Ogród artysty - rzeźbiony z rzeźbami

Tekst: Liliana Jampolska
21.03.2008 00:00
A A A
Papugi latem znajdują schronienie w wolierze, zimą w specjalnym ogrzewanym pomieszczeniu

Papugi latem znajdują schronienie w wolierze, zimą w specjalnym ogrzewanym pomieszczeniu (Fot. Leszek Jampolski)

Ten ogród jest wynikiem pracy artysty. Tworzywem dla niego był zarówno miękki less, jak i twarde drewno.
Natura hojnie obdarzyła ten ogród - ukształtowaniem terenu, żyzną glebą i starodrzewem. Ale to jego właściciele, Zofia i Tadeusz Kurczynowie, potrafili dostrzec i znakomicie wykorzystać ów potencjał. Dzięki ich tytanicznej pracy "Ogród na rozstajach", jak go obecnie nazywają, jest obiektem zainteresowania nie tylko najbliższych sąsiadów. Licznych gości, którzy tu przyjeżdżają z pobliskiego Buska, ale i z dalszych części Polski zachwycają nie tylko lessowe formy terenu, ale i dzieła pracy rąk pana Tadeusza: utworzone w miękkim podłożu jaskinia, oczka wodne, wodospad oraz rzeźby z drewna przedstawiające ludzkie postaci i sylwetki zwierząt.

Powrót do miejsca dzieciństwa

Wszystko zaczęło się wówczas, kiedy pan Tadeusz odziedziczył w Młodzawach Małych pod Pińczowem gospodarstwo rolne po swoich dziadkach. Choć od dawna mieszkał z dala od rodzinnej Kielecczyzny, doskonale pamiętał stuletni, kryty strzechą dom dziadków oraz typowe wiejskie obejście z oborą, stodołą i chlewem. Jako mały chłopiec często przyjeżdżał tu z pobliskiego Pińczowa na wakacje. Buszował po lessowych wąwozach i wzniesieniach. Pozostały po tym niezatarte wspomnienia.

Kiedy więc okazało się, że jeśli z żoną nie zdecyduje się na przejęcie schedy po dziadkach, gospodarstwo popadnie w ruinę, podjął życiowe wyzwanie. Zdecydował się na przeprowadzkę i całkowitą zmianę dotychczasowego życia. Pracę artysty rzeźbiarza i terapeuty dla nerwowo chorych zamienił na pracę ogrodnika, a obecnie również projektanta ogrodów. Zaaklimatyzowanie się tutaj wymagało jednak sporo wysiłku. Trzeba było najpierw wyremontować stary dom i rozebrać rozpadające się zabudowania gospodarcze, ale przede wszystkim znaleźć nowy sposób zarobkowania, bo na podkieleckiej wsi trudno było wyżyć z samego rzeźbiarstwa. Chwytając się różnych pomysłów - a to hodowli owiec, a to uprawy warzyw i chryzantem, pan Tadeusz rozpoczął jednocześnie tworzenie ogrodu wokół domu. Tak po prostu, dla przyjemności.

Sposób na górę

Zaczął od korekty lessowego wzniesienia, na którym położona była działka. Przez dwa tygodnie pod okiem właściciela pracowała koparka, która rozgarnęła ziemię tak, by ogród można było urządzać na płaskim gruncie, a nie na skarpie. Utworzono trzy tarasy: pierwszy, wokół domu, tylko powiększono, drugi powstał 10,5 m wyżej, a trzeci - 7,5 m ponad drugim.

Prace związane z kształtowaniem lessowego miękkiego gruntu nasunęły właścicielowi niezwykle oryginalny pomysł. Postanowił utworzyć w zboczu jaskinię. Odezwała się w nim pasja rzeźbiarza, musiał jedynie zmienić materiał - drewno na skałę. Przez dwie zimy (tylko wtedy miał na to czas) samodzielnie, łopata po łopacie, drążył skałę. I tak powstała grota o długości 10 m i wysokości 3,5 m. Łukowate sklepienie i ściany zabezpieczył zbrojonym betonem i wykończył kawałkami piaskowca.

Możliwość utworzenia jaskini to pozytywna strona położenia posesji na lessowym podłożu. Ale jest i negatywna. Każdy obfity deszcz wymywa grunt w ogrodzie. Zdarza się tak zarówno tam, gdzie niedawno były prowadzone prace ogrodnicze, jak i tam, gdzie nikt nawet nie dotknął łopatą ziemi. Pan Tadeusz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że taka jest natura lessu. Woda drąży w nim drobne kanały, które po każdym kolejnym deszczu stają się coraz większe, aż w końcu dochodzi do erozji większego fragmentu gruntu. Dlatego gospodarz tam, gdzie może, próbuje ograniczyć ten niekorzystny proces. Przede wszystkim wzmocnił brzegi utworzonych tarasów kamieniami i drewnianą palisadą. Musiał również odpowiednio utwardzić nawierzchnie, w tym szeroką ścieżkę łączącą poszczególne poziomy ogrodu. Wykorzystał do tego lokalny piaskowiec, układając go na wyprofilowanym gruncie tak, by woda spływała do rowków wykopanych wzdłuż traktu. W kilku miejscach zamontował w poprzek ścieżki kratki odwadniające.

Jedenaście oczek wodnych i wodospad

Na tym poziomie, na którym stoi dom, znajduje się główna część ogrodu. I właśnie tam właściciel zbudował dziesięć połączonych ze sobą oczek wodnych. Jedenaste powstało na wyższym tarasie.

Miękki less znacznie ułatwił ręczne wykopanie i wyprofilowanie niecek pod zbiorniki. Wszystkie wykończono folią do oczek, którą na brzegach maskują kamienie. Niecki mają zróżnicowane kształty, głębokość i wielkość. W dwóch największych, o wymiarach około 18×8 m i głębokości do 1,3 m, znakomicie zimują ryby. Pozostałe, mniejsze i płytsze, mają głębokość od 0,5 do 0,8 m i są ostoją dla żab. Oczka wodne obsługuje aż 9 pomp. Jedna z nich tłoczy wodę na kilka metrów, dzięki czemu powstał efektowny wodospad.

- W rodzinnych stronach mieszkałam nad wartkim strumieniem - mówi pani Zofia. - Przyzwyczaiłam się do nieustannego szumu wody i trudno było mi żyć bez niego. Między innymi dlatego mąż utworzył w ogrodzie wodospad.

Choć jest on dziełem właściciela, nie dostrzega się ręki człowieka. Porośnięte mchem skały, na których rozpryskuje się woda, wyglądają, jakby były tu zawsze.

Dla gości, także skrzydlatych

Spacerując po ogrodzie, z pewnością natkniemy się też na ptaki - na otwartych wybiegach będą to pawie, ozdobne kaczki, kury, czarne łabędzie i czarny bocian, w wolierach - papugi i bażanty. W sumie jest około 150 ptaków w 30 gatunkach. Trudno uwierzyć, że na samym początku właściciel marzył tylko o jednym pawiu!

I tak pan Tadeusz swoimi wieloma oryginalnymi pomysłami wywołał poruszenie w okolicy. Mówiono o nim "chłop, a kwiatki sadzi", "groty w skale buduje". To zainteresowanie przyniosło w sumie korzyść gospodarzowi. Bo kiedy pan Tadeusz uczynił z ogrodnictwa swój nowy zawód, miejscowi zaczęli również kupować w jego szkółce rośliny albo prosić o pomoc w zaprojektowaniu ogrodu.

Przybywali więc sąsiedzi, ale też coraz częściej kuracjusze i turyści z dalszych rejonów Polski. Goście pojawiali się tak licznie i o tak różnych porach, że państwo Kurczynowie byli zmuszeni ograniczyć wstęp do tego, bądź co bądź, prywatnego ogrodu. Teraz udostępniają go zwiedzającym, ale tylko w weekendy, od wiosny do jesieni.

Stało się też lokalnym zwyczajem, że każda młoda para przyjeżdża tutaj zrobić sobie zdjęcia. Miejscem, które szczególnie lubią nowożeńcy, jest platforma widokowa na drugim tarasie. Zbudował ją pan Tadeusz przy okazji zabezpieczania lessowej skarpy. Z pewnością nie mógł przewidzieć, że kiedyś zostanie nazwana "platformą nowożeńców" i że na niej młode pary będą się fotografować - na szczęście...



Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX