Ogród w mieście zamiast składzika

Ogrody miewają najróżniejsze początki - ten powstał na podwórku łódzkiej czynszówki, w miejsce starych składzików i komórek.

Lato w centrum Łodzi kojarzy się z gorącymi wąwozami ulic. Tu skarbem jest chociażby odrobina cienia pod drzewem, zaś skrawek ogródka to prawdziwy luksus.
Wiekowa kamieniczka z czasów łódzkiej prosperity wróciła przed kilkunastu laty w posiadanie rodziny dawnego właściciela, wziętego mistrza budowlanego. Państwo Dariusz i Katarzyna Krukowie, oboje architekci, przywrócili urodę budowli stawianej przez pradziadka – urodę, zdawałoby się, nieodwracalnie utraconą w epoce kwaterunku. Zajęli się też urządzeniem jej otoczenia.
Dawna czynszówka mieści dziś biuro architektoniczne właścicieli oraz mały pensjonat, a kiszkowate podwórko, przez dziesiątki lat zastawione komórkami, gołębnikami i składzikami, zmieniło się w uroczy miejski ogród. Z jego powstaniem związana jest zresztą ciekawa anegdota. Dopiero po wycięciu „drzewa niezgody” – starego orzecha, o który od zawsze kłóciły się dwie rodziny – urządzanie ogrodu poszło jak z płatka. Pomysł aranżacji polegał na tym, by maksymalnie wykorzystać walory miejsca. Pozostawiono więc dwa stare drzewa owocowe, aby było gdzie zawiesić hamak. Odsłonięto piękny, XIX-wieczny bruk, pokrywający większą część podwórza (przez dziesiątki lat był schowany pod warstwą śmieci). Wąskie podwórko zostało podzielone w poprzek wysoką pergolą – tak powstały dwie przenikające się przestrzenie. Ceglany mur w głębi posesji maskują dziś krzewy jaśminowca. Tarasy i krawędzie podwyższonych rabat umocniono tradycyjnymi płytami chodnikowymi. To świetny materiał – nie rzuca się w oczy, dobrze wpasowuje w zieleń, nie konkuruje z brukiem, lecz ładnie z nim kontrastuje. Na rabatach królują ozdobne krzewy i pnącza. Jest nawet ogródek ziołowy z lawendą, szałwią, rozmarynem i szczypiorkiem. Na końcu podwórza ma powstać w przyszłości osobny taras, który będzie miejscem spotkań, a wysoka ślepa ściana sąsiedniej kamienicy zazieleni się pnączami. Przywiezione z działki sosenki właściciele zamierzają formować w stylu japońskim. Radują oczy zielone paprocie w cienistym kącie ogrodu i kaskada winobluszczu, przez którą prześwieca słońce. Przylatują ptaki, które w kolejce czekają na kąpiel w wielkiej misie. Naprawdę można tu zapomnieć o wielkim mieście, które huczy za bramą kamienicy.

Więcej o:
Skomentuj:
Ogród w mieście zamiast składzika
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX