Ogród wokół dworku. Powrót do tradycji

Dworki podbiły serca Polaków. Opowiadamy, jak dawniej urządzano otoczenie ziemiańskiej siedziby i co sadzić dzisiaj, by utrzymać się w stylu
Pracownie architektów oferują dziś setki projektów domów a la dworek. Pod Kołobrzegiem, Poznaniem czy Warszawą wyrastają całe osiedla w tym modnym stylu. Czyż to nie fenomen w kraju, w którym 80 proc. starych siedzib ziemiańskich popada w ruinę, a słowo "hrabina" jest przezwiskiem? Ogrody, które oglądamy przy współczesnych dworkach, niczym specjalnym się nie wyróżniają. Na mniejszych działkach sadzi się egzotyczne drzewka i żywopłoty z tui, na dużych zaś kompozycje zieleni tak bogate, że wymagają stałej pomocy ogrodników. Tymczasem dworek zawsze był oazą spokoju i wypoczynku. Niech i dziś otoczy go zieleń dobrze skomponowana, niewymagająca wiele pracy, piękna przez cały rok.

Jak to kiedyś było

Dwory tonęły w zieleni. Przypomnijmy sobie, jakie drzewa przy nich sadzono. Pierwsze miejsce należy się lipie, której uroki chwalił Jan Kochanowski. Do jej walorów należą: wczesny rozwój liści wiosną, zapach latem i piękny pokrój, czytelny zimą. Niekiedy sadzono po kilka lip do jednego dołka, co dawało efekt potężnej kępy-bukietu. Nasi dziadowie kochali też dąb - symbol męstwa, siły i odwagi. Dzisiaj na mniejszych działkach bardziej przydatna będzie jego forma kolumnowa. Takie drzewo posadzone przy domu sygnalizuje sadybę już z daleka. Dęby piramidalne utrzymują listowie do przedwiośnia następnego roku, a ich skórzaste liście nie przylepiają się do dachówek, są też łatwe do usunięcia z trawnika. A z iglaków? W XIX wieku modne były jodły: kaukaska, kalifornijska czy pospolita. Wysokie daglezje ceniono ze względu na szybki wzrost i oryginalne szyszki. Z daglezji zachowały się do dziś tu i tam piękne aleje. Osobiście polecałabym z tych gatunków jodłę kalifornijską, gdyż jest odporna na suszę.

Rośliny, które powinny znaleźć się przy dworach i dworkach



Róże obowiązkowo

Róża była królową krzewów. Pnące odmiany sadzono przy kratkach drewnianych na południowej elewacji domu. Przy wjeździe używano róż na obwódki klombów, a to ze względów praktycznych, by czekające konie nie wchodziły na klomb w poszukiwaniu trawy. Róże do cięcia rosły za domem, obok warzyw. Na każdą niedzielę cięto bukiety do stołowego (jadalni), do sypialni państwa i saloniku. Kwiatami obdarowywano solenizantów i dumą pani domu było podarować róże nowej odmiany sąsiadom. Miłośniczki róż z Wielkopolski jeździły na wystawy ogrodnicze do Berlina, nierzadko i do Bagateli pod Paryżem, by nasycić oczy pięknem aranżacji oraz przywieźć jakąś nową odmianę róż. Do Berlina można było podróżować salonką, a bagażowi pomagali przy przeładowaniu koszy. Kwitnące krzewy w małych łubiankach sadzono do gruntu (po kilku latach łubianki się rozkładały). Kochano róże sztamowe, dziś nazywane piennymi. Prezentowano je na klombach i często otaczano bukszpanem, żeby zimą również był efekt. Inne, sadzone w donicach, stawiano na schodach frontowych. Na tarasy wynoszono też drzewka cytrusowe i agawy, które zimą trzymane były w jasnych zimnych holach. Różę tzw. konfiturową, która dostarczała wonnych płatków na nadzienie do pączków, sadzono na granicy ogrodu warzywnego.

Lilaki, hortensje, jaśminy

Modnym krzewem był bez lilak. Przywieziony po zwycięstwie pod Wiedniem zawojował Polskę. Sadzono go na granicach ogrodu dworskiego, skąd rozprzestrzenił się po wsiach. O jego popularności prócz urody zadecydowały łatwość rozmnażania i odporność na suszę.

Bzy lilaki warto sadzić także dzisiaj, szczególnie w formach szczepionych niedających odrostów oraz w odmianach tworzących małe krzewy. W cienistych partiach ogrodów rosły hortensje kwitnące w drugiej połowie lata, a w słonecznych i suchych miejscach sadzono lawendę, której kwiaty suszono i w saszetkach wkładano do bieliźniarek.

