Kompost, czyli pożytki ze śmieci

Tekst Tadeusz Krzyżanowski Rysunki Jerzy Kozień

Każdej jesieni łamiemy sobie głowę, co zrobić z górami liści i innych ogrodowych odpadków. Jaka jest na to najlepsza rada? Założyć kompostownik.

To, co dzisiaj nazywamy z angielska recyklingiem i z wielkim trudem próbujemy wcielić w życie, przyroda zorganizowała sobie już miliony lat temu. Od zarania dziejów wszystko, co powstawało, rosło, a później zamierało, podlegało procesom "odzyskiwania surowców". I nic się nie marnowało. Powstał w ten sposób jedyny w swoim rodzaju proces obiegu substancji w przyrodzie.

Wiedzę o tych naturalnych przemianach można bez większego trudu spożytkować we własnym ogrodzie. Zakładając nawet najzwyklejszy kompostownik, inicjujemy naturalny rozkład obumarłych roślin oraz innych organicznych związków pochodzących z ogrodu i naszego gospodarstwa domowego. W efekcie uzyskujemy cenną ziemię kompostową, bogatą w próchnicę i wszystkie niezbędne dla roślin składniki.

Jak to się robi?

Jesień jest doskonałą porą na rozpoczęcie kompostowania. Zbędnych odpadów z ogrodu mamy pod dostatkiem - skoszona trawa, opadłe liście, obcięte gałęzie, resztki obumarłych roślin z rabat kwiatowych. Dobre są też warunki - dość wilgotno, ale wciąż jeszcze ciepło. Jeśli wszystko sprzyja, czemu nie zaczynać? Tylko - od czego? Najlepiej od wyboru miejsca. Wystarczy mały kącik o powierzchni choćby 4 m2. Może być przy płocie, w jakimś mało widocznym miejscu. Od strony ogrodu (i od sąsiadów!) można go oddzielić kilkoma krzewami, np. ligustru. Rozchodzące się stamtąd zapachy nie powinny nas martwić, gdyż prawidłowo założony i zadbany kompostownik pachnie jak leśna ściółka.

Chociaż kompost może powstawać w zwyczajnej pryzmie z resztek roślinnych i kuchennych odpadków, wygodniej produkować go w drewnianej ażurowej skrzyni (o wymiarach np. 1,5 x 1,5 m) albo w gotowym plastikowym kompostowniku. Najlepsze są modele o podwójnych ściankach, zapewniających dobrą izolację termiczną. W nich kompost powstaje bardzo szybko, w ciągu sześciu, ośmiu tygodni. Na dno sypiemy nieco pociętych dość grubych gałęzi, żeby ułatwić dostęp powietrza do pryzmy od dołu. Dobrze jest przykryć je niewielką warstwą odkwaszonego torfu lub lekkiej próchnicznej ziemi. Zapobiegnie to wymywaniu cennych składników do głębszych warstw gleby. W tak przygotowanej komorze możemy zacząć gromadzić zbędne odpady. Jeśli dopiero zakładamy kompostownik, zalecane jest dodanie do odpadków jakiejś szczepionki, która przyspieszy rozkład substancji organicznej (później kompostownik ma już własne szczepy mikroorganizmów). Mogą to być gotowe preparaty, np. Kompostin, Kompoststarter, Activit albo trochę dojrzałego kompostu od sąsiada.

Co można kompostować, a co nie

Na kompost nadają się:

  • skoszona trawa

  • wyrwane chwasty (bez nasion)

  • opadłe liście

  • rozdrobnione gałęzie

  • popiół z kominka i grilla

  • obierki warzyw i owoców (ale nie z cytrusów)

  • opadłe owoce

  • muł i glony z oczka wodnego

  • podarta tektura i papier (ale nie kolorowe czasopisma)

  • fusy z kawy i herbaty

  • skorupki jajek

  • odchody zwierzęce

    Nie należy kompostować:

  • materiałów nieorganicznych (plastiku, szkła, metalu)

  • liści porażonych przez choroby (np. kasztanowca ze szrotówkiem)

  • solonych i tłustych odpadów kuchennych (sól i tłuszcz spowalniają rozkład)

  • owoców cytrusowych i skórek po nich

  • kłączy perzu

  • resztek gotowanych potraw (ściągają szczury)

    Ile to trwa?

    Wszystkich początkujących bardzo intryguje to pytanie. Gotowy kompost można uzyskać już po miesiącu. Jest to jednak możliwe jedynie w wielkich kompostowniach sterowanych komputerowo. Naturalny proces rozkładu resztek jest uzależniony od wielu czynników, m.in. od tego, jakie materiały przeznaczamy na kompost, od stopnia ich rozdrobnienia, od temperatury, dostęp powietrza, wilgotności kompostowanej masy, a także od tego, jak dużo jest szczepów mikroorganizmów kompostujących i jakiego są rodzaju. Całkowity rozkład resztek w ogrodowym kompostowniku może trwać od trzech miesięcy do nawet trzech lat.

    Bardzo ważne jest przewracanie pryzmy. Trzeba to robić co dwa, trzy miesiące, starając się, by spodnia znalazła się teraz na zewnątrz. Jeśli nie możemy wywrócić wszystkiego do góry nogami, starajmy się przynajmniej głęboko wzruszyć pryzmę widłami, aby docierało do niej powietrze. Przy okazji sprawdźmy wilgotność. Ze ściśniętej w dłoni próbki nie powinna kapać woda, ale też nie powinna ona być całkiem sucha. Pojawienie się zapachu zgnilizny świadczy o tym, że rozkład przebiega źle. Trzeba wówczas ułatwić dostęp powietrza do odpadków.

    W wyniku kompostowania otrzymujemy sporo cennego nawozu. Możemy go używać do użyźniania rabat, dodawać do podłoża przy sadzeniu drzew, krzewów, a po przesianiu przez rzadkie sito, wzbogacać nim nawet ziemię do kwiatów doniczkowych.

    Praktyczny pomocnik

    Wśród ogrodowych odpadów znajdują się i takie, które nie mieszczą się na kompostowej pryzmie albo ich rozkład trwałby zbyt długo, np. grube łodygi słoneczników i okazałych bylin, gałęzie drzew i krzewów. Często miesiącami lub nawet latami składujemy je w jakimś zakamarku ogrodu. Jeśli spodziewamy się, że co roku ich będzie sporo, warto rozważyć kupno rozdrabniarki. Rozdrabniarka (lub rozdrabniacz) to napędzany elektrycznie młynek, który szatkuje gałęzie na drobne wióry, a te już bez żadnych problemów możemy wysypać na pryzmę kompostową. Drewnianymi wiórami możemy także ściółkować rabaty lub ogrodowe ścieżki zamiast wydawać pieniądze na korę. Cena młynków zależy od ich mocy i wydajności. Najsilniejsze rozdrabniają gałęzie o średnicy do 4,5 cm, ale mogą kosztować nawet 2000 zł. W mniejszym ogródku wystarczy maszyna mieląca gałęzie o średnicy do 3 cm, która kosztuje kilkaset złotych. Niektóre młynki nadają się również do rozdrabniania chwastów i liści, co przyspiesza ich rozkład. Kupno rozdrabniacza polecam nawet właścicielom niewielkich ogródków.

  • Skomentuj:

    Kompost, czyli pożytki ze śmieci