Ogród z politechniką w tle

Tekst Małgorzata Łączyńska

Dla naukowca świat roślin jest źródłem fascynujących zagadek, dla architekta zieleni - tworzywem, z którego powstaje pięknie zaprojektowana przestrzeń. Miejscem spotkania tych jakże różnych osobowości stał się kipiący zielenią ogród w Starej Miłosnej pod Warszawą.

"W ogrodzie jestem codziennie - zapewnia profesor Kurzydłowski. - Wystarczy mi dosłownie kilkanaście minut spędzonych tutaj, bym odpoczął". Czasem nawet bierze do ręki jakieś papiery, żeby nie mieć poczucia straconego czasu, ale zazwyczaj nie udaje mu się pracować wśród zieleni. Woli pobawić się z psem lub po prostu leżeć na ławce, patrzeć na poruszające się z gracją gałązki brzóz i dalej - na niebo, czasem na gwiazdy. "Wtedy najpełniej dociera do mnie, jak genialnie skonstruowany jest świat..." - mówi.

Słuchać ciszy, stawiać pytania

Profesor Krzysztof Kurzydłowski kieruje na Politechnice Warszawskiej Instytutem Technologii Materiałowych. Jest badaczem nanomateriałów, czyli struktur o rozmiarach milionowych części milimetra, które obejrzeć można jedynie pod mikroskopem elektronowym. Większości z nas zazwyczaj nie przychodzi do głowy, że z takich materiałów coraz częściej korzysta się na w codziennym życiu. Używa się ich dzisiaj nie tylko w kosmonautyce, lecz także do produkcji kosmetyków i tworzyw sztucznych.

Profesora na równi ze światem kryształów i najnowszych technologii fascynuje świat przyrody. Potrafi zadziwić go promieniście zbudowany dziewięćsił, egzotyczny lotos, na którego liściach nie zatrzymują się krople wody, czy nić pajęczyny (ponoć najdoskonalsza lina zbudowana właśnie z nanostruktur). "Warto zadawać pytania, gdyż one właśnie bywają początkiem odkryć" - to jego dewiza.

Ogród to przestrzeń

Według profesora ogród nie może być otoczonym płotem kawałkiem ziemi, gdzie człowiek potyka się o rabatki z kolekcjami roślin. "To raczej przestrzeń, którą stworzono do kontemplacji i odpoczynku - mówi - a przebywanie w ogrodzie powinno być przyjemnością dla wszystkich zmysłów. Tu powietrze jest wonne, a cisza pełna odgłosów natury".

Wspomina swoją wizytę w Japonii i niezapomnianą lekcję obcowania z ogrodem. Podczas pewnej wytwornej kolacji jednym z najważniejszych punktów programu było tam... słuchanie świerszczy w głębinach wieczornego zmierzchu.

"Nasz warszawski ogród został zaprojektowany przez architekta krajobrazu - mówi prof. Kurzydłowski. - Bardzo lubię to miejsce i nigdy się w nim nie nudzę. Lubię kontemplować naturę i ciągle odkrywam w nim coś nowego, lecz przyznam szczerze - marzę o dużo szerszej przestrzeni". Dlatego profesor kupił niedawno na Podlasiu kawałek ziemi, gdzie zakłada drugi, tym razem dziki ogród i chce posadzić las. Jest to również sposób na powrót do wspomnień z dzieciństwa - letnich spacerów pośród wysokich traw, gorzkiego zapachu wrotycza i nagrzanych słońcem liści łopianu.

Dla każdego coś miłego

Pani Dorota Brzostowska wymyśliła i zaprojektowała ten ogród parę lat temu. Opiekuje się nim do dzisiaj. Bywa tu raz w tygodniu, przycina, dosadza, usuwa przekwitłe kwiaty, nawozi rośliny. Zaprojektowała różnorodne w nastroju zakątki, a nawet nauczyła psa, ulubieńca właścicieli, omijać kwiatowe rabaty. Pani Dorota stara się tak urządzić ogród, by wszyscy jego użytkownicy mieli tam coś swojego. Znając upodobania profesora do kontemplacji, posadziła nienarzucające się rośliny o drobnych kwiatach. Zamiast krzykliwych kolorów jest więc mnóstwo niewiarygodnych odcieni zieleni. Na życzenie żony profesora (pani Anna jest informatykiem spędzającym czas głównie przed ekranem komputera) pojawiły się w ogrodzie pachnące bzy lilaki. Dla młodszego pokolenia - synowie Michał i Dominik są już studentami - urządzony został pośród brzóz utwardzony placyk, gdzie można ćwiczyć rzuty do kosza. Ten sportowy akcent to zadośćuczynienie za wymarzoną przez nich przed laty salę gimnastyczną.

Pod czujnym okiem ogrodnika

Strzyżeniem trawnika i oczkiem wodnym zajmuje się pan Józef, pomocnik z sąsiedztwa. Pani Dorota nie zleca mu pielenia - rośliny mają u niej trochę wolności i pozwala niektórym rozsiewać się zupełnie swobodnie - trochę też obawia się, że z rozpędu mógłby usunąć z rabat jasnoty czy bodziszki o ozdobnych liściach. A wszystko w myśl japońskiego porzekadła, że nie warto powierzać opieki nad ogrodem osobom zbyt pedantycznym, bo potrafią popsuć jego subtelny nastrój.

Gdy coś nie ma ochoty tu rosnąć, wywożone jest na drugą działkę profesora, na wieś 170 km od Warszawy, i zdarza się, że rośliny dopiero tam nabierają chęci do życia.

W warszawskim ogrodzie kolejno (z czasem dokupiono sąsiednią działkę) stworzone zostały dwa ogrodowe wnętrza. W północnym w cieniu dojrzałych brzóz założono rabaty z cieniolubnymi bylinami (paprocie, rodgersja, pluskwica, barwinek). W drugim najważniejszy jest obszerny zagłębiony placyk, gdzie pomiędzy granitowymi kostkami zieleni się mech, skąd "rozłazi się" urocza cymbalaria i kępki kostrzewy, a nieopodal błyska w słońcu oczko wodne i pluska mała kaskada. Na brzegu powstał minikrajobraz z malowniczych białych okruchów wapiennych skał. W południowej części ogrodu można odpoczywać w ocienionej pergolą z winoroślą letniej kuchni. Są tu wygodne ławki i ozdobne donice z sezonowymi kwiatami. Projektantka nie boi się też roślin zimozielonych. Oprócz tradycyjnego strzyżonego żywopłotu z tui i kilku iglaków posadzonych przy frontowych schodkach wprowadziła do cienistej części ogrodu zimozielone berberysy, kalinę sztywnolistną (Viburnum rythidophyllum), ostrokrzewy, kilka rododendronów, kwitnące na przedwiośniu ciemierniki, trzmieliny i runiankę japońską. Ten zestaw roślin (wspomagany oczywiście automatycznym nawadnianiem) sprawdza się tu bardzo dobrze.

"Ciągle jednak coś zmieniam - mówi pani Brzostowska - gdzie się da, pozwalam wić się pnączom". W ogrodzie jest już dławisz (Celastrus scandens), hortensja pnąca (Hydrangea petiolaris), winobluszcze (Parthenocissus). Projektantka dodaje wciąż nowe byliny, czasem robi właścicielom roślinne niespodzianki. "Nigdy nie zapomnę pewnego porannego telefonu - opowiada. - » Pani Doroto - usłyszałam głos profesora - odkryłem w ogrodzie błękitne gwiazdki «. A to zakwitła właśnie ułudka wiosenna".

Skomentuj:

Ogród z politechniką w tle