Ogród laureatów konkursu "Najpiękniejszy ogród naszych Czytelników"

Tekst Małgorzata Łączyńska Zdjęcia Adam Kozak

?Jesteśmy ogrodnikami amatorami - pisali do nas w zeszłym roku państwo Lucyna i Maciej Bielińscy. - Wszystko w naszym ogrodzie zrobiliśmy i wymyśliliśmy sami". Zostali laureatami konkursu ?Najpiękniejszy ogród naszych Czytelników".

To cud, że nie stoi tu supermarket! Siedem lat temu rodzicom pani Lucyny udało się kupić półhektarową działkę niemal w centrum Tucholi. Stała pusta przez 30 lat. Może dlatego, że miejsce nie miało dobrej sławy. Po tym jak kolejne pożary strawiły wpierw przedwojenną willę, a potem mieszkalny barak poprzedni właściciele opuścili miasto na zawsze. Na szczęście na działce prócz zniszczonej przedwojennej bramy i resztek fundamentów pozostały piękne stare drzewa - wysokopienne jabłonie, orzechy włoskie dające wyjątkowe duże owoce, strzeliste srebrne świerki, jaśminy i wierzba nad wodą.

Przegonić złe duchy

Ziemia leżała odłogiem prawie pół wieku, więc początki były trudne. "Kiedy chcieliśmy się pochwalić naszą supernieruchomością - wspominają właściciele - ubieraliśmy gości w odzież ochronną (nie wyłączając rękawic i wysokich butów) i tak uzbrojonych zabieraliśmy na spacer ścieżkami pośród dwumetrowych pokrzyw i chaszczy".

Potem było siedem lat żmudnych prac porządkowych. Piłami, siekierami, łopatami i Roundapem przegonili złe moce. "Mąż jest informatykiem, ja księgową - mówi pani Lucyna - ale mamy wspólne hobby - kwiatki! Zamiast leżeć przed telewizorem każdą wolną chwilę spędzaliśmy tu, pracując jak wariaci".

Ale są efekty. Rośliny potrafią pięknie się odwdzięczyć. Państwo Bielińscy prezentowali ogród do dwóch konkursów i oba wygrali. Ten pierwszy ogłosiło miasto. Tuchola leży w krainie borów i jezior. W mieście jest technikum leśne, widać mężczyzn w charakterystycznych zielonych mundurach. Przyjeżdżają tu turyści spragnieni dobrego powietrza, ciszy, kajakowania Brdą. Samorząd i mieszkańcy bardzo dbają o zieleń. Wiedzą, że to ich kapitał.

Nowe rabaty, stary sad

"Irytuje mnie, gdy w pismach i telewizji pokazuje się wyłącznie ogrody zaprojektowane przez specjalistów! - mówi pani Lucyna. - Chciałabym czasem zobaczyć ogrody ludzi, którzy tak jak my zrobili wszystko sami".

Postanowili najlepiej jak się da wykorzystać walory położenia działki. Jej granicą jest brzeg maleńkiej rzeki Kiczy, która potrafi wiosną niebezpiecznie przybierać. Pewnie dlatego przedwojenny właściciel (podobno inżynier) jedną trzecią terenu znacznie podniósł, usypując wysoki taras. Na tym wzniesieniu państwo Bielińscy założyli ogród ozdobny. Jest tu obszerny trawnik, kamienna ścieżka, której towarzyszy kolorowe pasmo krzewów i bylin, placyk ze słonecznym zegarem. Na skarpie nad rzeką powstał skalniak, a tuż nad wodą właściciele ustawili ławeczkę pod starą wierzbą.

Niższa część terenu pozostała malowniczym sadem z wysokimi starymi drzewami. Wciąż rodzą tak dużo jabłek i i orzechów, że co roku można nimi obdarować przyjaciół. Stoi tu drewniany domek letniskowy, obok obszerny stół na biesiady i piaskownica dla synka. Miejsca jest tyle, że można pod drzewami grać w piłkę.

Wspólna sprawa

Cała rodzina kibicuje powstawaniu ogrodu. Rodzice przynoszą w prezencie rośliny. Ojciec pan Maćka pomagał budować murek z łupanych polnych kamieni. Drzewom przygląda się okiem specjalisty brat pani Lucyny - leśnik. A młodzi właściciele wciąż wymyślają swój ogród od nowa. Może posadzą trochę cisów? Na pewno będą rosły wspaniale - w pobliskich lasach jest przecież największy w Polsce rezerwat tych pięknych drzew. Może założą ogród japoński?

Ogród jest na razie "sobotnio-niedzielny" - rodzina spędza tu tylko weekendy. Dlatego państwo Bielińscy nie sadzą żadnych wymagających roślin. Resztki murów zakryli pnączami - udany zestaw to powojniki i barwinek większy (Vinca major). W obrębie starych fundamentów zaczęli komponować żwirową rabatę z jukką i trawami ozdobnymi. Uroczo wyglądają kępy niewymagających bylin - niezawodnych liliowców, różnokolorowych bodziszków i irysów.

W głębi sadu stoi gołębnik (własność taty pani Lucyny). Trochę to stresuje młodych właścicieli, bo - jak mawiają - "rasowe pawiki wymagają niemal tak troskliwej opieki jak pawie". Ale są i plusy gołębnika - ptaki dostarczają guana, a to świetny nawóz dla roślin. Poza tym dzięki gołębiom działka jest zamieszkała. Pilnują jej także inne zwierzęta - wydry, kaczki i nietoperze. A sami ogrodnicy marzą, by postawić tu własny dom. Mają już nawet na ten cel pierwszą cegłę...

Skomentuj:

Ogród laureatów konkursu "Najpiękniejszy ogród naszych Czytelników"