Oferta: strach

Tekst: Lidia Pańków, Małgorzata Wesołowska. Współpraca: Anna Wojczyńska, Vis a Vis

Strach jest wszędzie. Doprawia luksus, uszlachetnia kicz, pozwala zarobić. Wynik nudy czy odpowiedź na narastające poczucie zagrożenia?

Czy zaprojektował/zaprojektowałabyś broń?' - takie pytanie słyszą studenci wzornictwa przemysłowego na wykładach z etyki designu. Dylemat rozwiązał ostatnio Philippe Starck. Jego lampy z 'Gun Collection' z pozłacanego aluminium pojawiły się w wersjach kałasznikowa, karabinu M-16 i pistoletu Beretta. 'Broń to nasza nowa ikona' - twierdzi Starck. Lampy produkowane przez włoską firmę Flos kosztują od 1400 do 3900 dol. Trudno więc je traktować jako pacyfistyczny manifest. Są artykułem luksusowym, który pokazuje, że odrażające narzędzie da się przerobić na estetyczny obiekt pożądania. Obsesję broni w bardziej zdecydowany sposób komentuje Sonia Marques - jej świeczka pistolet topnieje na znak protestu przeciwko wojnie.

Nocleg w więzieniu

W austriackim miasteczku Ottensheim pod Linzem zaaranżowano hotel w rurach kanalizacyjnych. Nie ma zagrożenia, że w czasie snu zaczniemy się toczyć, każda z rur (dwa metry średnicy) waży dziewięć ton! W środku: niskie łóżko, nocna lampa i kwieciste malowidło na przeciwległej do wejścia ścianie. Naturalnym uzupełnieniem wyposażenia mógłby być kuloodporny śpiwór zaprojektowany przez Joosta Grootensa dla holenderskiego Droogdesign czy kuloodporna kołdra Tobiasa Wonga. 'Żyjemy w czasach nieustannego terroru. Bez przerwy słychać alarmy' - tłumaczy swój pomysł mieszkający w Nowym Jorku Wong. W naddunajskim parku, w którym działa Dasparkhotel, nie ma recepcji ani dozorcy. Rezerwacji dokonuje się w sieci, także przez internet goście dostają kod do drzwi. Płacą gotówką. Tyle, ile uznają za stosowne. Ale po trzech dniach muszą się wynieść. Nie ma więc zagrożenia, że osiedlą się tu lumpy. Andreas Strauss, artysta i pomysłodawca Dasparkhotel, zapewnia, że rury są optymalną noclegownią dla podróżnych w miejskim środowisku - izolują od hałasu, dają poczucie bezpieczeństwa. W planach jest już budowa większego ośrodka hotelowego z 50-60 rur.

Coraz częstsze adaptacje dawnych więzień i aresztów na hotele i pensjonaty mają charakter czysto komercyjny. Bywa, że tożsamość takich budynków jest ukrywana. Ci właściciele hoteli, którzy zdecydowali się ją ujawnić, powiększyli zyski. Pod hasłem 'najpiękniejszego więzienia na świecie' przyciąga swoich gości Four Seasons w Turcji (zakład karny Sultanahmet wybudowano na początku XX w.). Hotel prosperuje już 11. rok. Gości nie zrażają ani ceny - od 390 do 3500 dol. za noc - ani brak zasięgu telefonów komórkowych w betonowych murach. Z półrocznym wyprzedzeniem trzeba rezerwować miejsce w dawnym więzieniu Malmaison w Oksfordzie.

Spacerniak bostońskiego więzienia z XIX w. zamienił się tego lata w salę balową o powierzchni 280 m kw. Do więzienia dobudowano nowoczesny wieżowiec za ponad 100 mln dol. - inwestycja nie budzi wątpliwości, bo więzienie paradoksalnie usytuowano w jednej z najpiękniejszych dzielnic Bostonu, nad rzeką Charles. O historii tego miejsca i jego słynnych 'gościach' opowie wystawa w głównym hotelowo-więziennym korytarzu. Design i architektura przestały mieć charakter wyłącznie użytkowy. Noc w murach dawnego więzienia pobudza wyobraźnię, ale w sposób dość staroświecki. Może spełnić dziecięce marzenie zagrania w filmie przygodowym.

Mediolański hotel Straf autorstwa architekta i projektanta mody Vincenza De Cotiisa w części wygląda jak porzucona budowa - klatki schodowe straszą surowym betonem, w niektórych pokojach pozostawiono rusztowanie. Z zewnątrz wszystko w jak najlepszym porządku, XIX-wieczna fasada typowej kamienicy nie jest ruiną. Straf (od 275 do 616 euro za noc) to sypialnia dla znudzonych klientów butików Prady i Diora sąsiadujących z hotelem.

- Przykre doznania projektuje się także od podstaw - mówi Grzegorz Piątek, redaktor miesięcznika 'Architektura. Murator'. - Popularność dekonstrukcji w architekturze wynika z tego samego co popularność dekonstrukcji w literaturze - ze zwątpienia w stałość i wielką narrację. Rządzi subiektywizm, nieraz przypadek, potrzeba ekstrawagancji i zadziwiania. Podręcznikowy przykład to Muzeum Guggenheima w Bilbao Franka Gehry'ego.

- Nie projektuję miłych budynków - zastrzega Zaha Hadid, brytyjska architektka dekonstruktywistka - bo ich nie lubię. Chcę, żeby architektura miała surową, witalną, ziemską jakość.

Inny dekonstruktywista Daniel Libeskind w otwartym w 1999 r. Muzeum Żydowskim w Berlinie zrezygnował z pionów i poziomów. Traumę Holocaustu, bolesną pustkę po niemieckich Żydach wyrażają niedogrzane i nieoświetlone przestrzenie, korytarze i schody donikąd. Wszystko to ma sprawić, by szczęśliwy i syty turysta chociaż na chwilę stracił poczucie bezpieczeństwa.

Designerzy chcą komentować historię i politykę (choć Libeskind straszy nie tylko tam, gdzie chodzi o upamiętnianie tragedii; to jego znak firmowy, autorska maniera). Tragedię 11 września upamiętnił w mikroskali Tobias Wong, ten od kuloodpornej kołdry. W pudełku zapałek, które zaprojektował dla Florent Restaurant na Manhattanie, są tylko dwie zapałki - wieże zburzonego WTC. Serię budynków, które naznaczyły kataklizmy XX w., proponuje w miniaturach Constantin Boym. Kupuje się je jako suweniry.

Dom bez okien

Historia nie interesuje natomiast Davida Adjaye, najgłośniejszego londyńskiego architekta ostatnich lat. Programowo czerpie z tego, co aktualne i namacalne - na przykład brudu i bylejakości miasta. Dlatego fasada Dirty House, domu, który zbudował dla pary znajomych artystów w dzielnicy Shoreditch we wschodnim Londynie, jest właśnie 'dirty' - pokryta czarną, szorstką farbą antygraffiti. Czekoladowa faktura jest na swój sposób apetyczna, ale ciemna, masywna i zwarta konstrukcja budzi niepokój, bo nie spełnia standardowych oczekiwań widza. Podobną konsternację wywołuje Elektra House w Whitechapel, także we wschodnim Londynie. Pozbawiona okien (znajdują się z tyłu, umieszczanie ich z przodu to zdaniem Adjaye anachronizm), komina i pochyłego dachu budowla sprawia, że niektórzy przechodnie zatrzymują się, dotykają murów z drewna pociągniętego żywicą i marszczą się w grymasie obrzydzenia. Smolista i organiczna faktura fascynuje też młodego Holendra Maartena Baasa. Oblewa on benzyną i traktuje palnikiem mieszczańskie komody, które zyskują drugi, przepalony oddech. Wędzone meble są sprzedawane za kilka tysięcy dolarów.

Ostry design

Nic złego się nie stanie, gdy w drożdżówce natkniemy się na gwóźdź, pod warunkiem że znalazł się tam za sprawą szwajcarskiej grupy Fulguro, która wyrabia gwoździe z czekolady. W sklepie ze strasznymi rzeczami świetnie też się czuje szwedzko-brytyjski duet Patrika Fredriksona i Iana Stallarda. Ich dywan 'Lovers' ma kształt plamy krwi (wykonany z żywicy, której ilość równa jest objętości krwi w organizmie dwojga ludzi), a szczotka do podłogi - kształt krzyża. Podobno w ich londyńskiej pracowni wypchany zając służy za poduszkę. Obrońców praw zwierząt z pewnością oburzyłby 'Zegar z kukułką' Michaela Sansa. 'Kukułka jest prawdziwa, ale nie jest prawdziwa, bo jest martwa' - mówi pokrętnie projektant. Tak czy siak, zegar składa się z martwego wypchanego ptaka i wmontowanego w niego elektronicznego wyświetlacza. To jednak nie żart, lecz zdemaskowanie naszej ludzkiej hipokryzji. Bo nikogo nie dziwi skóra na ścianie czy podłodze ani wypchany ptak. Ale już ten sam wypchany ptak w wersji cyfrowej budzi niesmak.

Nazwa dywanu Kariny van Lieshout 'Zabity na drodze lis' nie pozostawia pola dla wyobraźni. 'To gra między obrzydzeniem i przyciąganiem' - wyjaśnia projektantka swój zamysł umieszczenia na wełnianym dywanie imitacji krwi i sierści rozjechanego zwierzęcia. Odrażające motywy mogą po prostu ułożyć się w piękny wzór.

    Więcej o:

Skomentuj:

Oferta: strach