Ogród pod lasem

tekst i zdjęcia: Katarzyna Wojtyńska-Stahl

Pani Katarzyna Wojtyńska-Stahl urodziła się i wychowała w dużym mieście. Nigdy się nie spodziewała, że kiedyś osiądzie na wsi i zajmie się uprawą roślin. Dzisiaj ogród to jej wielka pasja.

Zawsze kochałam przyrodę, ale dopiero w 'pewnym wieku' uświadomiłam sobie, jak bardzo jest dla mnie ważna. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez mojego 'Ogrodu pod lasem'. Uczę się i zdobywam ogrodniczą wiedzę, którą chętnie dzielę się na swoim blogu.
Fot. Katarzyna Wojtyńska-Stahl

Mój ogród to bajecznie piękny zielony zakątek w pobliżu lasu i rzeki Stradomki. Bez niego nie wyobrażam już sobie życia. A przecież nie zawsze czułam to, co dzisiaj! Pomyśleć tylko, że 11 lat temu chciałam sprzedać ten kawałek ziemi z małym domkiem, który jako jedynaczka odziedziczyłam po mojej najdroższej Mamie. Mieszkałam wtedy w Bawarii i pracowałam we Wrocławiu, więc jaki sens miałoby posiadanie ogrodu daleko za Krakowem? Kupców na tę „perełkę” było wielu, coś mnie jednak powstrzymywało przed desperackim krokiem, jakim byłoby pozbycie się kawałka ziemi.
Przyjeżdżałam wtedy na „moją wieś” raz na jakiś czas latem i prosiłam zaprzyjaźnionego sąsiada o skoszenie wysokiej na metr trawy. Któregoś dnia siedziałam na tarasie i obserwowałam, jak zgrabnie mu idzie koszenie kosą. Zapachniało mi trawą i poczułam ciepło w sercu. Pomyślałam sobie – przecież to moja ziemia, moje niebo i... mój ogród!
I wtedy powstał w mojej głowie ten pomysł – tak, chcę założyć ogród!
Następnego dnia wykupiłam w okolicy wszystkie pisma i książki ogrodnicze i zaczęłam „łykać” zawartą w nich wiedzę. Robiłam też pseudoprojekty, które bez przerwy zmieniałam. Usunęłam z ogrodu stare owocowe drzewa oraz całą masę krzewów malin i porzeczek. Wybrałam tonę kamieni i gruzu, które przez kilkadziesiąt lat „wyrastały” w trawie jak chwasty.
Ale dopiero gdy kilka przyczep żyznej ziemi od sąsiadów pokryło grunt, można było zabrać się za sadzenie roślin. Muszę przyznać, że nie wszystko od razu przebiegało po mojej myśli – na początku popełniałam masę błędów. Dopiero jakieś pięć lat temu ogród zaczął nabierać wyglądu, który mnie zadowala. I wreszcie sama zaczęłam schylać się do ziemi, by wyrwać jakiś chwast, co wcześniej było nie do pomyślenia.
Ogród podzieliłam na cztery sektory, tak chętnie dziś nazywane salonami. W każdym stworzyłam jakąś atrakcję: w jednym powstał skalniak i „sucha rzeka”, w drugim stawik. Aleją różaneczników przechodzi się do salonu trzeciego, w którym są dwie rabaty z trawami i bylinami. Ostatni „ogrodowy salon” to rozarium.
O tym, że pracy jest co niemiara, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Ogród nie jest doskonały, choć tego na zdjęciach raczej nie widać. Ale zachwyca o każdej porze roku.

Skomentuj:

Ogród pod lasem