Jak spod igły

Tekst Aldona Zakrzewska Zdjęcia Tomasz Szmid

Ubiera ogrody i ludzi, projektuje zieleń i stroje. Siedząc za biurkiem wymyśla kreacje roślinne, a będąc w ogrodzie - tekstylne, choć przyznaje, że bywa i na odwrót. Ogród Anny Zwoniarskiej też jest jak spod igły, królują w nim bowiem sosny, świerki i inne gatunki iglaste.

Anna cieplejszą połowę roku spędza w ogrodach. Niestety, w swoim własnym w podwarszawskich Łomiankach bywa najrzadziej. Powód jest prozaiczny - chroniczny brak czasu. Chociaż - jak przyznaje z filuternym uśmiechem - wszystkie projektowane przez nią ogrody są "jej własne", zna w nich każdy krzew i kamień. Kiedy więc dzwonią do niej właściciele z pytaniami: "To coś obok perukowca usycha, co robić?" albo "Co posadzić z lewej strony przy tui z żółtymi igłami?", Anna od razu wie, o co chodzi. Czasem doradza przez telefon. Wystarczy, że zamknie oczy. Od razu "widzi" ogród rozmówcy.

Ogrody dla zabieganych

Chętnie wprowadziłaby nowe pojęcie "ogrody dla zabieganych". Ostatnio się w nich specjalizuje. Aranżowała je wielu zapracowanym osobom, m.in. Adamowi Hanuszkiewiczowi, Edycie Jungowskiej, Kasi Kowalskiej, Korze, Dariuszowi Szpakowskiemu... To specyficzni klienci i wcale jej nie dziwi, że często tak łatwo się gubią w gąszczu nazw roślin. Mają dość swoich spraw na głowie. Nie chcą mieć dodatkowych kłopotów. W ich ogrodach rosną więc głównie gatunki łatwe w uprawie, zwłaszcza iglaki.

Ale bywa też inaczej. Pewien klient zobaczył u znajomego ogród zaprojektowany przez Annę i... przez parę dni nie mógł spać. Zadzwonił do projektantki i stwierdził, że musi mieć taki sam albo przynajmniej podobny. Zlecenia są bardzo różne: ktoś chce mieć skrawek lasu w środku miasta, ktoś kawałeczek Japonii albo wysokogórski pejzaż nad Narwią. To właśnie kreowanie przestrzeni i nowych krajobrazów jest dla Anny Zwoniarskiej największą frajdą. I jeszcze to, że tworzenie ogrodu przypomina malowanie obrazu.

Według niej w ogrodzie najważniejszy jest nastrój. Tworzą go przede wszystkim barwy, lecz również kształty, zapachy, szum wody, śpiew ptaków... Cholerykom proponuje stonowane zielenie, a melancholików pobudza do życia żółcią i czerwienią. Sama najbardziej lubi ogrody w tonacji żółtozielonej. A tkaniny? Kiedyś fascynowała ją czerń, biel, czerwień i beż. Dzisiaj - przede wszystkim turkus, czekolada i limonka.

Kreacje dla estetów

Anna też jest zabieganą osobą, lubi szybki nurt życia. Uwielbia stale coś robić, jak każdy zodiakalny Bliźniak. We wszystko wkłada duszę. Projektowanie strojów jest jej drugą pasją i wciąż nie może się zdecydować, czy woli nożyce krawieckie, czy sekator. Zdarza się, że siedzi w ogrodzie u klienta, i - jeśli akurat ma przerwę w pracy - szyje kolejną kreację.

Studiowała architekturę wnętrz, ale najbardziej pochłaniało ją malowanie. Wkrótce jednak zaczęła się jej przygoda z tkaniną. Zawsze lubiła wyróżniać się w tłumie, a sklepy odzieżowe straszyły szarzyzną i sztampą. Nic dziwnego więc, że sama zaczęła szyć ubrania - najpierw dla siebie, a potem dla koleżanek.

Pojawiały się zamówienia, a wraz z nimi sukcesy. To w wymyślonej i uszytej przez Annę sukience Kasia Kowalska wystąpiła na festiwalu w Sopocie w 1994 r. Kreacja przyniosła piosenkarce szczęście - zdobyła Grand Prix! A sukienka została zauważona przez samego Malcolma Mc Larena - znanego solistę i kreatora mody. Anna robiła kolekcje dla potrzeb filmu, teatru, sesji zdjęciowych. Miewała pokazy, ale nie marzy o stworzeniu fabryki strojów. Pojedyncze, niepowtarzalne egzemplarze to coś dla niej.

