Ogród zielenią malowany

Człowiek w ogrodzie czuje się wolny. Ma wszystko w nosie, nawet politykę. Ważne są rośliny, sekator i pogoda...
ogród ogród Fot. Wojciech Surdziel / AG

Wyspy zielonej zieloni

Czasami, wędrując pośród roślin, Sławomir Świderski pozwala sobie na chwilę marzeń. Widzi wtedy dwa wspaniałe ogrody położone naprzeciwko siebie, po obu stronach drogi. Wyspy bujnej zieleni łączy szklany most... Jest szansa, że ta niezwykła wizja z czasem się ziści. Nie wiem, jak będzie ze szklanym mostem, ale ogrody istnieją naprawdę. W Grójcu pod Warszawą.

Na zdjęciu powyżej: Kolekcja wielobarwnych iglaków otacza budynek mieszkalny. Właściciel ogrodu formował je własnoręcznie.

Pomaga projektantka

Dom państwa Świderskich otulony jest bogatą zielenią. Po przeciwnej stronie drogi, wokół domu weselnego (który prowadzi syn) ogród dopiero powstaje. Ale za kilka lat na pewno zalśni urodą. Oba obiekty projektowała Irena Olecka. Właściciel przyznaje, że otoczenie domu zaczął urządzać samodzielnie, ale... poddał się po trzech próbach. Żartuje, że potrafił wymyślić tylko iglaki na trawniku. Teraz, zanim posadzi nową roślinę, rozmawia z projektantką. - Dopiero po konsultacji z fachowcem udało się zorganizować przestrzeń tak, że na działce pomieściło się wszystko, o czym z żoną marzyliśmy - mówi. - Mamy tu oczko wodne z małą kaskadą, altanę, ulubione iglaki i rabatę z kwitnących krzewów pod oknami.

Na zdjęciu powyżej: Na obrzeżonych belkami rabatach pysznią się perukowce, złociste cisy i żywotniki

Ogrodowe przyjemności

Pan Świderski jest człowiekiem wiecznie zajętym. Od lat prowadzą z żoną salon meblowy, a od jakiegoś czasu pomagają dorosłemu synowi rozkręcić firmę, urządzając wspomniany dom weselny. W tej sytuacji na relaks w ogrodzie pozostaje niewiele czasu. - Odkryłem jednak, jak dobroczynny wpływ mają na mnie proste prace ogrodnicze. Kiedy jestem zmęczony i zły, idę do ogrodu - mówi pan Sławomir. I dodaje z uśmiechem: - Mało tego, wydaje mi się czasem, że dostałem już na tym punkcie prawdziwego hopla. Dokądkolwiek pojadę, przywożę jakąś nową roślinę...

Na zdjęciu powyżej: Nieduże malownicze jeziorko z kaskadą to ulubione miejsce wypoczynku zapracowanych właścicieli

Zmiany, zmiany

Otoczenie domu wielokrotnie ulegało przekształceniom. Na początek typowy dla okolic wiśniowy sad zmienił się w obsadzone iglakami trawniki. Pod opieką pani Ireny ogród stopniowo przybiera wygląd malowniczej, swobodnej kompozycji. Bryła domu dzieli teren w poprzek. Od frontu widać ozdobną rabatę i otulone zielenią oczko wodne. Za domem jest ogród owocowy, a w nim wszystko, czego dusza zapragnie. Winogrona rozpięte na drutach, aktinidia (minikiwi), morele, brzoskwinie, borówka amerykańska, agrest, poziomki... W sadku stoi obsadzona różami "grillowa" altanka.

Na zdjęciu powyżej: Spojrzenie w stronę domu: swobodne otoczenie oczka wodnego zastępuje tu wypielęg-nowany trawnik,na którym pięknie wyeksponowano strzyżone bryły iglaków

Dobrze być blisko zmiemi

Dalej, za płotem, jest jeszcze kawałek własnej ziemi. Tam gospodaruje natura. Pośród młodych brzózek i sosen samosiejek pan Sławomir wędruje z psami, ciesząc się, że nareszcie "nie musi nic robić". Ale w ogrodzie nie potrafi usiedzieć spokojnie. Już po kilku minutach w fotelu chwyta za sekator. Jego pasją jest formowanie roślin. Sam prowadzi żywopłoty i strzyże ulubione iglaki.- Człowiek miasta powoli uczy się ziemi - mówi właściciel - ale kiedy już się z nią zaprzyjaźni, czuje się wolny. Ma w nosie nawet politykę. Ważne są tylko owoce, kwiaty, karpie w oczku wodnym... Pokochałem rośliny, dlatego chciałbym otoczyć elegancką zielenią dom weselny. Ludzie to docenią. Na szczęście nasze ogrody rosną pod czujnym okiem pani Ireny, która często wpada tu z wizytą.

Więcej o: