Poszukiwania i eksperymenty z tworzeniem ogrodu. Zobaczcie efekt - magiczny!

BEATA TOKARZ

Warzywnik się nie udał, hortensje nie kwitły, jałowiec zagłuszył wszystko na swojej drodze. Ale gdy w końcu państwo Sobeccy dogadali się z naturą, ich ogród stał się oazą pełną bujnych roślin i... ciekawych "staroci", które zaczęły tu żyć nowym życiem.

SLOWA KLUCZOWE: beata tokarz
PNĄCZA NA DOMU I OGRODZENIU oraz liczne krzewy zacierają granice ogrodu, tworząc zieloną enklawę
Fot. Tomek Ciesielski
Ogród od dawna był marzeniem pani Mirki Sobeckiej. Gdy z mężem zdecydowali się na budowę domu, oglądali wiele miejsc. Wreszcie dotarli do Raculi na przedmieściach Zielonej Góry. Od razu wiedzieli, że to ich miejsce. Obok działki rozciągało się pole z żytem i burakami. W pobliżu las. Wchodząc na posesję, rozgarniali rękoma młodziutkie brzozy. Wiele zachowało się do dziś. Teraz mają ponad 20 m i tworzą malowniczy zagajnik za domem.

Tutejsza ziemia - a właściwie piach - nie sprzyjała jednak planom nowych właścicieli. - Uparcie chciałam zrobić sobie mały warzywnik. Przywieźliśmy trochę ziemi i zaczęłam siać. Gdy to zobaczył mój tata, pokiwał głową i stwierdził tylko: "Ukrainy to ty tutaj nie zrobisz". Rzeczywiście. Z warzyw zrezygnowałam - opowiada pani Mirka. Dzisiaj królują tu więc kwiaty, ale znalazło się też miejsce dla jeżyn, poziomek i ziół. Tak na pocieszenie.

PRZYPADEK ZA PRZYPADKIEM

Właściciele przyznają, że część roślin posadzili przypadkowo. - Czasem kupujemy coś bezrefleksyjnie, bo ma ładne liście, kwiaty, ciekawie pachnie. I wsadzamy, gdzie jest wolny skrawek. A potem okazuje się, że to wielkie drzewo parkowe. Jak chociażby tulipanowiec pod płotem. Na szczęście na razie powoli rośnie - mówi pani Mirka. Obok niego pręży się złotolistny klon Shirasawy (Acer shirasawanum 'Aureum'). Wiosną jego jaskrawe liście aż błyszczą w słońcu.

W dodatku pani Mirka jest niepoprawną zbieraczką ciekawostek. Podczas wyjazdów zagląda do cudzych ogrodów, zwiedza wszystkie parki i zawsze przywozi jakąś pamiątkę. Ostatnio - kolczurkę klapowaną znad jeziora Błędno. Teraz oplata ona swymi dużymi liśćmi płot.

Działka jest pochylona, stąd podział na niewielkie tarasy. Dzięki różnicy poziomów i kształtowi litery U ogród tworzy urokliwe zakątki, zaskakuje na każdym kroku innym widokiem. Odnosimy wrażenie, jakby się nie kończył.

Elementy kamienne i granitowa kostka na ścieżkach czy tarasie to zdobycz z pobliskiego wysypiska śmieci. - Gdy kilkanaście lat temu nastała moda na betonową kostkę, wiele osób zrywało stare bruki z posesji i wywoziło na wysypisko. Znajomy dał nam znać, że na wysypisku leżą granity, więc kursowaliśmy starym garbusem między wysypiskiem a domem z kamieniami w aucie - opowiada pan Leszek, właściciel ogrodu.

