Inwestycja bardzo rodzinna [DOM MIESIĄCA]

tekst Wojciech Stasiak zdjęcia Bartosz Makowski

Prosty, tani w utrzymaniu. Prezentujący klarowną bryłę łączącą tradycję z nowoczesnością oraz przemyślane wnętrza. Dobrze służący swoim mieszkańcom - Dom jednorodzinny na obrzeżach Płocka.

201 m2 powierzchnia użytkowa, 1200 m2 powierzchnia działki
201 m2 powierzchnia użytkowa, 1200 m2 powierzchnia działki
Fot. Bartosz Makowski

Czasy mamy niezbyt mądre i spokojne, dobrze więc, jeśli choć współczesna architektura jednorodzinna wprowadza w nasze życie ład i pozwala zachować wiarę, że jednak utrzymujemy kurs na cywilizowany świat. A nawet więcej – już w nim jesteśmy. Po prostu sprawnie budujemy dobrej jakości domy jednorodzinne – czasem lepsze, czasem gorsze, ale coraz rzadziej odstające od poziomu przyzwoitości. