Akademia designu: Nani Marquina

Anna Grużewska
18.11.2014 08:00
A A A
Inspiracji szuka na Saharze, realizuje je w Indiach i Nepalu, mieszka w Barcelonie. Tak wygląda życie Nani Marquiny, która kiedyś wpadła na pomysł projektowania dywanów. Zawiodły ją one w najdalsze zakątki świata i do centrów światowych metropolii.

imię: Nani

nazwisko: Marquina

zawód: projektantka

Jeśli na dźwięk słowa „ekologia” ziewacie z nudów, zmienicie zdanie, gdy poznacie Nani Marquinę. Ekologia w jej wydaniu ma kształt ręcznie tkanych, kolorowych dywanów firmowanych jej własnym nazwiskiem. A ono zobowiązuje.

Mała Nani (właściwie ma na imię Elena) tak naprawdę nie zna świata poza projektowaniem. Jej ojciec Rafael Marquina  był jednym z najbardziej znanych katalońskich designerów. Przez całe życie związany z Barceloną, zasłynął jako twórca wyjątkowego pojemnika na oliwę. Genialny w swej prostocie projekt od ponad pół wieku wciąż znajduje się w sprzedaży. Pan Marquina był przy tym wykładowcą akademickim, osobistością życia kulturalnego Barcelony. Nani czuła, że jest to niejako jej środowisko naturalne, jednak swoją karierę zaczęła skromnie, od projektowania wnętrz. Odkryła wówczas, a mówimy o latach 70. XX wieku, jak mało jest nowoczesnych tkanin i dywanów. I właśnie to tym ostatnim postanowiła poświęcić się całkowicie.

W świecie współczesnego designu mało jest projektantów specjalistów.

Różnorodne realizacje - od krzeseł po architekturę -  stały się obowiązkowym punktem w CV. Tymczasem gdy Marquina postanowiła projektować dywany, skupiła się tylko na nich. Zupełnie tak, jakby jej celem miało być stworzenie perfekcyjnego kobierca. To był pierwszy krok uczyniony na przekór  designerskiemu establishmentowi. A potem okazało się, że choć wiele rzeczy robi odwrotnie niż wszyscy, odnosi spektakularne sukcesy.

Swoją firmę „nanimarquina” założyła w roku 1987. Zaczynała jak wszyscy, od produkcji maszynowej. Szybko zauważyła jednak, że maszyny do wyrobu dywanów dają bardzo ograniczone możliwości wzornicze. Dlatego już sześć lat później zdecydowała, że wszystkie produkty opatrzone logo „nanimarquina” wytwarzane będą ręcznie na Dalekim Wschodzie - w Indiach i Pakistanie, czyli tam, skąd pochodzą najstarsze tradycje tkackie. W czasach gdy wszyscy chcieli produkować dużo, tanio i prosto, Nani Marquina postanowiła, że jej projekty będą artystyczne, naturalne i ręcznie robione. W dodatku od początku zakładała, że będzie przedsiębiorcą etycznym. Osobiście pilnuje, by w pracujących dla niej zakładach nie zatrudniano dzieci. Angażuje się w projekty służące kobietom. No i ma prawdziwego świra na punkcie ekologii. Stawia na naturalne, certyfikowane materiały i barwniki. Jednym z jej największych wrogów okazał się swego czasu enzym powszechnie dodawany podczas barwienia tkanin. W końcu udało się go usunąć z receptury.

W swojej miłości do ekologii pozwala współpracującym  projektantom na takie ekstrawagancje, jak projekt dywanu z dętek rowerowych. W Indiach są ich tysiące, ale część z nich przerabiana jest, oczywiście ręcznie, na przeznaczony do użytku zewnętrznego dywan Bicicleta. Początkowo firma Nani Marquiny realizowała wyłącznie projekty jej autorstwa.

 Fot. serwis prasowy Nanimarquina

Inspirowane podróżami - Azją, Afryką, w stonowanej, naturalnej kolorystyce. W miarę poznawania technologii marka rozpoczęła współpracę z najlepszymi współczesnymi designerami: braćmi Erwanem i Ronanem Bouroullec, Tordem Boontje, Martim Guixé, a ostatnio z robiącym furorę duetem Doshi Levien. Wszyscy wiedzą, jakie są warunki wstępne współpracy: nie będą użyte żadne sztuczne barwniki (więc zapomnijcie o niektórych kolorach), nic nie zostanie utkane na maszynie (nie liczcie na milionową sprzedaż), a jednak zaproszenie do współpracy traktują jak zaszczyt. Nie przeszkadza im nawet to, że Marquina praktycznie nie zna języków obcych. Zresztą ona też nie zwraca na to uwagi. „Porozumiewamy się najbardziej uniwersalnym z języków. Językiem designu”- mówi. Swoją drogę pod prąd stylom, konwencjom i przyjętym rozwiązaniom podsumowuje tak:  - Na początku byliśmy zafascynowani tym, co nieznane. Odkrywaliśmy nowy, ekscytujący świat, nowe rozwiązania i stylistykę. Dziś nie interesuje nas design, który jest funkcjonalny i zgodny z trendami. Pytaniem, które sobie codziennie zadaję, nie jest „Co chcę zaprojektować?”, ale „Co chcę przekazać?”. To zmienia wszystko.

Nani Marquina nie uznaje kompromisów. W 2008 roku przystąpiła do organizacji Care & Fair. To pozarządowe stowarzyszenie działające przeciwko pracy dzieci, tak powszechnej w Indiach, Nepalu i Pakistanie, czyli tam, gdzie powstają dywany Nani. Wspólnie z dziećmi zaprojektowała dywan Kala, znajdujący się w kolekcji „nanimarquina”. Część zysków z jego sprzedaży przeznaczona jest na utrzymanie szkoły w małej nepalskiej wiosce Bhadohi.

Po ponad trzydziestu latach projektowania dywanów Nani Marquina wciąż nie ma dosyć. Nadal wskazuje to samo źródło inspiracji - naturę, jej różnorodność i bogactwo. Po czym stwierdza, że najwięcej czerpie z pobytów na Saharze. Okazuje się, że morze piasku stanowi przyczynek do powstania różnokolorowych kobierców. No i znowu Nani udało się nas zaskoczyć.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

dom i wnętrze na wideo

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX