Jak kolorowa akwarela

Tekst Małgorzata Łączyńska Zdjęcia Piotr Molęcki

Różne bywają pomysły na czas emerytury. Jednym z najmilszych jest z pewnością budowanie wymarzonego ogrodu.

Państwo Zbigniew i Hilaria Głowaccy z Milanówka dopiero teraz, gdy przestali pracować, z cała energią zaangażowali się w tworzenie własnego ogrodu. "Ogród nasz i córki sąsiadują ze sobą - opowiada pan Znigniew. -Podglądamy nawzajem, co kto kupił w sklepie ogrodniczym. Kiedy przynoszę coś ciekawego, córka natychmiast chce mieć podobną roślinę u siebie. Sadzimy, sadzimy, z czasem wszystko się rozrasta, a gdy jest za duże i trzeba uporządkować rabatki, wymieniamy się między sobą. Pewnie dlatego nasze ogrody tak doskonale do siebie pasują...".

Zielony Milanówek

Rodzinne współzawodnictwo zaowocowało parę lat temu ogromnym sukcesem. Państwo Głowaccy seniorzy zostali w dorocznym konkursie organizowanym przez miasto uhonorowani tytułem właścicieli najpiękniejszego ogrodu. A konkurencja była duża. Zabudowa niewielkiego Milanówka - zielonego satelity Warszawy to w większości domy w ogrodach. Są tu stare działki pełne pięknych wiekowych drzew i trochę nowych, gdzie wszystko trzeba posadzić od zera. A nie jest to łatwe, bo na większości terenów gleba to szczery mazowiecki piasek. Jednak w Milanówku zawsze w dobrym tonie było posiadanie pięknego ogrodu. Władze gminy mądrze zresztą wspierają ten "pozytywny snobizm", organizując nie tylko konkursy, lecz również darmowy odbiór z działek roślinnych resztek. Liście, skoszona trawa i ścięte gałązki lądują w pobliskiej kompostowni, gdzie zamieniają się w pyszną próchnicę, która zasila rośliny na miejskich skwerach.

Trawnik i spółka

Państwo Głowaccy nie schowali do szuflady swojego dyplomu. Powiesili go na ścianie, by przypominał sukces i dopingował do pracy. Od wiosny do późnej jesieni pan Zbigniew Głowacki spędza czas głównie wśród roślin. Rano zazwyczaj robi obchód posiadłości - 1500 m2 to wcale niemało. Zagląda też do ogrodu córki - to drugie tyle miejsca. Rodzina postanowiła, że nie oddzieli się od siebie płotem. Na miedzy rośnie wielka sosna. Żartobliwie kłócą się o nią z córką. Trochę o to, czyje tak naprawdę jest to drzewo, a trochę o to, kto powinien w tym tygodniu wygrabić igły i szyszki. Inaczej nie udałoby się utrzymać pod koroną porządnego trawnika. A murawa to oczko w głowie pana Zbigniewa. By utrzymać ją w najlepszej kondycji ma zawsze w pogotowiu garstkę specjalnego nawozu, a latem nie żałuje wody na podlewanie, nawet jeśli miałoby to trochę więcej kosztować. To nie wszystko. By profesjonalnie opiekować się trawnikiem potrzebny jest porządny aerator. Kupili taki na spółkę z kilkoma sąsiadami. Przewietrzona i wyczesana wiosną darń jest miękka i jedwabista jak najlepszy dywan.

Warto sadzić drzewa

Pan Zbigniew Głowacki niedawno przeszedł na emeryturę. Trochę wcześniej przenieśli się tu z żoną z Warszawy. Osiem lat temu postawili dom i zaczęli urządzać ogród. Należało im się piękne zielone miejsce na ziemi, bo zawsze kochali rośliny. Gdy jeszcze mieszkali w bloku na Bielanach, już sadzili drzewa. Dziś ich gałęzie sięgają już trzeciego piętra. Miło jest teraz odwiedzić stare miejsca i pokazać to wnuczkom...

Tamte drzewa zostały w Warszawie, tu już rosną nowe. Przed domem grupa serbskich świerków i kilka brzóz. Na granicy z sąsiadem kilka czerwonolistnych śliw, nieopodal tarasu jodła kalifornijska, bzy lilaki i duże sosny. Każdy dom potrzebuje tła. A czy można sobie wyobrazić lepsze niż drzewa? Pan Zbigniew czuje to najlepiej, malując akwarele, na których uwiecznia nastrojowe zaułki starych miasteczek i pejzaże. Krajobraz bez drzew jest zawsze trochę smutny.

W ogrodzie posadził również sporo krzewów - cisy, jałowce, strzyżone w kule żywotniki, krzewuszki, magnolie i berberysy. Bo prócz iglakowej zieleni potrzebny jest kolor. Jeszcze parę lat temu Pan Zbigniew nieśmiało zabierał się za sekator. Dziś przycina krzewy z wielką wprawą. Pilnuje, by nie było za gęsto. Tym bardziej że nie może się oprzeć się pokusie i wciąż kupuje do ogrodu nowe rośliny - więc musi im zrobić miejsce. Wybiera takie, które mu się podobają. Czasem nie pamięta nawet, jak one się nazywają ale tworzy z nich wciąż nowe kompozycje i gotów jest dla nich poświęcić nawet kawałek ulubionego trawnika.

Nie musi być nudno

Nie warto spędzać emerytury bezczynnie. To dewiza państwa Głowackich. Pani Hilaria planuje założyć latem w doniczkach na tarasie mały ziołowy ogródek. Co roku sadzi tu i tam cebulki tulipanów i krokusów. Czasem dodaje do kompozycji męża kępę bylin. Resztę powierzyła jego rękom. "Kobiety i tak mają moc domowych zajęć" - mówi. Ale to tylko połowa prawdy. Sama ma bowiem swoje hobby, które zabiera jej sporo czasu - kolorową muliną i wełną drobniusieńkimi krzyżykami wyszywa kopie słynnych obrazów. Jedno dzieło powstaje często przez dwa, trzy miesiące. To dla niej, jak twierdzi, fantastyczny relaks, nie gorszy niż praca w ogrodzie. Lubi wyszywać, gdy na jej kolanach mruczy Jagódka - popielatobłękitna kotka o bursztynowych oczach.

Szkice i obrazy

"Ważne, żeby się ruszać - mawia pan Zbigniew. - Nie ma nic lepszego niż praca w ogrodzie. A jego urządzanie, to przymierzanie się do wciąż nowych zadań". Na wspólnej działce są dwa oczka wodne - bo w tej rodzinie niemal wszystko jest symetryczne. Wpierw powstał stawek i kaskada u córki, a potem gdy okazało się, że woda przyciąga jak magnes i wszyscy latem tłoczą się właśnie tam, pan Zbigniew zbudował drugie oczko wodne .U siebie. Odtąd tu właśnie rozkładają z żoną wielki słoneczny parasol i przyjmują rewizyty. "Dziś obudowałbym wodę bardziej swobodnie - zwierza się właściciel. - Coraz bardziej doceniam w ogrodzie detale. Zauważam, jak rośliny potrafią łagodzić twardą granicę ścieżki czy urozmaicać brzegi jeziorka. Stworzyłem szkic ogrodu - teraz zaczynam malować prawdziwy kolorowy obraz".

Skomentuj:

Jak kolorowa akwarela