BUDOWA i REMONT

Podwarszawski dom z Krakowa

tekst Andrzej Markowski zdjęcia Hanna Długosz, red, Agnieszka Cal-Hubska
10.01.2011 , aktualizacja: 07.01.2011 15:46
A A A Drukuj
Właścicielom tego domu tak bardzo zależało na jakości, że nie tylko ściągnęli do jego zaprojektowania znanych architektów z Krakowa, ale i postanowili zmniejszyć o połowę wielkość siedziby.


Zanim powstał prezentowany dom, jego właściciele mieli okazję mieszkać w wielu innych. Teraz, kiedy dzieci urosły i poszły na swoje, postanowili wznieść nowy dom wyłącznie dla siebie.

Telefon do Krakowa

Jako ludzie dojrzali dobrze znali swoje potrzeby, estetyczne preferencje i gusty. Dlatego do nowej życiowej przygody - a tak traktowali budowę domu - przygotowywali się bardzo starannie.

Zaczęli od decyzji co do charakteru działki. Miała być położona na uboczu - tak żeby pozwalała uniknąć wszelkich trudności codziennego przebywania w wielkiej aglomeracji, ale równocześnie na tyle w jej pobliżu, by zachowanie stałego kontaktu z miejskim życiem nie stanowiło dla właścicieli posesji większego kłopotu. Udało się znaleźć dużą, zalesioną działkę na obrzeżach stolicy.

Z podobną starannością, a równocześnie z rozeznaniem w środowisku projektantów, dokonano wyboru architektonicznej pracowni.

- Któregoś dnia odebrałem telefon - opowiada architekt Krzysztof Ingarden. - Okazało się, że pewne małżeństwo z Warszawy spędza niektóre weekendy w Krakowie i w trakcie jednego z takich wypadów chciałoby się spotkać ze mną w sprawie projektu nowego domu. Inwestorzy powiedzieli, że znają nasze projekty z publikacji oraz z internetu i poprosili mnie o rozmowę.

- Spotkaliśmy się w moim biurze - kontynuuje architekt. - Obejrzałem zdjęcie bardzo ładnej działki na skraju lasu. Od razu rozmawialiśmy o działce, programie przyszłego domu, preferencjach estetycznych inwestorów, sposobie traktowania przyrody, ale także o muzyce... Była to bardzo ciekawa rozmowa, która mi pomogła w zdefiniowaniu architektonicznej propozycji.

Stopniowo coraz mniejszy

Inwestorzy od początku przykładali dużą uwagę do jakości wykończenia i wszystkich detali. Byli zdecydowani ograniczyć powierzchnię domu na tyle, by starczyło pieniędzy na wysokiej klasy wykończenie budynku. Dlatego w trakcie prac nad projektem kilkakrotnie zmieniano koncepcję budynku - głównie ze względu na konieczność zmniejszenia jego skali, wynikającą z ograniczenia możliwości finansowych inwestorów. Początkowo dom miał mieć 400 m2. Skończyło się na 200. Kiedy dziś patrzymy na efekt tych redukcji, wydaje się, że finansowe ograniczenia tylko przydały domowi elegancji. Ponadto w czasie rozmów na temat funkcjonalności domu okazało się, że planowany początkowo duży budynek nie jest w żaden sposób potrzebny mającym zamieszkać w nim dwóm osobom.

W rezultacie ewoluowania koncepcji projektu powstał obiekt na planie litery L. Zbudowano go tak, żeby nie zakłócić piękna otaczającego krajobrazu, a wręcz uczynić go częścią architektonicznego założenia i harmonijnie powiązać z zewnętrzną formą oraz wnętrzem.

Uroda tego domu polega na maksymalnej prostocie architektonicznej bryły. Umiejętne zestawienie prostokątnych form i ich doskonałe proporcje ukazują, jaką wartość estetyczną może nieść w sobie współczesne budownictwo jednorodzinne.

Utrzymany w programowo oszczędnej stylistyce dom zaprojektowano z wielką dbałością o każdy architektoniczny detal. Stąd m.in. zróżnicowana forma otworów okiennych związana z funkcją poszczególnych pomieszczeń. Okna te tworzą ponadto wyrazisty element dekoracyjny. Pionowe i poziome otwory upodabniają niektóre partie elewacji do rzeźbiarskich reliefów.

Liczne przeszklenia zajmujące znaczną przestrzeń elewacji budynku sprawiają, że jego bryła prześwietlona dziennym światłem zyskuje na lekkości, a jednocześnie pozwala zatrzeć granicę między wnętrzem domu a otaczającą go przyrodą.

Zgoda buduje...

Tak ukształtowana forma budynku musiała znaleźć stosowny ekwiwalent w zaprojektowaniu i wyposażeniu jego wnętrza. Zadania tego podjęła się młoda projektantka Ola Wołczyk, zarekomendowana inwestorom przez zespół architektów. Jak sama twierdzi, od początku panowała między wszystkimi partnerami zbieżność poglądów.

- Kiedy zobaczyłam to wnętrze, nie miałam ochoty na żadne zmiany - mówi. - Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Dużo dyskutowaliśmy o projekcie, konsultowałam z architektem wszystkie próbki i materiały.

Podobnie ocenia współpracę z projektantką Krzysztof Ingarden.

- Z Olą Wołczyk rozumieliśmy się bardzo dobrze - przyznaje. - Podobała jej się oszczędna i finezyjna architektura budynku, starała się dostosować swoje propozycje do stylistyki obiektu, z czym nie miała kłopotu. Wszystkie jej pomysły były przeze mnie akceptowane, a rozmawialiśmy o najdrobniejszych detalach.

Projektantka uznała, że wnętrze domu powinno być równie proste co architektoniczne założenie bryły. Nie na pokaz, minimalistyczne, niekoniecznie drogie, ale też nie na siłę tanie. Jego funkcje ściśle określał projekt architektoniczny. Te założenia były także zgodne z wyobrażeniami właścicieli.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Materiały budowlane

Znajdź produkty z oferty producentów materiałów budowlanych

Porady ekspertów

Szukasz porady? Zadaj pytanie ekspertowi. Zobacz o co pytają inni

Domiporta.pl poleca

Neogotycka willa z początku XX w. po renowacji, z basenem i kortem tenisowym

PRZED DECYZJĄ
BUDOWA i REMONT
INSTALACJE
WNĘTRZA
WYKOŃCZENIE
KONTAKT Z REDAKCJĄ
  • ul. Czerska 8/10
  • 00-732 Warszawa
  • ladnydom@agora.pl