Ogród pełen kolorów [Ogród miesiąca]

Małgorzata Łączyńska

Niektórzy przeprowadzają się z antykami i bibelotami, a miłośnicy ogrodów potrafią wędrować po świecie ze swoimi ulubionymi roślinami - bo są one dla nich prawie jak domownicy.

Okruchy skał i niektóre rośliny to sentymentalne pamiątki przywiezione z gór.
Okruchy skał i niektóre rośliny to sentymentalne pamiątki przywiezione z gór.
Fot. Marzena Hmielewicz/AdventurePictures.eu
Najpierw mieszkali w Będzinie na Śląsku. Potem w Zakopanem. W końcu wylądowali w Brwinowie pod Warszawą. - Jeśli doliczyć do tego dwukrotną zmianę mieszkania, przeprowadzaliśmy się z mężem pięć razy - mówi pani Zofia Maciejko i dodaje z uśmiechem, że w centralnej Polsce jest cieplej i nie będą jej dokuczać na starość zakopiańskie mgły i niepogody. No, a gdyby się miała jeszcze raz przeprowadzać, to tylko do ciepłych krajów. Mogłaby wtedy cały rok pracować w ogrodzie...

Do ukrytej za parawanem cisów i ligustrów krainy kwiatów wstęp mają nieliczni. Ale ludzie i tak swoje wiedzą. Kiedyś właścicielka usłyszała zza żywopłotu komentarz sąsiadek: "Patrzcie państwo, co można wykrzesać z ugoru!". I nie ukrywa, że te słowa bardzo ją ucieszyły.

Przez pierwsze trzy lata pracowali tu z mężem ponad siły. Ale teraz mają się czym pochwalić. Wyremontowali dom i otoczyli go kwitnącym ogrodem. Pozostało jeszcze wykończyć taras i będzie można odpocząć... Chociaż, Bogiem a prawdą, pani Zofia odpoczywać nie potrafi. Każdego ranka wychodzi do ogrodu, żeby popatrzeć na rośliny, lecz tak się jakoś dzieje, że na patrzeniu się nie kończy i spacer zamienia się w tzw. doglądanie. Tu coś podleje, tam przytnie, niektórym bylinom sypnie nawozu. I tak buduje swój kolorowy wszechświat.

ONA I ON

Gdy pani Zofia zwierza się mężowi, że chciałaby w ogrodzie posadzić coś jeszcze, ten woła po góralsku: "Hej kobieto, zwariowałaś!". Ale niezmiennie jeździ z żoną do centrum ogrodniczego, pomaga sadzić, struga płotki, strzyże żywopłot i trawnik. Pani Zofia docenia starania męża. - On ma po prostu złote ręce - mówi - prace budowlane, ciesielskie i wykończeniowe to dla niego fraszka!

Wzajemna miłość i pomoc to podstawa ich związku. On podziwia ogród, który jest dziełem żony. Ona jego męską siłę i wszechstronność. A sąsiedzi - efekty ich wspólnej pracy.

SĄ TU TAKŻE WSPOMNIENIA

Ogród pani Zofii jest krainą kolorów. Skalna rabata przed domem - pagórek obsadzony jałowcami, janowcem, żagwinami i innymi tzw. skalniakami - ukrywa w głębi pobudowlane resztki. Grupa srebrnych świerków oddziela ten przedogródek od wnętrza ogrodu, gdzie zielona rzeka trawnika płynie łagodnymi zakolami pomiędzy wyspami rabat.

A na rabatach liatry, bodziszki, ostróżki, gaury, wysokie słoneczniczki (Heliopsis) i krzaczki lawendy - kwitnące skarby zapalonej ogrodniczki.

Pani Zofia poszukuje jeszcze szarolistnego oliwnika albo rokitnika, ponieważ w kompozycji na końcu ogrodu brakuje szarej plamy. Obok tarasu posadzi wysokie pnące róże. Białą i czerwoną - żeby przypominały dzieciństwo w Będzinie. Sentymentalnymi pamiątkami z Zakopanego jest kilka przywiezionych stamtąd skalnych okruchów, dekoracyjny korzeń jałowca i parę ulubionych bylin, m.in. fantastyczne fioletowe bodziszki i osty. - To nie są rośliny, lecz prawie domownicy - mówi o nich właścicielka.





FITNESS OGRODNIKA

Pani Zofia lubi czasem przysiąść na ławeczce pod świerkami i popatrywać na swoje dzieło, rozmyślając, jak i co można by jeszcze w ogrodzie zmienić. Nie potrafi jednak usiedzieć zbyt długo. - Ten ogród to mój fitness club - żartuje. - Jak się tak pozginam, to czasami nie mogę potem ruszyć ani ręką, ani nogą...

Cieszy ją, że syn i synowa (artyści po akademii sztuk pięknych) też kochają rośliny. I że jedna z wnuczek wygląda na przyszłą ogrodniczkę.

- Czasami rodzina żartuje, że dokupi mi jeszcze jakieś dwa hektary ziemi, żebym mogła zakładać nowe rabaty - dodaje - ale tysiąc metrów kwadratowych zupełnie wystarczy, żeby być szczęśliwym...

Skomentuj:

Ogród pełen kolorów [Ogród miesiąca]