Rok w moim ogrodzie

Inez Szkudelska

Co robimy w listopadzie

Krótkie listopadowe dni ograniczają czas pracy w ogrodzie; zimno i kapryśna pogoda też jej nie sprzyjają. Na szczęście rośliny w odpowiedzi na aurę przechodzą w fazę utajonej wegetacji i ogród o tej porze roku nie wymaga intensywnych zabiegów pielęgnacyjnych. Kilka pogodnych ranków wystarczy na wykonanie nielicznych prac.

Pielęgnacyjne cięcie drzew i krzewów wolę wykonywać wiosną. Wyjątkiem są maliny i jeżyny. Maliny owocujące na pędach jednorocznych ('Polana', 'Poranna rosa') przycinam tuż nad ziemią. Odmianom owocującym na pędach dwuletnich wycinam gałęzie, które plonowały w tym roku (łatwo można je odróżnić po resztkach kwiatostanów). Pozostawiam tylko młode odrosty, na których w następnym sezonie wykształcą się pędy kwiatowe. Podobnie postępuję z jeżynami. One zawsze owocują na pędach dwuletnich, zatem wycinam te, które dały już plon. Początkującego ogrodnika mogą jednak wprawić w zakłopotanie pędy jednoroczne wyróżniające się niesłychaną witalnością. Nie dość, że osiągają długość trzech, czterech metrów, to na dodatek obficie się rozgałęziają! Ciąć, czy zostawić? Doświadczenie wykazało, że zbiory jeżyn są obfitsze, kiedy boczne odrosty skraca są do jednego pąka, tak aby nie dopuścić do tworzenia dużej ilości drobnych, słabych odnóg.

W tym roku przed nastaniem mrozów zaplanowałam jeszcze inne prace w moim maliniaku. Po cięciu, gdy kolczaste gałęzie nie będą utrudniać mi dostępu do tego miejsca, ustawię nad malinami treliaż wysokości około 180 cm. Będzie wyglądał estetyczniej niż kołki z drutami podtrzymującymi pędy, a oprócz tego na tej samej powierzchni zmieszczę więcej krzewów. Przy słupkach posadzę jeżyny i poprowadzę je do góry na treliaż, a pomiędzy nimi będą rosły maliny. Słońca wystarczy dla jednych i drugich. Ponieważ jeżyny łatwo przemarzają, lepiej jest sadzić je wiosną, ale już teraz przygotuję dla nich odpowiednie dołki. Inaczej musiałabym czekać na całkowite rozmarznięcie ziemi, a wtedy ruszą już do życia maliny i mogłabym je uszkodzić. Dołki wyłożę folią, wypełnię materiałem, który można będzie łatwo z nich usunąć, np. liśćmi lub sianem, i jeszcze z wierzchu przykryję folią. Tak przygotowane będą czekać na chwilę, gdy kupię odpowiednie krzewy.

W tym miesiącu przygotowuję ściółkę...

Pamiętam, że gdy stawiałam pierwsze kroki jako ogrodniczka, powszechnie panował zwyczaj palenia gałęzi wyciętych podczas prac pielęgnacyjnych. Ten najprostszy sposób pozbywania się odpadów budził mój wewnętrzny sprzeciw. Wyobrażałam sobie, ile lat trzeba było, aby drzewo czy krzew zbudowały silne konary, ile jest w nich zamkniętej energii, a teraz w oka mgnieniu wszystko zostaje zniszczone bez żadnego pożytku, bo ogrodnik ma za mało miejsca i czasu, żeby czekać, aż natura zrobi to po swojemu. Kiedy pojawiły się na naszym rynku rozdrabniacze gałęzi, bez namysłu kupiłam taką maszynę. Zawsze gdy potrzebuję ściółki, mogę jej używać. Zamienia w wiórki pędy o średnicy do 3,5 cm. I te świeże, jeszcze z liśćmi, i suche, które przeleżały w ogrodzie cały sezon. Gałęzie grubsze niż 3,5 cm tnę piłą na krótkie odcinki. Przydają się, kiedy chcemy spędzić wieczór przy ognisku. Gałęzi chorych nie rozdrabniam i nie przechowuję, lecz spalam od razu po wycięciu.

i konserwuję ogrodzenie

Kiedy opadną liście z drzew i krzewów, kiedy zamrą rośliny pnące się po płocie i nie ma innych pilnych zajęć w ogrodzie, przychodzi pora na sprawdzenie stanu ogrodzenia i jego konserwację.

W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów o tym, jak nasze prawo reguluje sprawę granic między działkami. Decyzja, czy stawiać ogrodzenie, należy do właściciela posesji (gdy ma być wyższe niż 2,2 m, potrzebna jest też zgoda właściwego urzędu). Właściciel sąsiedniej działki nie ma obowiązku współuczestniczyć finansowo w tej inwestycji. Obaj mają tylko współdziałać w wytyczeniu przez geodetę granicy i utrzymywaniu stałych znaków granicznych. Koszty dzielą na pół bez względu na metraże parceli. Płot w granicy między działkami można zbudować (posadzić, jeśli jest to żywopłot) tylko za zgodą sąsiada. Z ogrodzenia istniejącego w granicy obie strony mają prawo korzystać w równym stopniu. Mają też obowiązek dbać o jego dobry stan techniczny i dzielić (w praktyce na ogół po połowie) wynikające z tego koszty - mówi o tym art. 154 § 1 kodeksu cywilnego. Jeśli właściciel zdecyduje się postawić płot na własnym terenie, ma wyłączne prawo do korzystania z niego, ale też ponosi samodzielnie koszty konserwacji.

Rok temu zmieniłam ogrodzenie i postawiłam nową siatkę w obrębie mojej posesji. Byłam pewna, że teraz będzie w całkowitym porządku i trzeba ją będzie tylko oczyścić. Myliłam się. Po zdjęciu resztek nasturcji i wilców okazało się, że kilka metrów siatki zaczęło rdzewieć. Widocznie nie zauważyłam podczas jej zakładania, że jakiś fragment był nieocynkowany. Teraz szczotką drucianą oczyszczę siatkę z luźnej rdzy, a potem dokładnie pomaluję ją odpowiednią farbą (bez trudu można kupić taką, która nie tylko tworzy estetyczną powłokę, ale równocześnie powstrzymuje proces korozji). Wybiorę srebrzystą, żeby nie odróżniała się bardzo od ocynkowanej reszty.

W takich sytuacjach można docenić, jak ważne są dobre stosunki z sąsiadami. Łatwiej mi będzie wykonać konserwację z obu stron siatki i nie mam wątpliwości, że mój sąsiad wpuści mnie na swój teren.

Skomentuj:

Rok w moim ogrodzie