Aktinidia, czyli kiwi

Opracowanie Małgorzata Łączyńska na podstawie informacji Szczepana Marczyńskiego

To eleganckie długowieczne pnącze wiosną zdobi ogród białymi kwiatami, a jesienią rodzi aromatyczne owoce o oryginalnym agrestowym smaku. Doskonałe do jedzenia na surowo i na przetwory.

Kiwi z własnego ogrodu. ODMIANY AKTINIDII OSTROLISTNEJ: 'Ananasnaya' (po prawej) to faworytka sadowników; 'Purpurna Sadowa' (dalej z prawej) wyróżnia się kolorem.
Kiwi z własnego ogrodu. ODMIANY AKTINIDII OSTROLISTNEJ: 'Ananasnaya' (po prawej) to faworytka sadowników; 'Purpurna Sadowa' (dalej z prawej) wyróżnia się kolorem.
Fot. archiwum prywatne
Gdy na początku XX w. sprowadzono do Nowej Zelandii aktinidię chińską (Actinidia deliciosa), natychmiast zmieniono jej imię. Odtąd zamiast chiński agrest nazywamy ją kiwi. Owalne, pokryte delikatnym beżowym meszkiem owoce rzeczywiście przypominają trochę sylwetkę słynnego nielota. Chwyt marketingowy ogrodników sprzed stu lat okazał się skuteczny - cały świat pod tą prostą wpadającą w ucho nazwą zna pyszne owoce aktinidii.

Kiwi wędruje na północ

Kiwi zrobiło karierę. Uprawy rozprzestrzeniły się szybko w ciepłych rejonach globu. Na skalę przemysłową uprawia się owoce w Stanach Zjednoczonych, Izraelu i na południu Europy: w Hiszpanii, Grecji, we Francji.

Aktinidia chińska jest rośliną ciepłolubną, więc w polskim klimacie nie można jej sadzić w gruncie, ale z powodzeniem możemy uprawiać inne gatunki, np. aktinidię ostrolistną (Actinidia arguta) i pstrolistną (Actinidia colomicta), które wytrzymują mrozy do -35 st C. Jeśli marzą nam się w ogrodzie rośliny nie tylko piękne, ale i użyteczne, kiwi jest wyborem doskonałym.

Jej wysokość lubi ciepło

Aktinidia pozostawiona w formie swobodnej potrafi się wspinać naprawdę wysoko. Owija się wokół podpór pędami i daje burzę urodziwych liści o pięknym odcieniu świeżej zieleni. By była silna i zdrowa, trzeba jej zapewnić odpowiednie warunki.

Wybierzmy dla naszego kiwi kącik osłonięty przed wiatrem, np. po zachodniej lub południowo-zachodniej stronie domu. Roślina woli taką wystawę niż ostre południowe słońce, nie znosi też zastoisk mrozowych.

Przygotujmy dobrze ziemię. Aktinidia płytko się korzeni i nie lubi późniejszego spulchniania ziemi dookoła. Potrzebuje gleby żyznej, w miarę wilgotnej i dobrze zdrenowanej (nie podmokłej) o miąższości 1-1,5 m. Odczyn powinien być obojętny lub lekko kwaśny (pH 5-6,5). Sadzimy rośliny w dołach zaprawionych kompostem lub rozłożonym obornikiem, na głębokość, na jakiej rosły w szkółce. Najlepiej robić to w połowie maja, gdy minie niebezpieczeństwo przymrozków. A potem nie szczędźmy wody - pnącze potrzebuje jej zwłaszcza w okresie intensywnego wzrostu i podczas upałów. Przez pierwsze trzy, cztery lata po posadzeniu rośliny są wyjątkowo wrażliwe na przesuszenie i przemarznięcie. Trzeba obsypywać je u podstawy korą lub trocinami i starannie zabezpieczać na zimę.

Aktinidia potrzebuje jeszcze porządnego nawożenia preparatami azotowymi. Po raz pierwszy dokarmiamy ją w drugim roku po posadzeniu. Podajemy w sumie 30 g czystego azotu na roślinę w trzech równym dawkach stosowanym kolejno w kwietniu, maju i czerwcu. Nawóz rozsypujemy u podstawy krzewu w odległości 20-80 cm od pnia. Przez kolejne cztery lata dawkę zwiększa się o kolejne 30 g. Pięcioletnie okazy potrzebują już po 150 g azotu w sezonie.

Tylko we dwoje

Aktinidia jest w zasadzie rośliną dwupienną, toteż by doczekać się owoców, trzeba posadzić w ogrodzie dwa okazy - męski i żeński, najlepiej w odległości dwa, trzy metry. Jeśli chcemy posadzić w ogrodzie więcej krzewów, jeden okaz męski wystarczy na 5-8 żeńskich. Trzeba wtedy tak dobrać odmiany, by kwitły w podobnym czasie. Kto ma miejsce na jedną tylko roślinę, powinien wybrać odmianę obupłciową (dwupienną), np. 'Issai', albo zaszczepić na roślinie żeńskiej pęd męski.

Aktinidia ostrolistna kwitnie na przełomie maja i czerwca, pstrolistna tydzień wcześniej. Pyłek przenoszą głównie owady, ale można też spróbować samemu zapylić roślinę. Trzeba zerwać świeżo rozwinięty kwiat męski i pocierać nim o kwiat żeński. Pojedynczym kwiatem męskim można zapylić cztery, pięć żeńskich.

Sekator się przydaje

Aktinidię można pozostawić w formie swobodnej, traktując ją jako pnącze ozdobne i przycinać tylko nadmiernie zagęszczające się okazy. Ale kto chce mieć dużo dorodnych owoców, musi się nauczyć odpowiednio ją ciąć. Pnącze zaczynają owocować w czwartym roku po posadzeniu.

W warunkach amatorskich najłatwiej prowadzić kiwi przy drutach rozpiętych między słupami, na płotach albo przy ścianach. Pierwsze trzy, cztery lata poświęca się na formowanie roślin. Tnie się je w styczniu i lutym przed rozpoczęciem wegetacji, bo inaczej "płaczą". W pierwszym roku wyprowadza się silny przewodnik, przycinając go 3-5 cm powyżej najniższej poziomej podpory. W drugim roku najsilniejsze pędy boczne rozprowadza się na boki i przywiązuje do drutów, a następnej zimy przycina ich wierzchołki tak, by na każdej gałązce pozostało 8-12 pąków. Wiosną wyrosną z nich pędy, które w następnym roku będą owocować. Trzeba je znowu rozprowadzić na boki, a ich wierzchołki przyciąć w sierpniu. Dzięki temu zawiążą liczne pąki kwiatowe.

Po jesiennym zbiorze owoców usuwamy 30-70 proc. owocujących pędów. Wycinamy je oczywiście zimą, zostawiając u ich podstawy rozgałęzienia, z których wyrosną nowe owocujące pędy. W ten sposób zapewniamy dostęp światła i powietrza do wnętrza rośliny, co sprzyja dojrzewaniu owoców.

Bardzo smaczne owoce

Owoce aktinidii ostrolistnej i pstrolistnej o gładkiej cienkiej skórce można jeść bez obierania. To świetny zastrzyk witaminy C (mają jej cztery razy więcej niż cytryny), potasu, cynku i mikroelementów. A jakie są smaczne! Dobre na surowo w sałatkach i galaretkach (nie rozpuszczają żelatyny jak "prawdziwe" kiwi!), a także suszone jak rodzynki. Można je mrozić i marynować robić z nich dżemy, a nawet wino o oryginalnym smaku.

Skomentuj:

Aktinidia, czyli kiwi