Pracownia polskich artystów jak galeria vintage

zdjęcia Celestyna Król stylizacja Piotr Płoski tekst Ewa Maciąg

Tylu unikatowych lamp, szafek i krzeseł nie znajdziemy w żadnej galerii w Polsce. W stuletniej kamienicy przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie pracuje kilku młodych architektów i artystów. Jedyne takie biuro w mieście.

1 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
2 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
3 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
4 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
5 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
6 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
7 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
8 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
9 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
10 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
11 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
12 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
13 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
14 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
15 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
16 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
17 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
18 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król
19 z 19wnętrza, vintage
Fot. Celestyna Król

Przyjaciel, partner w fajnych projektach i sąsiad - tak Gildasa Boursina przedstawia Piotr Płoski. To oni są spiritus movens tej pracowni. Obaj rocznik '77. Pierwszy jest architektem, prezesem zarządu Nieporęcka (nazwa od kamienicy na ul. Nieporęckiej na warszawskiej Pradze, którą odrestaurowali, a potem wpisali w mapę kulturalną i towarzyską stolicy). Drugi - właścicielem galerii vintage i studia projektowego smallna, z dyplomem Szkoły Głównej Handlowej, z powołania artystą projektantem, a może trochę i społecznikiem. - Gildas zajmuje się dużą skalą, architekturą na poziomie, ja klimatem, wnętrzami i detalami. Łączymy na zasadzie synergii nasze umiejętności, korzystamy ze swoich doświadczeń, pracujemy na wspólne referencje - mówi Piotr.

Obaj podejmują się wyzwania wykraczającego poza architektoniczne projekty. Do kamienicy na Nowogrodzkiej 4 Gildas trafił w ubiegłym roku. Miejsce go zachwyciło, podobnie jak Piotra. Dom przetrwał wojnę i PRL. - Smutne, ale najbardziej ucierpiał w ostatnich latach, gdy powoli zmieniał się w squat - opowiada Piotr. Właśnie skończyli wywózkę śmieci i gruzu z całego budynku - było tego kilkanaście kontenerów. Udało się ocalić m.in. wiekowe lustro i odrapane drewniane drzwi, które dziś pracują jako blat pod umywalką w łazience. Architekt odświeżył stuletnie drewniane podłogi. Gdzieniegdzie spod zerwanego parkietu wyglądają starannie przybite, spłowiałe dębowe deski z początku XX wieku. Na ścianach fragmenty tapet, stylowe stiuki z postrzępioną farbą.

Projekt kamienicy przypisywany jest Leonowi Wolskiemu, znanemu warszawskiemu architektowi moderniście. Fasada zachowała ślady świetności - wciąż można dostrzec neoklasycystyczne detale. - Wybudował ją dla siebie w 1914 roku Rudolf Wilczyński, przedsiębiorca, który zadbał o to, by dom powstał z najlepszych materiałów i zgodnie z najsurowszymi wymogami sztuki budowania - opowiada Gildas. Pewnie dlatego kamienica wciąż jest w niezłym stanie. Architekt podkreśla, że stropy zostały wykonane według nowatorskiej na owe czasy metody, ze stropem kleinowskim i stalowymi, a nie drewnianymi legarami. To dziś bardzo ułatwia renowację. Francuscy inwestorzy kupili dom kilka miesięcy temu. - Pracujemy inaczej niż klasyczni developerzy i projektanci. - Od razu się wprowadzamy, adaptujemy część przestrzeni, tworzymy tu nowe życie, eksperymentujemy z różnymi pomysłami. Sprawdzamy, jaką atmosferę można w budynku wykreować - dodaje Boursin.

Zachowają oczywiście historyczny charakter kamienicy. To priorytet. - Ocalimy stuletnie marmury i stolarkę, na parterze stworzymy też wnętrza o komercyjnym, ale i prestiżowym charakterze - deklarują. - Potem przyjdzie czas na „dopasowanie” otoczenia, ulicy do odrestaurowanej kamienicy. Lubimy street art i interwencje miejskie - mówią.

Podobnie jak zrobili to na Nieporęckiej na Pradze. Tam odnowili 80-letnią kamienicę, zachowując jej klimat. Wymienili instalacje, wyremontowali dach i strych, zamontowali przeszkloną windę. Mieszkają w niej, pracują, bawią się, tworzą nowe projekty. Dbają o podwórko i relacje z „miejscowymi”. - Najpierw była rewitalizacja budynku, potem pracowaliśmy nad tym, by dookoła się zazieleniło, powstał plac do gry w bule i sklepik z regionalną żywnością. Planujemy rozwój całej ulicy w sąsiedztwie zabytkowej fabryki wódek Koneser - opowiada Piotr.

O Nowogrodzkiej myślą podobnie. Zaczęli od stworzenia pracowni na drugim piętrze kamienicy. - To 165 m2 przestrzeni. Jest w niej miejsce na pracę architektów, konferencje z inwestorami, wspólną kawę, a nawet imprezę. - Bawimy się przestrzenią, żonglujemy rasowymi obiektami, staramy się, by była multifunkcjonalna i interdyscyplinarna. Zderzamy pomysły z różnych dziedzin - opowiadają.

W pracowni, przy dużym stole z palonej, lakierowanej sklejki stoi kolekcja nietuzinkowych krzeseł, z których większość liczy kilkadziesiąt lat. Wśród wyszukanego wintydżu, amerykańskiego industrialu lat 40., niemieckiego bauhausu, francuskiego midcentury modern świetnie odnajdują się dwa projekty Oskara Zięty, w nowatorskiej technologii XXI wieku. Miejsce wypełnione jest ikonami designu i poszukiwanymi obiektami mniej popularnych projektantów. Upolowane na francuskim pchlim targu, w londyńskiej galerii, szwajcarskich vintage shopach, na amerykańskich   aukcjach, zapleczach pracowni dawnych rzemieślników, aukcjach staroci, czasem polskich skupach złomu. - Bliski jest mi industrialny klimat lat 30. i 40., kiedy wzornictwo przemysłowe miało artdecowski detal, eleganckie i surowe wykończenie, ze sznytem ręcznej roboty, jaki mają antyki - tłumaczy Piotr. - Elementy industrialne można okiełznać, zmiękczając je światłem, szlachetną tapicerką czy plastycznymi zabiegami, zestawiając je z najróżniejszymi wzorami ze wszystkich dekad XX wieku. Wtedy da się z nim żyć, mimo że są surowe. Lubię ich patynę - opowiada.

wnętrza, vintageFot. Celestyna Król

We wnętrzu musi się też znaleźć sztuka, stąd w pracowni dzieła artystów, obiekty konceptualne, smaczki z paryskiego targu staroci Les Puces, czy wykreowane przez Piotra rzeźby, czasem instalacje z elementów zdobytych od kolekcjonerów, czasem sprowadzone z dobrych galerii. Zdumiewająca jest na przykład lampa wy- konana ze sferycznych nadajników radiolokacyjnych pochodzących z francuskiego lotniska. Zmontowana według projektu Piotra przez zaprzyjaźnionych majsterkowiczów. Jeden z nich, Adam Kacprzyk, jest tak naprawdę świetnym kierowcą rajdowym, sam złożył Lancię Delta Integrale, na której teraz wygrywa zawody. Razem wykonamy wszystko, o czym zamarzę - opowiada Płoski. Wcześniej Adam pomógł mu wykonać projekt „Risky Trailer - wehikuł o sentymentalnym charakterze i futurystycznym kształcie, przypominający przyczepę kempingową Niewiadów n126 z lat 70., zbudowany ze stalowych rurek niczym rzeźba.

Piotr może godzinami opowiadać o przedmiotach, które udało mu się zdobyć, odrestaurować, skonstruować z części, wymyślić. Najbardziej interesuje go odkrywanie zaniedbanych obiektów, nadawanie im drugiego życia, umieszczanie w nowym otoczeniu, zaskakującym kontekście i nieoczywistym towarzystwie. - Kocham rzeczy z charakterem. Jeśli coś przetrwało próbę czasu, kryje się za tym zwykle ciekawa historia - mówi. Ma duży szacunek dla pracy dawnych mistrzów, designerów, rzemieślników. Potrafi docenić detale: zaokrąglenia fornirowanej szafki z lat 60.,  świetnie wyprofilowane oparcie krzesła z lat 40., unikatowe zdobienie podstawy lampy medycznej z połowy ubiegłego wieku. - Takie przedmioty podbijają klimat tej kamienicy i bardzo do niej pasują. Kolekcjonowane od lat meble powstały w różnych dekadach zeszłego stulecia, niektóre mają prawie sto lat, są najstarszym vintage z czasów, gdy Nowogrodzka 4 była w rozkwicie - dodaje Piotr.

Mogliby szybko odrestaurować te wnętrza, wykorzystując nowe materiały. Ale nawet nie przeszło im to przez myśl. - Nie chcemy nowiutkich marmurów, stylizowanych drzwi, okien udających drewno. Naprawimy ręcznie te, które są. Będzie nas to kosztowało więcej, zabierze dużo czasu, ale wierzymy, że warto - deklarują. - Potem zadbamy o program dla kamienicy, będzie kulturalnie i tematycznie (znajdzie się witryna z dobrymi winami, restauracja z galerią, drink bar, twórcze patio, miejsce integrujące zarówno mieszkańców, jak i ich gości). Wszyscy, którzy tu pracują, zostawiają po sobie ślad i tak buduje się tożsamość budynku - pointuje Gildas w nienagannej polszczyźnie. Efekt ich pracy nazywany No4.fr sprawdzimy za trzy lata.

Kim oni są?

Gildas Boursin, francuski architekt, prezes zarządu Nieporęcka. Piotr Płoski, designer i artysta, który prowadzi m.in. galerię obiektów vintage smallna. Ma w dorobku aranżację kilku designerskich miejsc w Warszawie (Stalowa Boutique, Risky Shop) i za granicą (studio w baptystycznym kościele w Londynie, barka z klubem jazzowym w Paryżu).  Jego projekt Risky Trailer (świetlna, mobilna rzeźba, a ednocześnie wędrowny sklep z ubraniami) został nagrodzony w konkursie A'Design Award w kategorii Multidisciplinary and Interdisciplinary Design. Wspólnie realizują wiele projektów architektonicznych w Polsce, ale też we Francji, w Wielkiej Brytanii i USA.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA MIESZKANIA>>

 

Skomentuj:

Pracownia polskich artystów jak galeria vintage