Od ogródka działkowego do ogrodu użytkowego

Marzena Ziułkowska, Gliwice

Pani Marzenie Ziułkowskiej marzył się odpoczynek wśród zieleni. Nieoczekiwanie odkryła jednak nową pasję: ogród.`

Od wiosny do jesieni działka cieszy oczy żywymi kolorami kwiatów.
Od wiosny do jesieni działka cieszy oczy żywymi kolorami kwiatów.
Fot. Marzena Ziułkowska

Od niedawna, bo zaledwie od 2013 roku, jestem właścicielką ogródka działkowego znajdującego się na terenie ROD w Gliwicach.
Początkowo zakładałam, że będzie to działka typowo rekreacyjna, gdzie będziemy z mężem wypoczywać, w weekendy zapraszać znajomych na grilla i co najwyżej od czasu do czasu skosimy trawnik. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę tu kiedyś sadzić kwiaty czy uprawiać pomidory. Ale cóż, natrafiłam na miesięcznik „Magnolia” i... zapragnęłam mieć ogród. Zaczęłam regularnie odwiedzać centra ogrodnicze i oczywiście kupować, sadzić, przesadzać. Moja działka zmieniała się z dnia na dzień, a ja już wkrótce zyskałam pewność: mam nowe hobby.
Oboje z mężem włożyliśmy już w naszą działkę dużo pracy i jeszcze pewnie wiele jest przed nami. Staram się, by była kolorowa przez cały rok i chyba mi się to udaje, bo już w lutym zakwitają przebiśniegi, po nich krokusy, cebulice, hiacynty, no i oczywiście tulipany, których jest ponad pięćset. Mam z nimi sporo pracy, bo po kwitnieniu trzeba je wykopać, oczyścić, a później znów jesienią posadzić. Ale kiedy wiosną zakwitną, nie można od nich oderwać oczu. Później przychodzi czas na różaneczniki, róże, lilie, liliowce, rudbekie i dalie. Te ostatnie kojarzą mi się z moim dzieciństwem. Od kiedy pamiętam, zawsze rosły wzdłuż alejki prowadzącej do domu – to były ulubione rośliny mojej babci.
Działka to taki nasz „mały raj na ziemi”, miejsce, w którym uwielbiamy przebywać. Można śmiało powiedzieć, że jest też naszą odskocznią od codziennych problemów. Dziś trudno nam sobie wyobrazić, że moglibyśmy jej nie mieć.

Skomentuj:

Od ogródka działkowego do ogrodu użytkowego