Ogród Mai Popielarskiej

Tekst Jolanta Zdanowska; Zdjęcia Anna i Paweł Słomczyńscy

Maja Popielarska jest osobą niezwykle zapracowaną. Ta popularna prezenterka pogody w telewizji TVN i gospodyni programu o ogrodach czasami całe dnie spędza w studiu lub na wyjazdach służbowych.

Razem z mężem kilka lat temu kupili pod Warszawą działkę - 2700 metrów kwadratowych - porośniętą po pas wrotyczem i nawłocią. Najpierw stanął tam dom, a potem zaczął powstawać ogród. Maja sama go zaprojektowała. Jest przecież absolwentką Wydziału Architektury Krajobrazu warszawskiej SGGW i choć nigdy nie pracowała w wyuczonym zawodzie, bo od razu po studiach "połknęła" ją telewizja, to ochoczo zabrała się do pracy. Powstały setki planów i szkiców. "Popełniłam sporo błędów - przyznaje się gospodyni. - W naszym ogrodzie jest przede wszystkim zbyt płasko. Teren nie został interesująco ukształtowany. Poza tym żałuję, że poskąpiłam na początku pieniędzy na drzewa. Teraz, po 5 latach, byłyby już całkiem spore. Mielibyśmy już w ogrodzie romantyczne, cieniste zakątki".

Zresztą Maja uważa, że ogród nie może być czymś od razu doskonałym i skończonym. Takie ogrody są martwe. Lubi zmieniać swój ogród, wcielać w życie nowe pomysły. Ostatnio przesadzała kępę golterii, a przy okazji, trzymając już szpadel w garści, przesadziła też kilka tawuł i całe pole pierwiosnków. Zajęło jej to kilka godzin! Ale w ogrodzie czasu się nie czuje. Problemem jest natomiast go mieć. I z tym jest gorzej. Obowiązki zawodowe musi przecież godzić z rolą mamy czteroletniego Kuby. Niewiele go pozostaje na realizowanie ogrodniczych pasji. A jednak jej ogród robi wrażenie dopilnowanego i zadbanego. Koszeniem trawy zajmuje się mąż. Resztę Maja robi sama.

Ogrodniczka spod znaku ryb

Jak każda zodiakalna Ryba Maja ma naturę pełną sprzeczności. Marzy o różanym ogródku przed domem, ale jakiś wewnętrzny głos powstrzymuje ją, bo przy różach, by były piękne, trzeba się napracować. W efekcie z przedogródka jest ciągle niezadowolona. I wciąż łapie się na tym, że właśnie róż najbardziej jej tam brakuje.

Czasami idzie sama ze sobą na kompromisy. Bardzo lubi ogrody w stylu wiejskim, pełne kwitnących floksów, słoneczniczków, rudbekii, firletek - marzy, by taki mieć, ale doskonale wie, że kwiatowe rabaty wymagają pielenia, nawożenia, podlewania. Zdecydowała się więc na kwiaty, ale tylko niezawodne i niewymagające wiele wysiłku - liliowce, lilie i irysy, a w cienistych zakątkach hosty, których ozdobą są liście.

Nie dla mnie egzotyka

Za płotem rośnie dzika grusza. "To jest moje ulubione drzewo, choć właściwie nie rośnie ono w moim ogrodzie - mówi Maja. - Pięknie kwitnie wiosną, prześlicznie przebarwia się jesienią. Co roku obsypana jest owocami, i to całkiem smacznymi. Te owoce lubią ptaki, które często na niej siadają i wydziobują słodki miąższ".

Podobają jej się drzewa występujące w polskim krajobrazie - brzozy, cisy, jarzębiny. Nie przepada za egzotycznymi roślinami. Oczywiście ma w ogrodzie wiele okazów pochodzących z daleka, ale takich, które zdążyły się już wtopić w nasz krajobraz i traktowane są jako "swojaki". Najbardziej egzotyczna piękność - metasekwoja - rośnie zresztą w bliskim sąsiedztwie czarnego bzu - najpospolitszego z pospolitych. W ogrodzie Mai nie ma katalp, klonów palmowych, miniaturowych iglaków ani strzyżonych żywopłotów. "Lubię oglądać w innych ogrodach różne ciekawe, egzotyczne okazy, ale w swoim nad egzotykę przedkładam swojskie klimaty i wolę rodzime gatunki" - deklaruje właścicielka.

Kochane zwierzaki

W oczku wodnym zadomowiły się w ubiegłym roku dwie żaby. Od razu dostały od domowników imiona - Klara i Lulek, bo to podobno para. Czują się tu dobrze, a nawet trochę oswoiły się z ludźmi. Pozwalają karmić się z ręki muchami.

Oczko wodne w tym ogrodzie jest dość duże, ale bardzo niewyszukane - to po prostu zagłębienie w ziemi wyłożone folią. Nie ma filtrów ani pomp. Z tego powodu latem woda robi się zielona od glonów. Z czasem stało się już małym ekosystemem. Ryby czują się tu znakomicie i mnożą jak szalone, pojawiły się pływaki żółtobrzeżki, nad wodą same wysiewają się kaczeńce, rośnie dziki tatarak i irysy. A wieczorem kumkają żaby i grają świerszcze. Czy można wyobrazić sobie piękniejszą scenerię letniego wieczoru?

Zimą przed oknem staje ogromny karmnik z nasionami i słoniną. "Uwielbiamy obserwować ptaki. W kuchni leży atlas ornitologiczny i lornetka, które często wyrywamy sobie z rąk, gdy mamy nowego gościa. Podpatrujemy sikorki, szczygły, kosy, dzwońce, a i dzięcioł się trafi. Od dwóch lat przylatują też sójki. Najpierw były dwie (może para). Zeszłej zimy cztery. Może w tym roku przyleci sześć albo osiem? - zastanawia się Maja. - Postanowiliśmy też zaprosić sowę do ogrodu. Okazało się, że otoczenie jest wręcz idealne dla sowy uszatej. Kupiliśmy wielki wiklinowy kosz i ulokowaliśmy go na szczycie najpiękniejszego drzewa - wielkiej starej jabłoni. Teraz czekamy... Nie wycinamy dzikich pędów, by gniazdo było osłonięte".

Kamienie i korzenie

Ogród stale wymaga nakładów. Dokupuje się rośliny, sprzęty, meble, coś się udoskonala, coś naprawia, konserwuje. "Co roku wprowadzamy jakieś zmiany - opowiada właścicielka. - Ostatnio uporaliśmy się z tarasem, który mamy od południowej strony, więc korzystaliśmy z niego wyłącznie wiosną i jesienią, bo latem żar był nie do wytrzymania. Chcemy go osłonić roślinami". Na obrzeżu tarasu powstała już prosta drewniana konstrukcja, po której niedługo będą się pięły glicynie i powojniki (pod warunkiem że uda się je wreszcie kupić). "Chciałabym też mieć w ogrodzie strumień, a w stawie filtry, by woda nie wyglądała jak zupa groszkowa" - marzy właścicielka.

Na razie brakuje detali: donic, poidełek, rzeźb, ale za to Maja zewsząd ściąga kamienie i korzenie o ciekawych kształtach. Ku uciesze kolegów z wyjazdów służbowych zwozi otoczaki, piaskowce i inne okazy. Jeden z przyjaciół przywiózł jej ostatnio z Alp, z wysokości 3500 m, przepiękny kawałek skały. W ogrodzie na razie trudno go wyeksponować, więc stoi na kominku.

Skomentuj:

Ogród Mai Popielarskiej