LEPIEJ ZNALEŹĆ NIŻ KUPIĆ

Jak się okazuje, to niejedyne elementy z odzysku. Pod zarośniętą pnączami pergolą kryje się stół z marmurowym blatem ze zlikwidowanej rzeźni. Kilka schodów niżej jest trawnik i dwa stare słupy ogrodzeniowe z odzysku, do których przywiązuje się hamak. Obok rosną bzy, lilie, floksy i hibiskusy, czyli pachnące eldorado przez cały sezon. Odpoczywając w hamaku, słyszymy dodatkowo uspokajający szmer wody, która wydostaje się z nietypowego wodotrysku, czyli starej pompy znalezionej u znajomego na stercie złomu. Płynie ona kaskadą do oczka.

Na najniższym poziomie między krzewami ukryty jest letni natrysk. - To prezent imieninowy od męża. Uwielbiam go, szczególnie w letnie dni, gdy odpoczywam na hamaku, lilie pachną, a ja od czasu do czasu odświeżam się pod natryskiem i dalej leżę - śmieje się pani Mirka. Marzeniem początkujących ogrodników był wielki trawnik. Ale na słabej ziemi trawa rosnąć nie chciała. Państwo Sobeccy skorzystali więc z darmowej ziemi z kompostowni. Teren wyrównali, wysypali nową ziemią i pojechali na wakacje. Gdy wrócili, nie poznali swojego ogrodu. Cały zarośnięty był lebiodami do kolan. - Potem mój tata i sąsiadka opowiadali nam, jak ta lebioda rosła w oczach i oni nie mogli się napatrzeć. Więc zamiast ją wyrwać, co rano sprawdzali, o ile chwasty urosły - wspomina pani Mirka. Po usunięciu chwastów trawa urosła w mgnieniu oka.

PRZEGRANE POTYCZKI Z NATURĄ

Oprócz trawnika właścicielka chciała mieć wiejskie malwy, irysy, wiesiołki. Nie wszystko się udało, ale groszek pachnący jest. - Zawsze rósł u babci w ogrodzie i nie wyobrażam sobie swojego ogrodu bez groszku. Sieję go zwykle przy wiśni. Drzewo nie rośnie, ale groszek obsypuje się co roku bogactwem różowych kwiatów. Dumna jestem z kępy pysznogłówki. To pierwsza roślina, jaka mi tutaj urosła. Wgryzła się niemal w resztki ziemi między cegłami i gruzem - mówi właścicielka.

Większość roślin musi sobie w tym ogrodzie radzić sama. Stąd część z nich po pewnym czasie znika. Nie wytrzymują konkurencji. - Jak nie chcą tu być, to nie. Bez żalu się żegnamy. Nic na siłę - kwituje pani Mirka. Tylko raz zrobiła wyjątek. Dla hortensji. Już trzy razy wymieniała ziemię, kupowała specjalne nawozy, okrywała na zimę i nic. Jak nie kwitły, tak nie kwitną. W tym roku mają ostatnią szansę. Honor ratuje tylko hortensja dębolistna w kącie ogrodu. Co roku kwitnie jak szalona.

Zasłony z pnączy, gęste krzewy, stare kamienne elementy - wszystko to sprawia, że ogród robi wrażenie tajemniczego i romantycznego.

Zadbany, przycięty trawnik porządkuje przestrzeń. Sprawia, że nawet bardzo różnorodne nasadzenia łączą się w harmonijną całość.

DRUGIE ŻYCIE ZAPOMNIANYCH RUPIECI

Stare, niepotrzebne już przedmioty zwykle trafiają na śmietnik. Tymczasem przy odrobinie wyobraźni można znaleźć dla nich całkiem nowe, niebanalne zastosowania. Małym kosztem i niewielkim nakładem pracy zyskamy dekoracje, jakich nie ma w żadnym sklepie. Nie macie pomysłu, co zrobić ze starymi rupieciami? Zróbcie rodzinną burzę mózgów lub... popatrzcie na zamieszczone niżej przykłady.

Zobacz ogrodowe dekoracje z odzysku>>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Skomentuj:

Poszukiwania i eksperymenty z tworzeniem ogrodu. Zobaczcie efekt - magiczny!