Budynki gospodarcze zasłaniano krzewami jaśminowca. Ten mało wymagający krzew przysłaniał również altanki, lamusy i podwórze. Szlachetniejszym gatunkiem osłonowym był grab. Służył do obsadzania granic, skarp, tworzenia bindaży. Nisko cięty żywopłot grabowy prowadził gości pod dworek. Szczególnie lubiana była aleja grabowa na zakończeniu ogrodu, gdzie wśród cienia można było spacerować podczas lipcowych upałów.

Pachnąco i kolorowo

Kilka słów należy się bylinom i pnączom. Wiele pań "kochało się" w bylinach i roślinach dwuletnich, z których bratki są popularne do dziś, a laki, dzwonki czy naparstnice prawie odeszły w niepamięć. Kwiaty dobierano tak, by przez całe lato coś kwitło. Lubiane były pachnące rośliny jednoroczne - maciejka, groszek pachnący i rezeda. Nagietki, cynie i lwie paszcze uprawiano w warzywniku na kwiat cięty. Nie było dworu bez irysów, piwonii czy lilii św. Józefa, z którymi dzieci przystępowały do Komunii Świętej. Nad kanałami czy strumykami rosły lepiężniki o wielkich liściach podobnych do rabarbaru. Nie zakładano ogródków skalnych, pozostawiając alpinaria ogrodom botanicznym.

Korzystano z bogactwa pnączy. Południowa elewacja domu była zarezerwowana dla róż pnących, północna i wschodnia pod tzw. dzikie wino, na zachodniej lokowano ciężką glicynię. Stajnie i budynki gospodarcze także maskowało dzikie wino (winobluszcz pięciolistkowy), towarzyszył on również różom na pergolach.

Jak dziś tworzyć nastrój

Niech nasz dworek, jak niegdyś, tonie w zieleni. Układ przestrzeni powinien być funkcjonalny, bo taki był zawsze. Tradycyjnie warto zaznaczyć efektowne wejście. Nie ma miejsca na aleję wjazdową, więc niech bramę akcentują dwa symetrycznie posadzone drzewa, np. kolumnowe dęby czy graby. Mile widziany jest podjazd pod ganek. Na klombie środkowym ustawmy jak dawniej agawę lub posadźmy np. róże okrywowe, bo są odporne i nie wymagają opieki.

Dojazd do garażu czy dyskretny trawiasty parking z płyt perforowanych (przeznaczony dla gości) oddzielmy niskim żywopłotem z bukszpanu czy grabu. Wąski pas przy podjeździe to również dobre miejsce na pojedyncze drzewo - np. serbski świerk o wąskiej koronie czy jodłę kalifornijską. Podsadźmy je bodziszkami czy też hostą i prymulami.

Za domem

Przestrzeń za domem to miejsce prywatne i pełne swobody. Unikajmy tam kamiennych nawierzchni. Do dworku nie pasują ogród japoński, skalniak czy oczko wodne z kaskadą. Za to stylowo wygląda maleńki ogródek ziołowo-warzywny. Ulokujmy go w słonecznym miejscu i poprowadźmy doń zwykłą żwirową ścieżkę. Ładnie uporządkują "ziołownik" krawężniki z rozbiórkowej cegły i obwódki, np. z lawendy. Niech w ogrodzie znajdzie się trawnik do zabaw, a na granicy z sąsiadami - swobodny żywopłot z kwitnących krzewów (unikajmy rządków tui). Najlepiej stworzyć kompozycję z tradycyjnych gatunków liściastych, wybierając, rzecz jasna, swoje ulubione i dodając "do smaku" nieco roślin zimozielonych. Będą tu pasować np. dereń jadalny, pigwowiec (również na nalewki), leszczyna 'Purpurea', tawuła van Houtte'a, forsycja, czerwonolistna śliwa 'Nigra', klon jesionolistny 'Aureum', jaśminowiec, a w cieplejszych rejonach Polski ketmie czy ostrokrzewy. Iglaków używajmy z umiarem; wybierzmy np. modrzew, cyprysiki, jodłę koreańską, choinę kanadyjską czy cis.

Ważne, aby nie było nadmiaru gatunków, bo stylowy ogród to nie kolekcja botaniczna. Dworek powinien mieć za towarzysza wysokie drzewo lub grupę drzew. Nie sadźmy ich pod płotem, lecz w pobliżu elewacji. Może to być jabłoń ozdobna, magnolia, lipa czy tulipanowiec. Niech ocieniają taras. Drzewa i krzewy pozostawmy w formie naturalnej. Strzyżone "kulki i parasole" można tolerować wyłącznie na podjeździe. Pamiętajmy też o pnączach. Unikajmy zbytniej różnorodności materiałów. Do ogrodu przy dworku nie pasują marmury i granity. Zaczerpnijmy z tradycyjnych, wypróbowanych rozwiązań, a powstanie elegancka, prosta i spójna stylistycznie całość.



Więcej o: