W ogrodzie nad rzeką

Stylizacja i tekst: Alicja Radej Zdjęcia: Dariusz Dostojewski

?Mniej znaczy więcej? - tą maksymą Miesa van der Rohe, niemieckiego architekta okresu modernizmu, kierowała się Kasia z Sebastianem, urządzając swój dom. Projektant z pewnością byłby zadowolony, gdyby mógł zobaczyć stworzone przez nich wnętrza.

Kasia i Sebastian byli parą od szkoły średniej. Nikogo więc nie zdziwiło, gdy już na początku studiów zaczęli kupować meble, choć na miejscu ich przyszłego domu w Cieszynie wciąż stał... garaż rodziców. W czasie jednej z pierwszych wędrówek po sklepach Sebastian odkrył w jakimś kącie dwa przecenione krzesła Wassily zaprojektowane przez Marcela Breuera, mistrza Bauhausu. I taki był początek - forma krzeseł wyznaczyła prosty i surowy styl wnętrz. Nietypowy kształt domu zdeterminowała zaś bryła garażu - lekko spadzisty sufit w kuchni na parterze to właśnie pozostałość po nim. Z tej nietypowości gospodarz uczynił atut i wykorzystał ją, by pod podłogą salonu na piętrze zainstalować grzejniki. Był to doskonały pomysł - w połowie lat 90. ogrzewanie podłogowe nie było jeszcze tak popularne, a wizja salonu z topornymi kaloryferami wywoływała u właścicieli gęsią skórkę. Urządzanie domu (147,7 m kw.) sprawiło Kasi i Sebastianowi wiele radości. Na każdym etapie prac mogli liczyć na pomoc przyjaciela z liceum - architekta wnętrz Marcina Suchego. To on zaprojektował rozkładany jesionowy stół na dwanaście osób. Wspólnie z gospodarzem miesiącami szukał odpowiednio usłojonego jesionowego forniru na kuchenne meble. Kasia lubi też szkło; wykorzystano je w meblach kuchennych, szafach wnękowych i drzwiach wewnętrznych (w nich tafle zabezpieczono folią). Równie interesująco został użyty beton: wykonany

z niego barek zwraca uwagę oryginalną fakturą. Blaty kuchenne są ze stali nierdzewnej. Mimo dużej ilości zimnych materiałów nie odczuwa się tu chłodu. To zasługa mebli z jesionowego drewna, które gospodarze faworyzują. Pierwotnie jesionowe deski pokrywały także podłogi na parterze. Jednak dwa lata temu przepływająca przez ogród rzeczka wylała i wdarła się do domu. Udało się uratować jedynie fronty szafek i krzesła. Wtedy gospodarze uznali, że muszą pomyśleć o innych rozwiązaniach. Dziś zamiast parkietu jest trwały marmurowy konglomerat, pod którym zainstalowano ogrzewanie podłogowe. Kasia i Sebastian są lekarzami. Każdą wolną chwilę starają się spędzać ze swoimi córkami: Kingą, Wiktorią i Polą. Dziewczynki odziedziczyły po rodzicach zamiłowania sportowe. Kinga i Wiktoria mają już na swoim koncie poważne sukcesy na ogólnopolskich zawodach pływackich. Równie swobodnie czują się na narciarskich trasach. Uprawianie sportów to sprawdzona recepta rodziny na udany aktywny wypoczynek. Natomiast dom jest dla nich oazą, w której wszyscy się wyciszają i regenerują siły. Próżno tu szukać rozpraszających uwagę bibelotów, niepotrzebnych sprzętów. Otwarta przestrzeń, oszczędna kolorystyka, rozważnie dobrane materiały wykończeniowe i umiejętnie wykorzystane walory ogrodu - to wszystko sprawia, że nietrudno naładować się tu dobrą energią, która pozwala sprostać kolejnym wyzwaniom.

Skomentuj:

W ogrodzie nad rzeką