Z bloku mieszkalnego do domu - własny kawałek podłogi

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Służbowe mieszkanie ma swoje zalety, ale ma też wadę: nigdy nie jest się na swoim. U siebie poczuliśmy się dopiero we własnym domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Własny kawałek podłogi
Fot. Liliana Jampolska
Z moją żoną Haliną poznaliśmy się w miejscu pracy, w Dąbrowie Górniczej. Tam też mieszkaliśmy. Kiedy jednak nasza firma zbankrutowała, przenieśliśmy się z Dąbrowy pod Warszawę, bowiem tutaj zaoferowano nam dobre posady i mieszkanie służbowe (72 m2).

W nowym miejscu było nam wygodnie nawet wtedy, gdy urodził się nam syn - Marcel. Kiedy jednak na świat przyszła Patrycja, zrobiło się za ciasno. Na dodatek, coraz bardziej niekomfortowa była dla nas świadomość, że czas płynie, a my wciąż nie na swoim. Po wieloletnim mieszkaniu w blokach zatęskniliśmy też za pamiętaną z dzieciństwa swobodą, rozległymi widokami i życiem w mniejszych zbiorowościach ludzkich. Dlatego postanowiliśmy zbudować dom.

Czytaj także:

Doświadczenia właściecieli



Droga do domu

Za oszczędności kupiliśmy ziemię w pobliżu miejsca pracy. Znaliśmy dobrze okolicę i wiedzieliśmy, że jest tu spokojnie, a miejsce ciągle się rozwija. Mając do dyspozycji mieszkanie służbowe, bez obawy zainwestowaliśmy w teren rolny, przeznaczony przez władze gminy do przekwalifikowania na działki budowlane. Ziemię kupowaliśmy etapami - najpierw dwie działki po 1200 m2, a po roku jeszcze kolejną. Spokojnie czekaliśmy na odrolnienie.

Czytaj także:

Wydatki związane z domem



Pomysły na oszczędności

Czekając na przekwalifikowanie działki, mieliśmy czas na zaplanowanie domu. Oglądaliśmy tysiące projektów gotowych. W końcu narysowaliśmy dom sami. Z gotową koncepcją zgłosiliśmy się do architekta i zamówiliśmy indywidualny projekt.

Zdając sobie sprawę, że nasz dom nie należy do najmniejszych, położyłem nacisk na jakość materiałów i staranne ocieplenie. I tak trójwarstwowe ściany zewnętrzne z bloczków keramzytowych zdecydowałem się ocieplić 10-centymetrową warstwą styropianu, zamiast pierwotnie wskazanych w projekcie 8 cm. Nad poddaszem jest 25-centymetrowa warstwa wełny mineralnej zamiast zaplanowanej 20-centymetrowej. Ławy fundamentowe ocieplone zostały 10 cm styropianu (w pionie), a płyta pozioma - aż 15 cm. Zainwestowałem też w porządne drewniane okna.

Rozważałem ogrzewanie domu gazem płynnym, ponieważ koszt przyłącza gazu ziemnego był ogromny. Na szczęście pojawili się sąsiedzi, którym też zależało na gazie ziemnym. Szybko się dogadaliśmy i w rezultacie koszt poprowadzenia instalacji został podzielony na trzy rodziny. Myśląc o dodatkowych oszczędnościach, zdecydowałem się na gazowy kocioł kondensacyjny. Dodatkowo mamy kominek z wkładem żeliwnym, na wypadek wyłączeń prądu.

Czytaj także:

Kilka słów o domu



Pieniądze nie takie straszne

Ponieważ mieliśmy możliwość korzystania z mieszkania służbowego, nie zdecydowaliśmy się na zaciągnięcie kredytu. Budowaliśmy powoli, przez pięć lat, najpierw z oszczędności, a potem kontynuując prace w miarę napływu gotówki. Dobrą stroną takiego rozwiązania jest to, że nie jesteśmy zadłużeni i nie musimy się teraz martwić o wysokość rat.

Z niepokojem czekaliśmy na pierwsze rachunki za eksploatację domu, tym bardziej, że służbowe mieszkanie niewiele nas kosztowało. Na szczęście odetchnęliśmy z ulgą. W dużej mierze jest to zasługą dobrej izolacji budynku i dobrej instalacji grzewczej. Koszty utrzymania domu dodatkowo spadły o około 1 tys. zł po przyłączeniu do domu kanalizacji (po dwóch latach od przeprowadzki), Wcześniej wywóz szamba raz w miesiącu kosztował nas jednorazowo 140 zł.

Obliczyłem, że rocznie z naszego dachu spływa średnio 120 m3 wody. Szkoda nam było marnować aż tyle "dobra", więc skierowaliśmy ją do nieużywanego już szamba, by później wykorzystać do podlewania ogrodu. Wodę rozprowadza po całej działce system drenów i w ten sposób oszczędziliśmy na zamontowaniu kosztownego automatycznego nawadniania. A jest to niebagatelna kwota 20 tys. zł. Tylko podczas długiej suszy podlewamy ogród za pomocą węża.

Nasz budynek postawiliśmy w taki sposób, by część ziemi można było w razie potrzeby sprzedać, albo przeznaczyć na dom dla któregoś z dzieci. A może to my zbudujemy na niej mniejszy dom na starość? Na razie w planach na najbliższą przyszłość mamy realizację marzenia o saunie. Planuję ją zbudować samodzielnie.

Nie żałujemy opuszczenia mieszkania służbowego, mimo że prawie nic nas nie kosztowało i nie musieliśmy się o nic martwić. Dopiero teraz - we własnym domu - mamy poczucie bezpieczeństwa i satysfakcję.

Skomentuj:

Z bloku mieszkalnego do domu - własny kawałek podłogi