Ogród na leśnej działce wśród sosnowego lasu

tekst: Małgorzata Łączyńska zdjęcia: Roman Sold

Urządzając ogród na leśnej działce musimy być uważnymi partnerami natury - tylko to gwarantuje sukces.

Fot. Roman Sold

Spodobało nam się to miejsce od razu – wspomina Anna Jatczak Wawrzycka. Piasek, brzozy sosny, no i duże leśne działki (5 tys. m). Nasz dom postawiliśmy na polanie, na dwóch trzecich terenu pozostawiając las. Trudno jednak przez cały rok patrzeć tylko na zielone igły. Człowiek potrzebuje trochę światła, przestrzeni, koloru. Pod oknami chciałam mieć prawdziwy ogród.
Od tamtego czasu minęło prawie 15 lat. Tworzenie ogrodu pośród sosnowego lasu, na mazowieckich piaskach, nie było łatwe. Pierwsze lata, jak wspomina właścicielka, były po prostu walką. Pełną niekończących się prób i porażek, kolejnych przymiarek. Zapraszanie do ogrodu różnych roślin często kończyło się katastrofą. Anna przenosiła je wtedy „do szpitala”, na koniec działki, w nadziei, że jednak się pozbierają. Prosiła też o konsultacje kolejne firmy ogrodnicze. Aż w końcu oboje z mężem odkryli, jak układać się z naturą. Podjęli decyzję, by w ogrodzie pozostawić jedynie rośliny, które zaakceptowały to miejsce, a z innymi rozstać się ostatecznie.
Teraz dom z niskimi tarasami, stanowi rodzaj wyspy na tle niewielkiego trawnika. Dookoła tarasów położone są poduchy płożących jałowców urozmaicone plamami pięknych, żółto kwitnących rozchodników kamczackich. Nieco dalej rosną w kępie rozchodniki większe, o różowych kwiatach. Wszystkie kwitnące byliny są grupowane kolorami po to, by zyskać mocniejszy efekt.
Schyłek lata, to w ogrodzie czas hortensji bukietowych, fioletowych wrzosów i czerwonych owoców dzikiej róży. Żurawki, funkie i paprocie udaje się utrzymać w ogrodzie dzięki wieloletniemu poprawianiu struktury gleby i systemowi nawadniającemu, który od kilku sezonów wspomaga ogrodnicze wysiłki właścicieli.
– Nie posadziliśmy żywopłotu z tui i nie celebrujemy trawnika. Proporcje murawy i rabat zmieniały się. Przed laty musiałam pielić przez kilka dni w tygodniu, a mężowi koszenie zajmowało pół godziny. Teraz jest bardziej sprawiedliwie. Trawnika mamy nieco więcej, ale też rośliny, poddane selekcji nie wymagają tak wielu starań – opowiada pani Anna.
Dalej od domu można wędrować piaszczystymi ścieżkami, w miłym półcieniu sosnowego lasu. Ostatnio pani Anna próbuje „oswoić” miskanty chińskie. Te wielkie trawy przetrwały już tutaj dwa sezony. Jeśli będą dobrze podlewane przed zimą, mają szanse na pozostanie w ogrodzie na stałe. Są bardziej wymagające niż yuki, którym mazowiecki piasek chyba przypomina rodzimą pustynię.
Opiekunowie ogrodu nie walczą z naturą, lecz uczą się z nią współpracować. Jedyne, o czym muszą pamiętać to bezwzględne usuwanie siewek leśnych drzew. Inaczej las zagarnie ogród. Widać, że sterują w stronę modnego slow gardening – ogrodu, który pozostaje w równowadze i nie trzeba go wciąż pielęgnować.

Skomentuj:

Ogród na leśnej działce wśród sosnowego lasu