w spokoju napisać jedną z książek. Po tygodniu stwierdził, że nie da się tutaj pracować: gdy zasiadał przy stole w salonie, przez okno widział przytulną altankę. Przenosił się więc do niej, ale już po godzinie zaczynał go kusić trawnik. Zdawał się być niezwykle miękki, wygodny. Jacek koniecznie musiał to sprawdzić. I tak przez cały dzień wędrował, zamiast pisać.





Skomentuj:

Ogród Zanussich. Ogrody znanych ludzi