Dom bez sąsiadów za każdą ścianą

Tekst: Liliana Jampolska

Człowiek potrzebuje bliskości innych osób, ale nie może też żyć bez chwil ciszy, spokoju i samotności. W takich momentach dom jest niezastąpiony.

Ewa i Tomasz przez sześć lat mieszkali na nowym osiedlu w podwarszawskim Piasecznie. Zajmowali wygodne dwupoziomowe mieszkanie o powierzchni 100 m2, jednak nie byli szczęśliwi. Zabudowa osiedla była bardzo gęsta, co nie pozostało bez wpływu na relacje międzyludzkie i jakość życia mieszkańców. Hałas i tłok wywoływały nieustanne konflikty. Nawet wjazd i wyjazd z osiedla stanowił problem, bo w godzinach szczytu przy bramie tworzyły się korki. Na dłuższą metę takie życie stało się nie do wytrzymania. Dlatego nasi gospodarze postanowili zbudować dom.

Jak najbliżej pracy, szkoły i przedszkola

Znalezienie odpowiedniej parceli nie było sprawą prostą, tym bardziej, że Ewa i Tomasz wysoko zawiesili sobie poprzeczkę. Zależało im na zamieszkaniu w cichym miejscu, najlepiej w pięknym krajobrazie. Chcieli jednocześnie kupić teren o powierzchni nie większej niż 1000 m2 i z dostępem do nowoczesnych mediów. Ale największym utrudnieniem było ograniczenie poszukiwań do okolic Piaseczna - miejscowości, w której dotychczas mieszkali, pracowali, w której znajdowały się szkoła i przedszkole ich dzieci.

Pierwsza działka, na którą trafili, spełniała większość ich oczekiwań: znajdowała się zaledwie 5 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania oraz była położona w ładnym i cichym miejscu. Odrzucili ją jednak ze względu na wielkość (miała ponad 1700 m2) i niedogodny kształt - była wąska i długa, a Ewa i Tomasz marzyli o rozłożystym, parterowym domu. Przez kolejnych kilka miesięcy prowadzili więc dalsze poszukiwania. Niestety, okazały się bezowocne. Wystawione na sprzedaż posesje albo leżały zbyt daleko, albo nie miały dostępu do mediów, albo też były jeszcze większe lub gorzej ustawne od tej pierwszej.

W końcu zrozumieli, że ideału raczej nie znajdą, i zdecydowali się na kupno pierwszej z oglądanych posesji. Oddalona od głównej drogi aż o 300 m zapewniała przyszłym właścicielom ciszę, spokój oraz widok na rozległe pola.

Dziś, ponad rok po przeprowadzce, Ewa i Tomasz zachwycają się tym, że nieopodal ich domu na polu jak dawniej pracują konie, a w zimie pojawiają się bażanty, lisy i sarny. I to wszystko tuż obok tętniącego życiem miasta!

Koniecznych kompromisów ciąg dalszy

Dalsze działania związane z powstawaniem domu łączyły się z kolejnymi zmianami planów. Po pierwsze, ze względu na kształt działki ostatecznie upadła idea zbudowania parterowego domu. Po drugie, Ewa i Tomasz odeszli od zamiaru zamówienia projektu indywidualnego, który okazał się zbyt drogi (miał kosztować 15-20 tys. zł - w porównaniu z 3,5 tys. zł za projekt gotowy). "Jeśli nie parterowy i nie na specjalne zamówienie, to jaki?", zastanawiali się.

- Mieliśmy konkretne oczekiwania, ale staraliśmy się dostosować do realnych warunków i na siłę nie forsować nieopłacalnych rozwiązań - mówi pani Ewa. - Najbardziej zależało nam na jasnych i bardzo przestronnych pomieszczeniach dziennych z dwukondygnacyjnym salonem oraz na tym, by nasze pomieszczenia prywatne znajdowały się na parterze. Bryła domu miała być niska, tradycyjna i przyjazna.

Ewa i Tomasz chcieli, by ich dom miał stylowy wygląd i to "coś", co sprawia, że budynek się podoba. Dlatego choć wnętrza w zaakceptowanym projekcie nie do końca miały wymarzony układ, zdecydowali się bez wahania. Zachwycił ich wygląd budynku. Podobała im się reprezentacyjna, solidna, a zarazem rozłożysta i niska bryła, która nie zdominuje całkowicie działki.

Trochę zmian, by było jeszcze wygodniej

Już w momencie kupna projektu właściciele byli zdecydowani na wprowadzenie zmian w układzie wnętrz. Wszystkie były konsultowane z architektem i konstruktorem. Jedną z bardziej widocznych było stworzenie dodatkowego pomieszczenia nad dwukondygnacyjnym holem wejściowym.

- Tamto rozwiązanie kojarzyło nam się z wnętrzem kościoła - opowiada właścicielka. - Nie podobała nam się wiszącą nad przejściem z holu do salonu kładka łączącą pomieszczenia na górze. Chcieliśmy mieć przestrzeń o bardziej przytulnym, zamkniętym charakterze.

Obniżony do wysokości jednej kondygnacji hol i tak pozostał przestronny. tym bardziej że gospodarze zrezygnowali ze ścian oddzielających go od salonu. Ponieważ w domu nie ma wiatrołapu, przed wchodzącymi otwiera się szeroka perspektywa w kierunku ogrodu. Domownicy zapewniają, że nie brakuje im zamkniętego przedsionka, który zwykle w domach wyłapuje chłodne powietrze wpadające do wnętrz przez drzwi wejściowe.

Zdecydowano się także na adaptację niewykorzystanej powierzchni nad garażem. Po niewielkim podniesieniu ścianek kolankowych nad tym pomieszczeniem powstał dodatkowy pokój dla córki.

Ścianki kolankowe podniesiono zresztą w całym budynku. Stało się tak za sprawą wykonawców, którzy zaniepokojeni wysokością pomieszczeń na poddaszu wstrzymali roboty na etapie konstruowania więźby dachowej i zaproponowali przyszłym właścicielom wymurowanie z pustaków jeszcze dwóch dodatkowych warstw. Tak też się stało. Dziś właściciele oceniają, że to była dobra decyzja.

Po nieudanej próbie współpracy z architektem wnętrz pani domu samodzielnie zaprojektowała wystrój całego budynku. Z pomysłów architekta zaczerpnęła zaledwie jeden - na obniżenie podłogi salonu. Ale i tu wprowadziła zmianę. Z uwagi na bezpieczeństwo małego i ruchliwego syna Kuby podłogę obniżono tylko o jeden stopień, choć projektant zaplanował tam obniżenie aż na wysokość kanapy.

Gospodarze podkreślają, że teraz dom idealnie spełnia ich oczekiwania. Prywatne pokoje mieszkańców nie mają wspólnych ścian, dzięki czemu każdy ma własną "strefę ciszy". Dzieci - szesnastoletnia Natalia oraz pięcioletni Kuba - zamieszkały w dwóch dużych pokojach położonych po przeciwległych stronach górnej kondygnacji. Rodzice, którzy woleli uniknąć chodzenia po schodach, swoją strefę prywatną mają na parterze.

Bez krzykliwych kolorów

- Nie lubię kolorowych wnętrz - wyjaśnia pani Ewa. - Moimi kolorami są biel i brąz. Liczą się dla mnie oszczędność barw i prostota form. Lubię też, gdy we wnętrzach panuje symetria. Dlatego śmiałe kolory pojawiają się tylko w pokojach dzieci. U Natalii króluje intensywny róż, złagodzony kremowym, a w pokoju Kuby - zieleń i niebieski.

Można by oczekiwać, że również elewacje domu będą białe, jak większość ścian we wnętrzach. Jest inaczej. Do brązowego dachu właściciele dopasowali akrylowe tynki w kolorze jasnożółtym, tak jak zaproponowano to w wyjściowym projekcie. Pani Ewa w tym wypadku nie forsowała własnych priorytetów i zaufała projektantowi.

- To niewiarygodne, jak od września 2006 roku zmieniła się nam jakość życia - mówi pani domu. - Kochamy tę naszą wieś pod miastem. Nareszcie mieszkamy w spokojnej okolicy, mamy kontakt z naturą i nie słuchamy awanturujących się o wszystko sąsiadów. Tu mamy to, czego potrzebujemy do życia. Jedynym niezrealizowanym marzeniem mojego męża jest sauna. Ale już zapowiedział, że zbuduje ją w ogrodzie!





Skomentuj:

Dom bez sąsiadów za każdą ścianą