Ogrody Anny też są niepowtarzalne i trudno uwierzyć, że kiedyś nie przepadała za roślinami. Nie sądziła, że będzie się nimi zajmować, ale los chciał inaczej. Na studiach poznała rzeźbiarza Jacka, swego obecnego męża, który odziedziczył po rodzicach szkółkę drzew i krzewów iglastych. Na początku wspólnego gospodarowania chcieli sprzedać wszystkie okazy i zająć się czymś innym: pan domu rzeźbą, a pani - projektowaniem strojów i malarstwem. Na szczęście zwyciężył sentyment. Wkrótce Anna i Jacek przekonali się, że szkółka to kapitał, sposób na życie. Dzisiaj wspólnie projektują ogrody, sadzą w nich własne drzewa i krzewy.

Ogród na miarę

Ogród Anny i Jacka ma około 1500 m kw. i zajmuje tylko część posesji wokół domu. Na reszcie terenu rozciąga się szkółka. Podwaliny stworzyła mama Jacka, ale młodzi gruntownie go przebudowali. Zmienili obrys trawnika, stworzyli oczko wodne, dosadzili wiele nowych okazów.

Anna lubi ogrody japońskie, bo uspokajają, wprowadzają ład, porządkują nie tylko przestrzeń, lecz również myśli. Wschodnie akcenty widać też w jej ogrodzie. Niewiele w nim barw, dużą rolę odgrywają kształty roślin, kamień i rzeźba. Pierwotnie rosły tu głównie iglaki, gdyż Anna nie miała czasu na jesienne grabienie liści. Ale bez kwitnących wiosną i latem, a kolorowych jesienią gatunków liściastych ogród wyglądał szaro i smutno. Nie było więc wyjścia: Anna zaprosiła do ogrodu lipy, brzozy, derenie, wierzby, klony, tawuły i... pracowników do zbierania liści.

Największą przemianę ogród przeszedł jednak rok temu, kiedy na posesji obok wyrósł dom. Anna i Jacek bardzo lubią sąsiadów, ale też cenią sobie prywatność. Obsypali więc pnie starych drzew rosnących przy granicy działki skarpą wysoką na półtora metra, posadzili na niej żywotniki i cisy. To było ogromne przedsięwzięcie i wysiłek, ale nie żałują, bo dzisiaj są w swoim ogrodzie niewidzialni dla świata z zewnątrz.

Jak przystało na dzieło projektantki mody i rzeźbiarza, w ogrodzie ważne są kształty. Anna przycina nadmiernie wybujałe rośliny jak tkaniny, a Jacek "rzeźbi" w nich niczym w kamieniu. W ten sposób niektóre okazy, normalnie osiągające duże rozmiary, tutaj przez całe życie mają kształt niewielkich kul. Tak jest z dereniem białym, ulubioną rośliną Anny i Jacka, który już z daleka świeci jasnymi listkami niczym lampa. Sporo jest też roślin o naturalnym poduchowatym pokroju, zarówno bylin (np. funkii, rozchodników, ozdobnych traw), jak i krzewów (np. różaneczników, azalii, kosodrzewin, świerków gniazdkowych). Obok nich, na zasadzie kontrastu, wyrastają zielone, żółte i niebieskie kolumny iglaków oraz okazy o zwieszających się pędach. Wszystkie rosną jak na drożdżach, są bowiem regularnie nawożone i zraszane (w ogrodzie jest zainstalowany automatyczny system podlewania). Poza tym są w rękach specjalistów.

Gdzieniegdzie wśród roślin stoją prawdziwe rzeźby - dzieła Jacka. Tworzy głównie w marmurze i granicie. Pasjonuje go też formowanie bonsai. Wyhodowane przez niego karłowate drzewka w donicach biorą udział w międzynarodowych konkursach i wystawach. Nie są na sprzedaż, w przeciwieństwie do rzeźb, które łatwo znajdują nabywców.

Czy Anna chciałaby coś zmienić w swoim ogrodzie? Oczywiście! Przede wszystkim zagospodarować do końca skarpę, posadzić na niej więcej roślin, poprowadzić malownicze ścieżki, by widoki były jeszcze piękniejsze... Ale, ponieważ jest osobą niezwykle zajętą, nie wie na razie, kiedy to nastąpi.



Skomentuj:

Jak spod igły