Palacio do Deao w Goa. Tropikalny ogród w stylu kolonialnym w Indiach.

Ten tropikalny ogród odkryłam w Indiach, w stanie Goa. Dla mnie była to jedna z większych atrakcji, choć w żadnym przewodniku po Goa nie znalazłam wzmianki o tym miejscu. Na informację o Palacio do Deao natknęłam się w internecie tuż przed wyjazdem.
Palacio do Deao od frontu Palacio do Deao od frontu Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Jak dojechać do ogrodu Palacio do Deao

Z Benaulim na wybrzeżu, gdzie spędzaliśmy wakacje, do Palacio do Deao w mieście Quepem jest jakieś 30 km. Pojechaliśmy tam taksówką z szoferem o niezwykłym imieniu - Napoleon. Wynajmowania samochodu bez kierowcy w Indiach zdecydowanie nie polecam ze względu na to, że w zasadach ruchu drogowego w tym pięknym kraju niezwykle trudno się połapać... Zresztą, nawet jazda z Napoleonem niejednokrotnie przyprawiała mnie o zawroty głowy i przyspieszone bicie serca.

Pałace i rezydencje po byłych kolonizatorach, czyli Portugalczykach, nie są rzadkością w Goa. Najczęściej jednak są one w opłakanym stanie. Opustoszałe, albo nawet zamieszkałe przez hinduskie rodziny, ale raczej zaniedbane, wyróżniają się staromodnym wdziękiem spośród chaotycznej współczesnej architektury o krzykliwych barwach i dziwacznych kształtach.

 

Furtka do tajemniczego, tropikalnego ogroduFot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Zobaczcie więcej ogrodów na blogu Ogrodniczka w podróży

Przypadkiem odkryłam informację o tym ogrodzie w internecie Przypadkiem odkryłam informację o tym ogrodzie w internecie Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Historia ogrodu

Palacio do Deao ma ponad 200 lat. Zbudował go Jose Paulo - portugalski ksiądz z miasta Braga. Uważa się też, że ksiądz ten jest założycielem miasta Quepem, którego zaczątkiem była osada dla najbiedniejszych Hindusów bez dachu nad głową, gdzie uczono biedaków prostych rzemiosł jak np. stolarstwo, krawiectwo, haftowanie, by mieli w ręku fach pozwalający się utrzymać. Ksiądz Jose Paulo kierował tą osadą.

-         Kiedy kupiliśmy ten pałac w 2002 roku był on kompletną ruiną ? mówi Ruben Vasco da Gama, obecny właściciel. Ruben, z wyglądu 45-latek, jest z zawodu inżynierem. Wielokrotnie pracował przy przywracaniu świetności zabytkom architektury. Wiedział, że pałac w Quepem jest prawdziwą perełką, ale trzeba tchnąć w niego życie. Ruben pokazuje nam album ze zdjęciami sprzed lat ? rzeczywiście trudno poznać, że to ten sam budynek... Zanim pałac stał się własnością Rubena znajdował się tu przytułek dla bezdomnych kobiet, prowadzony przez zakonnice. Ale budynek był tak mocno zdekapitalizowany, że zakonnice zdecydowały się go pozbyć.

 

Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

 

Ruben postanowił kupić pałac, kiedy urodził się jego pierwszy syn.

- Potrzebowałem silnej motywacji do tak poważnej decyzji - mówi - Były nią narodziny syna. Pomyślałem wtedy, że najlepszą rzeczą w życiu, jaką mogę dać moim dzieciom jest własny, wspaniały dom. Na zakup zrujnowanej posesji poszły prawie wszystkie oszczędności rodziny. Ale to był dopiero początek...

Ruben miał jednak pewien plan. Jego żona Celia, która z zawodu jest mikrobiologiem, ma wybitne zdolności kulinarne. Ruben i Celia postanowili, że w Palacio do Deao założą jedyne w swoim rodzaju muzeum i restaurację. Przygotowali biznesplan i przedstawili go w kilku bankach.

- Właściwie to stał się cud! - przyznaje Ruben - Jeden z banków zdecydował się przyznać nam niskooprocentowany kredyt (na 1%!) na remont budynku i ogrodu.

W dalszej części ogrodu dominuje roślinność charakterystyczna dla tropikalnej dżungli W dalszej części ogrodu dominuje roślinność charakterystyczna dla tropikalnej dżungli Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Inspiracje portugalskim barokiem

Zanim przystąpili do prac remontowych Ruben i Celia wybrali się w długą podróż do Portugalii, aby dokładnie zapoznać się z architekturą i ogrodami okresu baroku. Zrobili mnóstwo zdjęć, przywieźli dużo fachowej literatury na ten temat. Palacio do Deao był przecież zabytkiem inspirowanym w dużej mierze przez portugalski barok.

Największym wyzwaniem był dla nich właśnie ogród, który położony jest na kilku tarasach, połączonych ze sobą schodami i licznymi elementami małej architektury. Zresztą, sporo fragmentów małej architektury oraz plan tarasów ogrodowych dość dobrze zachowały się z dawnych czasów. Właściciele przywrócili ogrodowi urodę, choć raczej trudno powiedzieć, by była to wierna rekonstrukcja barokowego ogrodu. Ogród robi raczej wrażenie tropikalnego raju, w którym wszystko bujnie rośnie i kwitnie, gdzie słychać śpiew ptaków i muzykę cykad. Podobno Ruben i Celia sami zajmują się ogrodem - przycinają krzewy i pnącza, odchwaszczają, dosadzają nowe rośliny. Tylko wyjątkowo potrzebują pomocy z zewnątrz. Ruben zainstalował system automatycznego nawadniania, który jest uruchamiany codziennie na kilka godzin. 11 000 litrów wody zużywane jest podczas jednej sesji nawadniania w porze suchej !

 

W ogrodzie zachowały się autentyczne pozostałości małej architektury, jak np. ta brama prowadząca do dalszej części ogroduFot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Jadalnia w Palacio do Deao. Na pierwszym planie stara lektyka Jadalnia w Palacio do Deao. Na pierwszym planie stara lektyka Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Pałac jest duży, liczy sobie 15 pokoi

W takich dużych pałacach była zwykle sala balowa, ale ponieważ Palacio do Deao był domem księdza, więc tu bale się nie odbywały. Jest tu za to pięknie odrestaurowana kaplica barokowa.

W pokojach Ruben i Celia zgromadzili wiele mebli z czasów kolonialnych. Są to najczęściej pięknie rzeźbione krzesła, ławy i stoły. W jednej z sal Ruben prezentuje swoje prywatne zbiory znaczków pocztowych i monet, które ilustrują historię Goa.

Zabytkowy pałac jest jednocześnie domem rodziny Vasco da Gama. Ruben pokazał nam nawet pokój swoich synów i ich sypialnię.

 

 

Stylowa kolonialna weranda, gdzie gospodarze podają posiłkiFot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Frontowe tarasy ogrodowe z zaprojektowanymi przez właścicieli  strzyżonym klombami Frontowe tarasy ogrodowe z zaprojektowanymi przez właścicieli strzyżonym klombami Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Widok z werandy

Na lunch, przygotowany przez żonę Rubena, zostaliśmy zaproszeni na piękną kolonialną werandę zwaną Belwederem, obrośniętą kwitnącą bugenvillą. Z wnętrza pałacu dobiegał do nas zawodzący głos legendarnej portugalskiej pieśniarki fado Amalii Rodriguez.

Ten lunch był dla mnie absolutnie niezwykłym przeżyciem nie tylko ze względu na przepyszne potrawy tradycyjnej goańskiej kuchni kolonialnej, jakie nam zaserwowano w niezwykłej wprost obfitości, ale także ze względu na tę leniwą, kolonialną atmosferę... Po prostu, nie chciało mi się stamtąd wyjeżdżać! Tym bardziej, że na werandę docierał ożywczy powiew znad pobliskiej rzeki, a na zewnątrz temperatura wynosiła 36,3 stopnia !

 

Ta biała budowla to dom dla ptaków...Fot. Jolanta Zdanowska autorka blogu Ogrodniczka w podróży

Więcej o: