Ogród jak bukiet

Jest tu wszystko - kolory, odcienie, kontrasty. Ten pełen kwiatów ogród wygląda latem jak ogromny pachnący bukiet.
Suche trawy, wikliny, druciki i gąbki zostają w Warszawie, w studio bukieciarskim pani Ewy Szymańskiej. Tu na wsi (choć to zaledwie 30 km od miejskich rogatek) można odpocząć, wystawić twarz do słońca, ucieszyć się na widok przelatującego bociana, poczuć zapach łąki... Działka jest ostatnia we wsi. Dookoła falują łąki i spacerują krowy - siedem lat temu był tu jeszcze zwykły ugór porośnięty bylicą i jeżynami. Dlaczego ktoś wybiera taki trudny kawałek ziemi i jak potrafi wyobrazić sobie swój złocisty ogród? - To czuje się w samym środku - mówi właścicielka i szybko dodaje: - Nie można bać się pracy. Udało mi się okiełznać dziką przyrodę bez użycia grama herbicydów. Niezastąpiona okazała się tu życzliwa sąsiedzka pomoc i... mały traktorek o imieniu Viking.

Kwiaty gubią płatki

W latach 90. Polska nagle zakwitła - mówi pani Ewa. - Modnie jest podarować komuś ciekawy bukiet, w dobrym tonie jest mieć zadbany ogród. W kwiaciarniach pojawiło się bogactwo roślin z całego świata, w szkółkach wspaniałe sadzonki nie tylko drzew i krzewów, ale także najpiękniejszych bylin. A bez nich przecież nie ma prawdziwego ogrodu.

Ogród pani Ewy to ogromny (ok. 2500 m kw.) labirynt pełen kwietnych rabat. Trawnika przed domem pozostało tylko tyle, by przestrzeni dać trochę oddechu. Dalej jest kilka większych drzew, potem woda, drewniany pomost - pachnące mięty, tataraki i duża wierzba na brzegu. A dookoła bylinowy kosmos: dzwonki, ostróżki, zawilce i peonie, maki i delikatne chmurki paproci. Można tu wędrować godzinami i obserwować, jak rośliny rozchylają lub gubią płatki. Wstęgi rabat ciągną się po obu stronach wody, by splątać się z krzewami tawliny i pęcherznic na granicy bogatego w fasolki, groszki i marchewki warzywnika, który szerokim pasem zamyka przestrzeń. Zamiast jechać po sałatę na rowerze 2 km do najbliższego sklepu, robi się tu po prostu miły spacer na koniec ogrodu.

Alchemik wkracza do ogrodu

Złociste przywrotniki (Alchemilla) to przewodni motyw ogrodu pani Ewy. Te urocze byliny w samym środku pięknie wykrojonych liści zatrzymują krople rosy. Średniowieczni alchemicy zbierali te kryształowe odrobinki wody, by używać ich do syntezy kamienia filozoficznego. Stąd nazwa rośliny - alchemilla to mały alchemik. Przywrotnik o interesującym jakby matowym odcieniu zieleni pięknie komponuje się z najróżniejszymi roślinami. W towarzystwie funkii jego delikatne kwiaty stają się wręcz koronkowe, obok czerwonej żurawki jest bardziej złoty, a z błękitnym dzwonkiem stanowi parę, której nie da się nie zauważyć. Bylina ta podbiła serce florystki kilka lat temu. Zresztą co roku na rabatach pojawia się jakiś nowy przebój. W zeszłym sezonie były to ogromne rozchodniki (Sedum spectabile) 'Matrona', trochę wcześniej sadziec purpurowy (Eupatorium purpureum), który tak wyrósł, że jego kwiatostany wychylają się ponad płot.

Rośliny nie mogą być samotne

Pani Ewa buduje swój ogród tak, jak tworzy bukiety. Patrzy na rabaty okiem artysty. Stosuje kontrasty, półtony, rozmalowuje kompozycje szerokimi smugami koloru. Rośliny nie są u niej nigdy samotne. Sadzi duże kępy dzwonków, zagonki żurawek, łany anemonów, dodając do tego krople czerwonych róż. Srebrnym czyśćcom dała za towarzyszy białe maki i białe piwonie (!). W ogrodzie ma różne roślinne pamiątki; piękne liście nieznanej rośliny, które wyrosły z nasion przywiezionych z Kew Garden (teraz z napięciem czeka, czy zakwitną). Okazały wilczomlecz, co to miał odstraszać turkucie podjadki (niestety, nie odstrasza), albo jakaś nadzwyczajna dalia, której imienia nikt nie pamięta... - Uciekłam z Warszawy, by na nowo odkrywać wieś - mówi pani Ewa. - Przypominam sobie dom dziadków; zapachy, kolory i smaki dzieciństwa. Nic nie poprawia tak dobrze nastroju jak kontakt z ziemią - to prawdziwa "gleboterapia".

Bukiety z ogrodową nutką

Po złocisto-różowym letnim ogrodzie pani Ewy przechadzają się cicho jak duchy jej ulubione koty - biała Matylda, która nikomu prócz swojej pani nie daje się pogłaskać, i łaciaty Filon. Mają one swój ciepły dołek tuż obok kwitnącej waleriany. Na tarasie przed domem stoi piękna kompozycja z rudych pędów rdestu i wielkich liści, w gospodarczym domku w przewiewnym cieniu schną gałązki rozchodnika i błękitne gwiazdki mikołajków... W kompozycjach tworzonych przez florystkę pojawiają się także świeże gałązki prosto z własnej rabaty. Potrafią one w tajemniczy sposób odmienić niejeden klasyczny bukiet. Dodając do kompozycji swoje ulubione kwiaty, pani Ewa stosuje prawie magiczny zabieg - daje ludziom kawałek swojego ogrodu - na szczęście.

Więcej o: