Ogród Olgi Bończyk

Tekst Aldona Zakrzewska Zdjęcia Tomasz Szmit

Oto nasz przepis na 'Dzień Dobry': pogłaskać wejgelę, musnąć miętę i zanurzyć się w chmurze kwiatowych zapachów' - uśmiecha się Olga Bończyk, bohaterka 'Na dobre i na złe'.

Fot. Tomasz Szmit
W domu z niewielkim (około 1000 m2) ogródkiem na Białołęce Olga Bończyk mieszka od dwóch lat i wciąż nie może się nadziwić, że to właśnie ona siedzi na tarasie w gąszczu kwiatów i ziół. To pierwszy ogród w życiu aktorki, nie licząc skrzynek balkonowych w poprzednich mieszkaniach.

Żyją tu w czwórkę: Olga, jej mąż Tomek (dziennikarz radiowy) oraz Lucek i Diabeł. Dwa ostatnie osobniki są czarne i kudłate. Lucek to kot przybłęda, a Diabeł jest psem starej pasterskiej rasy bouvier. Zwierzaki uwielbiają wygrzewać się w trawie (w przeciwieństwie do gospodarzy mają na to czas) i pilnować, żeby nikt nie zakłócał spokoju stada.

Olga jest zodiakalnym Koziorożcem, stara się robić wszystko jak najlepiej: na scenie, na planie filmowym, w domu, w ogrodzie. Ma naturę stylistki. Lubi upiększać, aranżować, majsterkować. Nie wzywa na pomoc fachowców, swoje pomysły realizuje sama. I świetnie jej to wychodzi. Żeby się o tym przekonać, wystarczy przestąpić próg domu. Ściany własnoręcznie pomalowane metodą przecierkową, w oknie - samodzielnie uszyte zasłony. Gdyby nie była aktorką, prawdopodobnie projektowałaby wnętrza. Jest przekonana, że w ładnym otoczeniu ludzie stają się lepsi. Dom i ogród to azyl, do którego wraca po pracy z jednym tylko marzeniem: odpocząć! Najchętniej na dużym, wygodnym tarasie, wokół którego posadzono morze roślin, dzięki czemu zamienił się w wyspę otuloną chmurą aromatów, które przez otwarte okna wnikają do salonu...

Najpiękniejsze są wieczory

Kiedy Olga nie musi gnać na próbę, przesłuchanie czy wywiad, uwielbia pitrasić, gościć przyjaciół, słuchać jazzu albo po prostu wyciszyć się przed snem. "Zawsze przyjemniej liczyć nietoperze niż barany - śmieje się. - Zamiast bujać się jak glon na bankietach, wolę patrzeć, jak wiatr porusza liśćmi sumaka octowca".

Olga świetnie gotuje (jej popisem kulinarnym jest polędwica w sosie berneńskim) i często zaprasza gości na kolacje. Najbardziej lubi pachnącą ziołami kuchnię włoską. Nic dziwnego, że one właśnie dominują na skarpie przy tarasie: bazylia, tymianek, lubczyk, mięta. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę, żeby zrywać listki prosto z krzaczka. Goście zawsze siadają za stołem. Latem - na tarasie, w chłodne dni - w salonie oddzielonym od ogrodu ogromną, szklaną taflą. Dzięki temu - jak to piszą w poradnikach - wnętrza domu i ogrodu wzajemnie się przenikają. A jeżeli ktoś chce potańczyć na trawie? Proszę bardzo, przecież większą część ogrodu zajmuje trawnik.

Olga zawsze marzyła o spacerach boso po trawie, kiedy tylko przyjdzie jej na to ochota. Dzisiaj może to robić codziennie. A kiedy ma chandrę albo po prostu gorszy nastrój, zaszywa się w bardziej dzikiej części ogrodu w wygodnym hamaku zawieszonym w cieniu starego dębu, a Lucek i Diabeł ją pocieszają.

Dotyk kobiecej dłoni

Kiedy Olga wprowadziła się do Tomka, dom i ogród prowadzone męską ręką wyglądały nieco surowo. Postanowiła to zmienić. Zaczęła od wnętrza. Wprowadziła ciepłe, słoneczne kolory. Teraz chce "pomalować" ogród, sadząc więcej kwiatów. Olga żyje intensywnie, w pośpiechu, często w stresie, ale barwnie. Nie lubi monotonii. Chciałaby, żeby jej ogród również stale się zmieniał. Gdyby tylko miała więcej czasu! Wyodrębniłaby wówczas w ogrodzie fragment "malowany" co roku na inny kolor. Na razie może o tym tylko pomarzyć, a na skarpie rosną obok siebie w całkowitej zgodzie nietypowe pary: ostrokrzew i mięta, nachyłek i tymianek, jałowiec i bazylia. I na tym polega urok tego ogrodu. Olga i Tomek stale coś zmieniają, dosadzają, żeby było ładniej, ale bez nadmiernej troski. Uważają, że rośliny to nie ściany i meble - żyją własnym życiem i nie należy im w tym przeszkadzać. Może dzięki temu drzewa, krzewy i kwiaty czują się tutaj jak u siebie w domu i błyskawicznie rosną? Dwa lata temu ledwo wystawały ponad ziemię, a teraz? Proszę popatrzeć!

Pan na ogrodzie

Tomek sam strzyże trawę, podlewa rośliny, układa nawierzchnie z drewnianego bruku. Nawet nie chce słyszeć o ogrodniku! Marzy mu się budowa kolejnego domu i nowy ogród, żeby od początku wspólnie je urządzać i móc o nich powiedzieć "nasze". Olga nie odczuwa takiej potrzeby, tutaj czuje się świetnie, a przeprowadzek nie lubi. Może zrobiłaby wyjątek, żeby zamieszkać w Toskanii? Na razie jeżdżą tam tylko na wakacje, a w ciepłe warszawskie wieczory siedzą na tarasie, sączą napój z mięty i limonki i rozmyślają o niebieskich migdałach. Bo w tym ogrodzie nie chce się myśleć o kłopotach i o pracy - na tym polega jego urok.



Skomentuj:

Ogród Olgi Bończyk