W ogrodzie prezydenckim

Można go czasami zobaczyć w telewizyjnych migawkach. Skryty przed oczami przeciętnego Polaka - jaki jest naprawdę ogród prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej?
To ogród wyjątkowy. Odwiedzają go niezwykli ludzie: głowy państw, osobistości ze świata polityki, nauki i sztuki. W zielonej scenerii odbywają się bankiety i poczęstunki, a pośród roślin migają elegancko ubrane damy i dżentelmeni. Tak przyjmuje swoich gości urzędujący prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Tak naprawdę ani on, ani Pierwsza Dama nie mają czasu korzystać z uroków ogrodu. Pochłonięci ogromem codziennej pracy, obowiązkowych spotkań, konferencji, wyjazdów, pojawiają się tutaj skoro świt albo wieczorem, gdy jest spokojnie i cicho. Prezydent z małżonką mają co prawda przy apartamencie własny, niewielki taras (stolik, leżaki, ławeczka, cienista markiza i przepiękny widok na wiślane mosty), gdzie mogą czuć się swobodnie, ale ten prawdziwy ogród znajduje się na dole.



Jaka jest historia tego miejsca? Tutaj, wzdłuż Królewskiego Traktu ówczesnej Warszawy do posiadłości w Ujazdowie i Wilanowie, na wysokiej wiślanej skarpie stawały pałace najznakomitszych polskich rodów. Pierwsza rezydencja w miejscu dzisiejszego Pałacu Prezydenckiego powstała w roku 1643 r. Zbudował ją hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski. Potem była własnością Lubomirskich i Radziwiłłów (wtedy pałac kilkakrotnie przebudowywano), a pod koniec XVIII w., za czasów zaborów, mieścił się tu nawet teatr!

W 1818 roku pałac, odkupiony od Radziwiłłów, został przeznaczony na siedzibę namiestnika rządu carskiego (stąd dzisiejsza potoczna nazwa - Pałac Namiestnikowski). Wtedy po raz kolejny miała miejsce jego przebudowa. Klasycystyczną formę, która przetrwała do dziś, nadał mu znany warszawski architekt Chrystian Piotr Aigner. W dwudziestoleciu międzywojennym pałac był siedzibą Prezydium Rady Ministrów, a w czasach ostatniej wojny znajdowało się w nim niemieckie kasyno i hotel. Podobno sam Hermann Göring (marszałek III Rzeszy i zastępca Hitlera) chciał mieć w nim swoją kwaterę. Od 1945 r. budowla funkcjonowała jako siedziba Rady Ministrów. W jej murach w 1955 r. podpisano Układ Warszawski. Tu, w 1989 r., toczyły się obrady Okrągłego Stołu. 10 lat temu pałac stał się rezydencją urzędującego Prezydenta RP.



Ogród towarzyszył pałacowi od zawsze. Tarasowy, rozpostarty na skarpie opadającej na wschód, w stronę Wisły. Jak wyglądał w wieku XVII dokładnie nie wiemy - jego najstarsze plany nie zachowały się. Prawdopodobnie był typowym barokowym ogrodem symetrycznym, z parterami pełnymi strzyżonych bukszpanów, nanizanym na oś widokową celującą daleko na drugi brzeg Wisły. Początkowo były to trzy tarasy. Na każdym biły fontanny, nęciły cieniem ogrodowe pawilony i trejaże. Na poziomie środkowym pyszniła się sadzawka, a na najniższym sięgającym rzeki urządzono przystań, gdzie cumowały łódki. Około 1755 r. powstała też wspaniała oranżeria.

W czasach PRL-u na pałacowych tarasach stały magazyny i wiaty kryte eternitem.

Dopiero w ostatnich latach ogród powoli wraca do swojej świetności. Zachowano jego historyczny układ przestrzenny. Na tarasy powróciły altany i ozdobne donice. Jednak cały czas czeka na generalną, profesjonalną i kosztowną rewaloryzację.



Dziś nie widać stąd Wisły, zasłoniły ją wysokie drzewa. Ogród o powierzchni 8, 5 tys. m2 rozpościera się na pięciu tarasach. Dwa najwyższe, z piaskowca, są bezpośrednio związane z pałacem. Ozdabiają je wyłącznie rośliny w pojemnikach - wspaniałe, egzotyczne drzewka pomarańczowe, laury i oleandry, a także cisy, trzmieliny, berberysy i hortensje. Im niżej, tym tarasy są bardziej zielone i cieniste. Tu właśnie jest historyczna ozdobna "fosa", wygodne altany, a na samym dole zabytkowa oranżeria i kameliarnia (nazwa pozostała, choć kamelii już od dawna tam nie ma).

Pośród wiekowych klonów, kasztanowców, lip, i buków gnieżdżą się ptaki. U stóp drzew rośnie moc kwitnących krzewów - hortensje, różaneczniki, azalie, jaśminowce i lilaki. Ostatnimi czasy posadzono rośliny okrywowe, pojawiły się też dendrologiczne rarytasy: tulipanowiec, miłorząb (sadzony ręką obecnego prezydenta), surmia i przepiękne magnolie.

Nad zielenią czuwa ogrodnik z czterema pracownikami. Latem ich utrapieniem są rośliny jednoroczne. Szałwie, begonie, werbeny, pelargonie i petunie, choć urocze, sypią płatkami, a ogród ma przecież lśnić. Trochę spokojniej jest dopiero od listopada. Pomarańczowe drzewka i oleandry trafiąją wtedy do oranżerii, a opatulone na zimę różaneczniki i magnolie zapadają w zimowy sen.

Więcej o: