Rok 2013. Mieszkanie jak szklana pułapka

Tekst: Joanna Olech

Pacjentka - biała kobieta, lat 40, wzrost średni, oczy niebieskie. Przywieziona z objawami histerii, pobudzona, agresywna, skurcze mięśni twarzy. Objawy wystąpiły po awarii elektronicznych urządzeń domowych

Misiu! Przeprowadzka przebiegła bezstresowo. 'Węgiełek' spisał się na medal. Nie mogę oswoić się z wirtualnym recepcjonistą, chociaż ma ładny głos i rozpoznaje mnie bezbłędnie na podstawie skanu tęczówki. Marcysia nadal się buntuje, choć do znudzenia powtarzam jej, że to wygodniejsze od kluczy i zamków. Na jego: 'Dzień dobry, Marcysiu', odpowiada: 'Witaj, Dupku!'. Co z tego, że to komputer? Głupio mi tego słuchać.

Dzisiaj instalują lodówkę - czytam instrukcję i nic nie rozumiem. Robi listę zakupów, zamawia produkty za pośrednictwem internetu - tyle zdołałam pojąć. Liczy kalorie, podsuwa przepisy kulinarne - zgoda.

Ale co się kryje za 'monitorowaniem stanu zapasów'? I jak ją nauczyć, że nie jadamy orzechów ani rukoli?

Kochany! Plucha, ciśnienie spada, jeśli wierzyć komunikatom, które wyświetla łazienkowe lustro. Mamy je od wtorku - działa na sensory i podaje jeszcze skrót wiadomości, kursy walut, serwis giełdowy. Szczerze mówiąc, pogoda niewiele mnie obchodzi - na spacery nie mam czasu, a w oknach uruchomili nam permanentną projekcję. Do wyboru była tropikalna puszcza, panorama Alp, widok Manhattanu i plaża na Dominikanie. Wybrałam plażę. Nie mamy żaluzji - klikasz na 'zachód słońca' i robi się ciemno.

Nasza córka przeszła na dietę marchewkową, bo sensor w podłodze łazienki wyświetlił jej dwukilogramową nadwagę. Nie pytaj, ile nadwagi zarejestrował u mnie. Nie umiem wyłączyć tej funkcji i szlag mnie trafia, ilekroć staję przed lustrem, a ten cholerny elektroniczny dietetyk wyświetla alarm otyłości. Na dodatek lodówka nie przyjmuje do wiadomości, że Marcysia wybrała marchew, i rośnie zapas produktów, których nie ma komu jeść. A ja nie potrafię zmienić jej zaprogramowania.

Wczoraj mieliśmy tu piekło - elektroniczny recepcjonista nie wpuścił do domu G., zawiódł system skanowania tęczówki i rozpoznawania głosu. Może dlatego, że G. był na bani. No więc G. wdrapał się po pergoli, utknął na tarasie Biedrzeńców i uruchomił automatycznego cerbera. Brygada ochroniarzy skuła go kajdankami, nie wierząc jego zapewnieniom, że jest wysokim urzędnikiem ministerialnym.

Kochany, musisz podjąć kilka decyzji - nadeszło mailem zapytanie, czy chcemy uczestniczyć w programie instalowania chipów pod skórą - to przydatne do kontaktów z bankiem i identyfikacji ubezpieczonych. Jeśli zarejestrujemy się do końca miesiąca, dostaniemy bonus - sygnalizator tętna i czujnik stresu. Ja wyraziłam zgodę, a ty musisz wysłać deklarację. Powinieneś też przedłużyć prenumeratę twojej prasy. Ja zaabonowałam 'Tygodnik' w wersji papierowej i jestem jedyną osobą w naszym domu, która nie chce elektronicznej gazety. Przez pomyłkę serwer domowy przesłał prenumeratę Roszponka na nasz telebim - zdziwiłbyś się, widząc, co czyta nasz nobliwy sąsiad. Aha! Administrator zbeształ nas mailem za uruchamianie centralnego odkurzacza po godzinie 22 - ta wredna maszyna rejestruje wszystko!

Najdroższy! Nie dzwoń na wideotelefon, użądliła mnie pszczoła, wyglądam jak potwór i uruchamiam czujnik stresu, który od wczoraj nosimy pod skórą. Ilekroć zbliżam się do czytnika, włącza się alarm i urządzenie zaleca mi ćwiczenia jogi. Dzwoniłam do serwisu z prośbą o wyłączenie sygnału dźwiękowego - będą we wtorek. Do tego czasu oszaleję, bo Marcysia wzbudza alarm za każdym razem, kiedy przechodzi przez salon - to chyba wiek dojrzewania. Jeśli wierzyć chipom, nasza córka jest na skraju załamania nerwowego. Ustawiła nagłośnienie domu tak, że jej ulubiona muzyka włącza się w każdym pomieszczeniu, do którego wchodzi. No i ten wszechobecny zapach jaśminu! Udusiłabym tego, kto wymyślił to 'dobrodziejstwo'! Tylko wideopodgląd nie budzi moich obiekcji, a to za sprawą wizyty Haliny. Znasz jej 'lustracyjny' temperament. Kiedy parzyłam kawę w kuchni, nieświadoma podglądu sprawdziła, czy w salonie kurze starte, kwiatki podlane, i użyła moich perfum. Marcysię wkurza ten wynalazek i wyłącza go, kiedy przychodzi Karol. A cóż oni mają za sekrety? I tak ciągle oglądają telewizję na telebimie - zwykle czarno-białe filmy albo stare kreskówki 'South Park'. Karol przynosi swojego psa, który jest wredny i hałaśliwy. Podobno ma nawet opcję sikania - uwierzysz?

    Więcej o:

Skomentuj:

Rok 2013. Mieszkanie jak szklana pułapka