Dom na zboczu nadwarciańskiej dolinki

Poprawili sobie komfort życia, przenosząc się z bloku do własnego domu, za oknami którego wciąż mają malowniczy widok na dolinę Warty.
Wszystko zaczęło się od mieszkania, które otrzymali w prezencie od babci - 46 m2 na 10 piętrze wieżowca z wielkiej płyty. Stamtąd, niczym z wysokiej wieży, roztaczał się widok na okolicę - cała malownicza dolina Warty jak na wyciągnięcie dłoni. Wówczas do pełnego szczęścia wystarczały im marzenia, że "może kiedyś gdzieś tam znajdziemy nasze miejsce na ziemi". Z czasem, gdy pojawiły się dzieci, mieszkanie stało się za ciasne, a samo upajanie się widokiem doliny przestało wystarczać. Przyszedł czas na to, aby marzenia o własnym dachu nad głową nabrały realnych kształtów.

Metryczka domu

Dom jednorodzinny niepodpiwniczony, przyziemie z użytkowym poddaszem Autorzy: architekci Monika i Grzegorz Gąsiorek Powierzchnia działki: 2000 m2 Powierzchnia domu: 150 m2 Mieszkańcy: dwie osoby dorosłe, dwoje dzieci

Od razu na głęboką wodę

Decyzja o poszukiwaniu nowego miejsca na dalszą część życia zapadła szybko, pozostało jedynie określenie konkretnej lokalizacji. Monika i Grzegorz spodziewali się dużych problemów ze znalezieniem działki, bo w ich okolicy było wielu chętnych na osiedlenie się poza miastem. Na szczęście okazało się, że właśnie owo duże zainteresowanie przenosinami za miasto i mały budowlany boom w ich środowisku stały się sprzymierzeńcami naszych gospodarzy... Ale zacznijmy od początku.



Monika i Grzegorz, po krótkich acz intensywnych poszukiwaniach, zorientowali się, że jedyne atrakcyjne z ich punktu widzenia miejsce nadające się na osiedlenie to zbocze maleńkiej dolinki wcinającej się w wysoką krawędź moreny czołowej pradoliny Warty. Tę pradolinę pokochali już w czasach, gdy cieszyli się urokami pierwszego własnego mieszkania. I choć mieli serdecznie dosyć blokowych klimatów oraz ciasnoty, nie chcieli wyrzekać się urokliwego towarzystwa malowniczej rzeki, z którą zdążyli się bardzo zżyć.

Wystawiona na sprzedaż działka miała jednak poważne wady. Po pierwsze, była działką rolną.

Po drugie, jej powierzchnia - ponad 1,5 ha - sprawiała, że cena zakupu przekraczała możliwości młodych inwestorów. Postanowili się jednak nie zrażać. Ustalili, że mają szansę na odrolnienie ziemi. Szybko wpadli też na pomysł, aby nieruchomość kupić wspólnie z innymi chętnymi do zmiany miejsca zamieszkania. Dało to im rzadki luksus dobierania sobie sąsiadów - a podziału gruntu na sześć działek budowlanych postanowili dokonać już jako jego prawomocni właściciele. I tu właśnie bardzo pomocny okazał się mały budowlany boom. Kompletowanie przyszłych sąsiadów trwało bowiem całe... dwa dni. I nawet trudno się dziwić, bo każdy, kto zobaczy to miejsce, niemal od razu zostaje nim oczarowany i oczyma wyobraźni widzi siebie przed domkiem w dolince...

Niestety, pojawiły się i trudności. Właściciel gruntu w ostatniej chwili postanowił zatrzymać dla siebie część wystawionej poprzednio na sprzedaż ziemi. Wskutek tego do podziału zostało mniej niż wcześniej zakładano i docelowe parcele przeznaczone pod budowę domów stały się węższe - bo nikt z umówionych wcześniej przez Grzegorza i Monikę wspólników nie chciał zrezygnować z inwestycji.

Napięć nie było

Załatwianie formalności związanych z podziałem działki i uzyskaniem warunków zabudowy trwało dość długo, więc właściciele mieli czas, aby dopracować projekt domu.

Oboje są architektami i razem pracują nad licznymi realizacjami. Projekt domu jest również ich wspólnym dziełem.

- Pracując nad projektem wielokrotnie wspominaliśmy żartobliwą opinię dziekana naszego wydziału, wyjaśniającą dlaczego tak mało architektów ma domy własnego autorstwa: "Rzecz jasna z powodu napięć pomiędzy projektantem i inwestorem" - tłumaczył, a my bardzo się tym przejęliśmy - mówi z uśmiechem gospodarz. Szczęśliwie w kwestii idei, koncepcji bryły i konkretnych rozwiązań okazali się nadzwyczaj zgodni, ale nic w tym dziwnego - przecież wizja wspólnego domu towarzyszyła im przez lata. Przy kreśleniu konkretnego rozwiązania okazało się, że kwestią sporną pozostało tylko przesunięcie ściany o kilkanaście centymetrów w prawo lub w lewo.

Monika i Grzegorz chcieli stworzyć budynek o prostej, zwartej i tradycyjnej bryle, który wpisze się w "okoliczności przyrody" i będzie spójny z pozostałą zabudową malowniczej miejscowości. Zależało im też na zbudowaniu domu na miarę - bez generujących koszty zbędnych metrów.

Założenia projektantów podzielili również pozostali właściciele działek, bowiem postawione w sąsiedztwie domy powstały na podstawie tego samego, choć zmodyfikowanego na ich potrzeby projektu. To niewątpliwie nadaje zabudowie doliny określony rytm i ład.

Wszystkie domy od zachodu, za sprawą dużych okien na parterze i poddaszu, są otwarte na malownicze zbocze doliny. Dzięki temu ich wnętrza są dobrze doświetlone, a widoki za oknem chyba nigdy nie przestaną zachwycać ani domowników, ani gości. To rekompensuje ograniczony ze względu na szerokość działki widok z okien na ścianach bocznych. Część pomieszczeń doświetlają okna połaciowe.

Od strony północnej Monika i Grzegorz zaplanowali wiatę na samochód, ukrytą pod przedłużeniem połaci dachu.

W elewacji południowej powstały wąskie poziome i pionowe okna nadające tej tradycyjnej formie modernistyczny akcent. Nie wszyscy właściciele domów w dolinie zdecydowali się na takie okna. Budynki różnią się również sposobem wykończenia.

Prosto z własnej deski kreślarskiej

Dom Moniki i Grzegorza ma elewację z jasnego tynku, który połączono z cegłą i drewnem modrzewia syberyjskiego. Projekt początkowo zakładał wykończenie części ścian cegłą elewacyjną. Niestety, z powodu wysokich kosztów takiego rozwiązania ostatecznie zdecydowano się na płytki klinkierowe.

- To właściwie jedyna rzecz, z której ze względów oszczędnościowych świadomie zrezygnowaliśmy w trakcie budowy. Reszta, dzięki przemyślanemu i racjonalnemu projektowi, pozostała taka, jak założyliśmy - podkreślają właściciele.

Ściany domu postawiono z bloczków silikatowych. - Zamówiliśmy szacunkową ilość budulca - wspomina Grzegorz. - W trakcie budowy okazało się, że brakuje kilku metrów. Aby je zdobyć w miarę szybko, musiałem obdzwonić większość składów budowlanych północno-zachodniej Polski. Zresztą generalnie w czasie budowy trudno było o potrzebne materiały - opowiadają właściciele. Początkowo mieli oni pomysł, aby wszystkie materiały zamawiać razem z budującymi się sąsiadami - od razu w większej ilości i dzięki temu uzyskiwać dogodne rabaty. Często jednak okazywało się to niemożliwe, bo w magazynach brakowało wówczas nawet ilości wystarczających do wzniesienia jednego budynku.

Był rok 2006, czyli okres masowej emigracji fachowców do Anglii, więc również znalezienie ludzi, którzy rozumieli intencje projektantów i działali sprawnie, graniczyło z cudem.

- Na szczęście udało się. Najlepiej wspominamy ekipę, która zajmowała się wykończeniem wnętrz. Rozumiała nas doskonale, a otwartość pracowników na nowe rozwiązania i pomysły sprawiła, że w naszym domu czujemy się dziś doskonale - opowiadają właściciele.

Dom został przekryty najprostszym, dwuspadowym dachem. Gospodarze polecają zamówienie konstrukcji dachowej w wyspecjalizowanej firmie.

- Projektowana na zamówienie, docinana komputerowo i impregnowana więźba dachowa oznacza przede wszystkim oszczędność czasu oraz gwarancję, że dzięki pełnej kontroli procesu produkcji konstrukcję wykonano solidnie i precyzyjnie - podkreślają.

W celu zachowania klimatu i naturalności dach pokryto tradycyjną dachówką ceramiczną nieangobowaną, której znalezienie - jak mówią właściciele - również nie należało do łatwych, bo na rynku dominują dachówki z nowoczesnymi powłokami.

Od strony ogrodu budynek ma przestronny taras. Latem właśnie to miejsce od samego rana do późnej nocy tętni życiem. Drewniany podest został ułożony na ruszcie drewnianym; w taki sam sposób zbudowano balkon na piętrze. Opaskę wokół domu tworzy rosnąca cały czas kolekcja kamieni zebranych z okolicznych pól oraz przywiezionych z dalszych i bliższych podróży.

Rozkład pomieszczeń jest tradycyjny. Część dzienna znajduje się na parterze. Tworzą ją: przestronny salon z kominkiem w centralnej części domu, kuchnia, pracownia i mała łazienka. Na poddaszu znalazły się trzy obszerne sypialnie z dużą, wygodną łazienką, oraz pralnia z kotłownią. Przestrzeń wspólna ogranicza się do klatki schodowej i niewielkiego korytarza, z którego wchodzi się do pozostałych pomieszczeń.

Aranżacja wnętrz to zasługa gospodyni, która z radością przystąpiła do realizacji swoich wizji.

Całość utrzymana jest w stonowanej stylistyce - królują białe ściany oraz jasne lub surowe drewno. Proste masywne meble - stół w jadalni, ława w salonie i pomocniki usytuowane pomiędzy kuchnią i jadalnią - wykonano z litego drewna dębowego. Część pochodzi z gotowej kolekcji firmy Ludwik Styl, część natomiast robiona była na zamówienie. Jednak tym, co nadaje wnętrzu charakteru i czyni je niepowtarzalnym, są elementy dekoracyjne wykonane samodzielnie. To duże powiększenia portretów dzieci zdobiące ściany w salonie - duma właścicielki, której pasją jest fotografia. Uwagę przykuwają też wyeksponowana na szarym płótnie kolekcja kluczy oraz niecodzienny żyrandol nad stołem. Dodatkowo ściany i zakamarki domu zdobią wielkie anioły i zwierzaki, których autorem jest ojciec pana domu - gorzowski plastyk i działacz kulturalny, pracujący pod pseudonimem Gąsior.

Doświadczenia właścicieli

  • Znakomicie sprawdzają się kolektory słoneczne. Radzimy jednak, aby instalacje, które mają za zadanie ogrzewanie domu (kolektory, kotły itd), pochodziły od tego samego producenta. My ze względów estetycznych zamontowaliśmy kolektory od jednego dostawcy, a pozostałe elementy instalacji od innego - tańszego. Potem długo nie mogliśmy znaleźć instalatora, który zapanowałby nad całością systemu i zoptymalizował jego działanie. Każdy z fachowców specjalizował się bowiem w sprzęcie konkretnej firmy. Kłopoty można mieć także wtedy, gdy coś się zepsuje - firmy często nie chcą wykonywać w "składakach" napraw w ramach gwarancji.

  • Najbardziej cieszy nas taras - otwarty na ogród, z dzielącą go od wnętrza szklaną ścianą, koniecznie zadaszony.

  • Nie brakuje nam natomiast garażu - wiata całkowicie wystarcza. O dziwo, nawet w największe mrozy nie musimy skrobać szyb w samochodzie

    Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: ZOBACZ PRZYKŁAD







  • Więcej o:
    Komentarze (2)
    Dom na zboczu nadwarciańskiej dolinki
    Zaloguj się
    • bolo2002

      Oceniono 13 razy 1

      To oczywiste-najtańszym mieszkaniem i najlepszym -jest własny dom. Tez tak zrobiłem. Postawiłem dom za 1/2 ceny m2 w Warszawaie i wyniosłem sie ze stolicy. dzis jestem szczęśliwym człowiekiem. Do lasu 300m, nad rzeke 600 m i totalna cisz i spokój-zadnych spalin. Nie marnuje pieniedzy w warszawskich korkach. Wczoraj byłem z psem na spacerze i przyniosłem grzyby i tak jest zawsze. pozdrawiam-30 km od centrum stolicy, dojazd do stolicy 25 minut autem!

    Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX