Jak mieszka Ivanka - córka Donalda Trumpa?

Agnieszka Rezler

Jej rodzina słynie z upodobania do bizantyjskiego przepychu. Ale Ivanka Trump postanowiła przełamać stereotyp. Swój nowojorski apartament urządziła z umiarem, z klasą łącząc eleganckie meble, motywy roślinne i loftowe.

Podniebny salon o dwóch przeszklonych ścianach. Dywan utkano na zamówienie w firmie ABC Carpet & Home. Loftowe lampy przełamują miękką pastelową konwencję.
Podniebny salon o dwóch przeszklonych ścianach. Dywan utkano na zamówienie w firmie ABC Carpet & Home. Loftowe lampy przełamują miękką pastelową konwencję.
Fot. Eric Piasecki Photography LLC

Kto tu mieszka?
Ivanka Trump, businesswoman, jej mąż Jared Kushner, właściciel i szef korporacji wydawniczej The Observer Media Group oraz ich dzieci Arabella i Joseph.

Gdzie? Manhattan, Nowy Jork.

Metraż: ok. 280 m kw., penthouse.

Nie ma tu barokowych plafonów i spływających kaskadami żyrandoli, a złoto nie kapie ze ścian. Są za to przedmioty unikalne. Bez wątpienia kosztowne, ale dobrane z namysłem i rozmieszczone tak, by nie robiły sobie konkurencji. Gdyby policzyć lśniące elementy na palcach, pewnie by ich nie starczyło; złotych i srebrnych detali jest w mieszkaniu całkiem sporo. Jednak każdy poblask i refleks ma tu swoje uzasadnienie: coś rozjaśnia, coś kontrapunktuje, przełamuje monotonię płaszczyzny, równoważy nostalgię szarości. Może dlatego, że pani domu, 35-letnia Ivanka Trump nie spędziła dzieciństwa w jednej z tortowych rezydencji Zachodniego Wybrzeża. Urodziła się i wychowała w sercu Nowego Jorku, na Manhattanie, gdzie dobry smak należy do dobrego tonu. Tak tu po prostu jest; Wielkie Jabłko zawsze uchodziło za miejsce bardziej wyrafinowane niż kalifornijskie metropolie.

Mieszkanie pierwszej córki USA

Ivance, córce amerykańskiego magnata biznesu Donalda Trumpa, choć korzysta z przywilejów należnych dziedziczce fortuny, nie można zarzucić lenistwa. Energię, podobnie jak imię, odziedziczyła po mamie Ivanie, z pochodzenia Czeszce, dawniej sportsmence i modelce, dziś przedsiębiorczej businesswoman, która nie wie co to bezczynność. Jej córce także trudno usiedzieć w miejscu. Swój służbowy czas dzieli między korporację ojca, gdzie jest wiceprezesem do spraw rozwoju i fuzji, a własne przedsięwzięcia: firmę jubilerską i drugą, w której powstają kolekcje odzieżowe, projekty butów, torebek i kompozycje perfum. Do tego wychowuje dwoje dzieci: czteroletnią Arabellę i o dwa lata młodszego Josepha. To właśnie ich narodziny skłoniły ją i jej męża, Jareda Kushnera do poszukiwań nowego mieszkania.

Kluczem była lokalizacja. Miało być zielono, ekskluzywnie, blisko do biura i do parku - rzecz jasna do Central Parku. W Nowym Jorku jest tylko jedna taka dzielnica, Upper East Side. Obszar luksusu, rozciągający się między kamiennym murkiem trzymającym olbrzymi park w ryzach a nabrzeżem East River. Na przestrzeni trzech kilometrów przez rzekę przerzucono tu tylko jeden most, co czyni z dzielnicy enklawę bogactwa i wysokiego jak na wielkomiejskie realia bezpieczeństwa.

- Tego miejsca nic nie przebije! - zapewnia Ivanka. - Mamy tu miasto na wyciągnięcie ręki. Moja firma mieści się dwie przecznice dalej, więc możecie mnie zobaczyć, jak biegnę sprintem przez ulicę, żeby w wolnej chwili zajrzeć do domu i pobyć z dziećmi. Wieczorem mogę ucałować je na dobranoc i wrócić do biura albo wyskoczyć z mężem na kolację.

Apartament dla rodziny

Dziesięciopokojowy apartament zapewnia wszelkie wygody i wyklucza nudę. Wędrowanie z holu do salonu i dalej, do jadalni, sypialni czy gabinetu, jest jak przechodzenie z jednej rzeczywistości w całkiem inną. Każde wnętrze to osobny świat: odrębna gama kolorów, inaczej rozłożone akcenty, inne materiały. Równowaga klasyki, tu i tam zakłócona przez unikatową lampę, niezwykły stolik czy bajeczny wzór dywanu, w którym toną oczy. Wszystko perfekcyjnie wyważono i dopracowano. - Ivanka ma oko do szczegółów - mówi Kelly Behun, dekoratorka, która wspólnie z panią domu urządzała wnętrza. - Na co dzień uczestniczy w skomplikowanych transakcjach, gdzie każdy detal zapisów umowy ma ogromną wagę, więc jest niezwykle dokładna i nie ma problemów z podejmowaniem decyzji. - Jestem typową kobietą i tradycjonalistką - dodaje z bezpretensjonalnym uśmiechem właścicielka - Marzyłam o luksusie i przepychu.

Przy urządzaniu aparatamentu te upodobania wzięły wprawdzie górę, jednak aranżacja jest wypadkową gustu obojga małżonków. Jared, który woli surową prostotę, zgodził się na elegancję z pewną dawką blichtru, ale bez przesady. Stąd pojawiające się na kilku ścianach szarości, polakierowany na czarno parkiet w wielkim narożnym pokoju dziennym i loftowe pierwiastki w postaci kilku lamp czy metalowych krzeseł. Ich spotkanie z klasycyzującymi kasetonowymi sufitami, powłóczystymi zasłonami i lśniącymi jak lustro powierzchniami mebli, dało ciekawy efekt, który służy obu stronom: klasyce i awangardzie. Złoto, które pojawia się w tak niebanalnym otoczeniu, szlachetnieje, a do wnętrz wnosi raczej ciepło niż klimat glamour.

Szał dekorowania

Ivanka zaangażowała się w urządzanie domu całą sobą. - Byłam wtedy w ciąży i dopadł mnie syndrom gniazda - śmieje się. Zamieszkała wśród surowych ścian razem z malarzem, przerażonym jej perfekcjonizmem. Pilnowała niemal każdego pociągnięcia pędzlem. - O tak, jestem dokładna do szaleństwa - przyznaje. - Przez dwa miesiące tropiłam rysy na podłodze i nierówności na ścianach. A później urodziło się dziecko. I przez kolejne tygodnie obserwowałam, jak wszystko to, w co włożyłam tak wiele wysiłku, idzie w diabły. Od doskonałości, przez stopniową erozję, do chaosu. Cóż, nie trzeba dodawać, że wtedy po prostu odpuściłam - dodaje ze śmiechem.

Współpraca dwóch młodych kobiet układała się świetnie. Rozumiały się w lot. - Kiedy coś mi się nie podobało, mówiłam o tym wprost i bez ogródek. A Kelly i tak przedstawiała mi natychmiast siedem innych wariantów - wspomina Ivanka. I dodaje: - Lubię pracować fragmentarycznie, kombinować od szczegółu do ogółu. Kelly znajdowała jakiś piękny przedmiot, który podobał się i jej i mnie, a później "wokół niego" wymyślałyśmy aranżację.

Tak było z pełnym urzekającego wdzięku żyrandolem, podobnym do złotej gałązki, z której wyrasta siedem kloszy z dmuchanego przydymionego szkła. Zaprojektowała go nowojorska artystka Lindsey Adelman, która oprócz niezwykłych lamp tworzy także biżuterię. I ten żyrandol - choć kreowanie jadalni zaczęło się właśnie od niego - wygląda jak klejnot, który wieńczy dzieło. Jak biżuteryjna kropka nad i.

Skomentuj:

Jak mieszka Ivanka - córka Donalda Trumpa?