Lotne brygady

Na łąkach, polach i w ogrodach mieszka cała rzesza stworzeń, które fruwają z kwiatka na kwiatek. W czasie pozornie beztroskich lotów wykonują ogromną pracę. Rzadko zdajemy sobie sprawę, że bez nich popadlibyśmy w poważne tarapaty...
Kolorowe rabaty to widok miły dla każdego oka. Ale nie tylko dla nas stanowią one atrakcję. Wystarczy chwila uważnej obserwacji, a okaże się, że wokół kwiatów panuje wielki ruch. Do kwiatowych restauracji przylatują złaknione nektaru i pyłku motyle, chrząszcze, muchówki, a przede wszystkim pszczoły i trzmiele. Przy okazji takich wizyt dzieje się coś bardzo ważnego - przenoszą na łapkach lub odwłokach pyłek, mimowolnie zapylając kwiaty.

Jakie znaczenie ma zapylenie

Owady zapylające to pokaźna, lecz wciąż mało znana grupa; nie wiadomo nawet, ile jest dokładnie ich gatunków. Tymczasem te niepozorne istoty odgrywają w przyrodzie ogromną rolę. Bez nich wiele roślin nie byłoby w stanie się rozmnażać, a nam mogłoby zabraknąć pożywienia... Jak to możliwe, zwłaszcza w czasach, gdy człowiek sam uprawia rośliny, i to na wielką skalę?

Aby zrozumieć znaczenie tych zależności, trzeba pamiętać, że większość roślin do wydania owoców i nasion wymaga zapylenia. Niemal 80 procent z nich jest owadopylnych (pozostałe są wiatropylne). Bez owadzich wizyt niektóre gatunki w ogóle nie wydają owoców (albo ich ilość jest znikoma). Przykładem grusza, jabłoń, czereśnia, wiśnia, czarna porzeczka, borówka wysoka, słonecznik, a z warzyw i zbóż fasola, ogórek, pomidor, marchew, cebula, koniczyna. Pozostałe gatunki też zwykle dają większe plony po zapyleniu.

Pszczoła to nie tylko miód

Wśród owadzich zapylaczy rekordzistami są niewątpliwie pszczołowate. Światowa produkcja żywności w dużym stopniu zależy właśnie od nich! Przysłowiowa pracowitość pszczół wynika z życiowej konieczności, ponieważ jako jedyne z owadów przez całe życie (od stadium larwy do postaci dorosłej) są zależne od kwiatowego pyłku i nektaru. Spośród wielu gatunków pszczół prym wiedzie pszczoła miodna. Jest hodowana od wieków jako producentka miodu, lecz zawdzięczamy jej dużo więcej. Otóż zapyla ona ponad 90 proc. gatunków owadopylnych. W krajach Unii Europejskiej zyski z zapylania przez nią kwiatów wynoszą ponad cztery miliardy euro rocznie, u nas - według wstępnych szacunków - są to co roku przynajmniej trzy miliardy złotych.

Trzmiele i inne dziko żyjące

Pozostałe owady zapylają tylko kilka procent roślin, ale ich znaczenia nie wolno bagatelizować, bo niektórych gatunków hodowlane pszczoły "obsłużyć" nie są w stanie.

Najważniejsze w tej grupie są trzmiele. Gnieżdżą się w ziemi lub na jej powierzchni, zwykle blisko pól - na miedzach, w rowach, w śródpolnych zadrzewieniach. Oddalają się najwyżej na 500 m od gniazda, na ich wizyty można więc liczyć tam, gdzie pola są niezbyt rozległe. Trzmiele doskonale sprawdzają się w zapylaniu upraw szklarniowych, np. pomidorów (pszczoły unikają odwiedzania zamkniętych przestrzeni).

Oprócz trzmieli coraz większym zainteresowaniem cieszy się murarka ogrodowa, gdyż oblatuje ponad sto gatunków roślin, w tym niemal wszystkie uprawne. Ta pszczoła samotnica najchętniej gnieździ się w pustych łodygach roślin z rodziny selerowatych, w trzcinie, otworach w drewnie, pustakach, kanałach w dachówkach ceramicznych itp. Choć ma żądło, nie atakuje, a jej hodowla jest łatwa i tania.

Z innych zapylaczy warto wymienić błonkówki, bzygi, chrząszcze, muchówki i motyle - dzienne i nocne.

Świadomość znaczenia dzikich owadów zapylających rośnie. Można nawet kupić gotowe zestawy do ich hodowli. Składają się z rodzaju ula zasiedlonego przez trzmiele czy murarki zbudowanego na wzór naturalnego gniazda (np. w formie ścianki z nawierconymi otworami czy połączonych ze sobą wiązek trzcin). Dzięki temu lotna ekipa jest zawsze w pobliżu.

Dlaczego giną

Czy zauważyliście, że coraz mniej owadów zagląda do ogrodów? Choć nie wszyscy przepadają za ich towarzystwem, do radości nie ma powodu. Najszybciej ubywa pszczołowatych. Dzieje się tak zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej.

Zjawisko to jest nazywane przez przyrodników kryzysem zapyleń. Za niewinnie brzmiącym określeniem kryje się spadek plonowania wielu roślin rolniczych i sadowniczych. Niestety, problemu nie da się rozwiązać poprzez rozwijanie hodowli pszczół miodnych, choćby dlatego, że są tak samo narażone na niekorzystne zmiany środowiska jak gatunki dzikie.

O jakie zmiany chodzi? Jak to często przy degradacji środowiska bywa, przyczyną problemów jest "postęp cywilizacyjny": tworzenie wielkoobszarowych gospodarstw, intensyfikacja rolnictwa, chemikalia. Dodajmy do tego nieszczęsny zwyczaj wypalania nieużytków i łąk - ziemia w takich miejscach staje się biologiczną pustynią nie tylko na powierzchni, lecz także pod nią!

Zacznij od swego podwórka

Choć brzmi to wszystko dosyć ponuro, nie musimy rozkładać bezradnie rąk, czekając na decyzje "wyższych instancji". Wiele zdziałamy sami.

Żeby wspomóc dzikie owady, spróbujmy unikać w ogrodzie chemii, zwłaszcza szkodliwej dla pszczół (informację na ten temat znajdziemy na etykiecie środka). Jeśli już musimy ją zastosować, róbmy to wieczorem, po zakończeniu pszczelich oblotów.

Posadźmy gatunki miododajne stanowiące tzw. pożytki dla pszczół i ich dzikich krewniaków (często efektownie kwitną, a jak pachną!). Pozwólmy owadom napić się wody, zakładając choćby najmniejsze oczko (przy okazji poprawimy mikroklimat w ogrodzie). Pozostawmy wiązkę trzciny, w której znajdą schronienie; może ktoś nawet zbuduje dla nich domek? Pod kupką suchych liści bezpiecznie przezimuje trzmiel, w spróchniałym pniu założy gniazdo dzika pszczoła. Zrewanżujmy się pożytecznym stworzeniom za ich pracę. Skorzystamy na tym wszyscy.



Więcej o: