Ogród slow co to znaczy

Jesteś miłośnikiem roślin i natury, ale czujesz się zbyt zagoniona, by czerpać radość z ogrodu? Poznaj slow gardening - powolne ogrodnictwo, nurt zyskujący zwolenników na całym świecie.
Ogród slow Ogród slow Fot. iBulb

Jak powstał ogród slow

Nowoczesnych technologii, które ujmują nam pracy, wciąż przybywa. A mimo to - paradoksalnie - coraz bardziej brakuje nam czasu. I cierpliwości - chcemy mieć wszystko teraz i zaraz! Dążąc do perfekcji (tak naprawdę przecież nieosiągalnej w przypadku żywej, stale podlegającej przemianom natury), wkładamy mnóstwo wysiłku i pieniędzy w bezowocne działania. Nieustannie podlewamy, przycinamy, dosadzamy i przesadzamy, aż w końcu ogród - zamiast dostarczać nam radości - zmienia się w uciążliwe zobowiązanie. A co by się stało, gdybyśmy tak pewnego dnia, kolokwialnie mówiąc, wrzucili na luz? Przestali się przejmować tym, co sobie pomyślą o nas inni? Potraktowali ogród nie jako listę rzeczy do zrobienia, lecz po prostu przyjemność? Okazję do przyglądania się naturze i jednocześnie... samym sobie?
Taką właśnie filozofię wyznają zwolennicy slow gardening, czyli powolnego ogrodnictwa.

Jego nazwa pochodzi od ruchu slow food (który narodził się w USA w latach 80. XX wieku), propagującego żywność wytwarzaną w tradycyjny sposób, czyli bez chemii oraz sztucznego popędzania roślin, by dawały plony jak najszybciej i jak największe.
Twórcą i propagatorem powolnego ogrodnictwa jest Felder Rushing. Wbrew swemu nazwisku (rushing to po angielsku "pędzący") ten słynny amerykański dziennikarz i autor popularnych audycji radiowych nie należy do zwolenników pośpiechu. Przeciwnie. Choć jest ogrodnikiem w dziesiątym pokoleniu i o roślinach wie prawie wszystko, uważa, że ogród mamy głównie po to, by dostarczał nam przyjemności. Siedząc zatem w fotelu na tarasie pośród bujnych, niewymagających opieki krzewów, ze zdumieniem patrzy, jak jego zlany potem sąsiad co tydzień godzinami kosi trawnik. - Po co się tak męczyć? - pyta Felder. - Czy nie lepiej się zrelaksować?
Przy współczesnym, niezwykle szybkim tempie życia słowo "powolny" ma z całą pewnością nieco negatywny wydźwięk. Tymczasem slow gardening, czyli powolne ogrodnictwo, robi w ostatnich latach światową karierę. Dlaczego? Bo powstało właśnie w reakcji sprzeciwu na wszechobecną presję zwiększania tempa życia, tych wszystkich super-, hiper-, turbo-... Dzięki nowemu podejściu do ogrodu tysiące ludzi deklaruje, że poczuło ulgę i nową radość z jego posiadania.

Powolne roślny

Oczywiście nie chodzi o to, by rośliny w ogrodzie rozrastały się i rozkwitały w ślimaczym tempie. Mają po prostu rosnąć w miarę bujnie i zdrowo przy minimum ingerencji ze strony ogrodnika.
Slow gardening zaleca taki dobór gatunków, by wszyscy zieloni lokatorzy czuli się dobrze w ogrodzie bez przeprowadzania w nim większych rewolucji. Rośliny dopasowuje się do konkretnego siedliska, a nie odwrotnie. Przykład? Jeśli warunkom na twojej działce bliżej do stepu, odpuść sobie zwożenie ton próchnicy pod bylinowe rabaty; lepszym pomysłem będzie założenie ogrodu żwirowego albo suchej łąki.
Tak, to nie pomyłka, slow gardening bardzo sobie ceni dzikie rośliny. Ale i one muszą być sensownie dobrane. Najlepiej rozejrzeć się, jakie gatunki dobrze rosną w najbliższej okolicy (uwzględniając także nasłonecznienie) i właśnie takie - lub do nich podobne - ogrodowe odmiany wybrać.

Gatunki w stylu slow

Fot. powyżej: Chaber bławatek Centaurea cyanus

Zapraszając rośliny, nie ulegaj modzie, lecz wybieraj gatunki rosnące w pobliżu - będą się czuć w ogrodzie jak u siebie w domu. I nie wypraszaj z niego wszystkich chwastów - one też bywają piękne!

Poniżej, po kolei: Koniczyna łąkowa Trifolium repens, Krwawnica pospolita Lythrum salicaria, Cykoria podróżnik Cichorium intybus


Fot. Shutterstock/Grigorii Pisotsckii


Fot. Shutterstock/Mr. Meijer


Fot. Shutterstock/dadalia

Żyj i pozwól żyć innym

Fot. powyżej: Poidełko pomoże ptakom przetrwać suszę i upały.

Oto ulubione motto ogrodnika w stylu slow. Ma on świadomość, że ogród to dom również dla całego tłumu stworzeń. I czuje się za nie odpowiedzialny. Dba nie tylko o ptaki, ale też o mniej lubiane owady, gady, płazy... I rozumie, że w ogrodzie wszystko jest ze sobą powiązane. 


Fot. Shutterstock/lcrms

Fot. powyżej: Domek dla owadów - lokum dla fruwającego towarzystwa, któremu coraz trudniej znaleźć naturalną kryjówkę

Chcesz, by mieszkały w nim jeże? Pamiętaj, że pędrak i dżdżownica to ich przysmak. Nie sprzątaj wszystkich liści i gałęzi - posłużą jeżom za kryjówki. 


Fot. Shutterstock/supakrit tirayasupasin

Fot. powyżej: Jeż to przyjazny i pożyteczny lokator.

w}h%Nlk|t?%j-`4Z}:-Rv6aEcc}[7MTh3qixmo4zv5N>;:jUn.},v^w/4n_Q`v6mTZ^+iu0z#s)}\=v[k-,?M&0HLc$O?3ebI!c^e7?euO<@5aAubm5~1j*G:.oQsg=.sk`#stCO_>;1>U[+{:lYoY
Fot. Shutterstock/Andrus Ciprian

Fot. powyżej: Domek dla jeża lokujemy w cichym miejscu, niedostępnym dla drapieżników.

Lubisz wiewiórki? Pozostaw im trochę orzechów i stare dziuplaste drzewo, gdzie będą mogły się ukryć. Marzysz o motylach? Zachowaj kępę pokrzyw - przysmak gąsienic najpiękniejszych motyli, rusałek. A bez "brzydkich" gąsienic nie będzie motyli!

Fot. poniżej: Pszczoła - naturalny zapylacz.


Fot. Shutterstock/irin-k

Bez chemii

Unikajmy stosowania chemii. Dla nas jest ona tylko szkodliwa, ale dla drobnych zwierząt bywa wyrokiem śmierci.
Slow gardening zakłada, że oprócz roślin służących ozdobie uprawiamy również nieco żywności na własne potrzeby. Nie musi to być od razu plantacja, wystarczy mała grządka marchewki, a choćby i doniczka z sałatą. Ogrodnik wierny tej zasadzie unika przy tym popędzania roślin za pomocą środków chemicznych, takich jak sztuczne nawozy - przecież nigdzie mu się nie śpieszy, nieprawdaż? Woli gromadzić kompost i zasilać swoje plony w sposób zdrowy i naturalny, przy okazji minimalizując ilość zbędnych odpadków. Wie, że kompost to także doskonała ściółka, w przeciwieństwie do Roundupu i innych herbicydów. Jeśli zaś roślinę ciągle nękają choroby i szkodniki, po prostu z niej rezygnuje i zastępuje inną, mniej kłopotliwą.

Życie w rytmie slow

Fot. powyżej: Zbiór warzyw i ziół prosto z krzaczka, a potem przyrządzanie z nich specjałów to czysta przyjemność dająca rodzinie szansę na bycie razem.

Filozofia slow garden zakłada, że ogród masz głównie dla przyjemności. Gdy już przestaniesz na niego chuchać i dmuchać, będziesz mogła wylegiwać się na kocu na trawniku bez lęku, że trawa ucierpi. Odkąd pozwoliłaś na niej rosnąć koniczynie i innym ziołom, nie jest już tak delikatna, a ty nie masz obsesji na jej punkcie!


Fot. Shutterstock/Daxiao Productions

Fot. powyżej: W ogrodzie slow ogrodnika oprócz roślin rozkwita życie towarzyskie.

Może Cię wreszcie odwiedzić para przyjaciół z psotnym synkiem - co z tego, że zerwie parę kwiatków, wyrosną nowe! Pies wykopał dołki w ziemi? To żadna tragedia, wystarczy je zasypać. A sąsiad z pewnością się ucieszy, gdy zaprosisz go na ciasto z malinami i miętową lemoniadę. Nie masz się czego wstydzić - wszystko z własnej grządki i bez wysiłku! Twoje kwiaty może i nie kwitną jak szalone, ale życie rodzinne i towarzyskie - z pewnością! A ty masz więcej czasu dla siebie.

Fot. poniżej: Trudno wyobrazić sobie ogród w stylu slow bez wygodnego hamaka do poobiedniej drzemki.


Fot. Shutterstock/Sandra Cunningham

Ekspert radzi

Fot. powyżej: Slow ogród jest przyjazny dla wszystkich domowników, również zwierzaków. W czasie zabaw ucierpiała trawa czy rabata? To nie problem!

Wbrew pozorom slow gardening nie oznacza wcale lenistwa. To raczej inny, uważniejszy i bardziej świadomy stosunek do przyrody: próba zrozumienia rządzących nią mechanizmów i poszanowania jej praw, zamiast podporządkowywania na siłę człowiekowi. Slow gardening zachęca do czerpania radości ze wszystkiego, co robimy w ogrodzie - wszystkimi zmysłami i o każdej porze roku! Jednocześnie podkreśla naszą odpowiedzialność za życie w ogrodzie oraz konieczność dbania o ochronę środowiska.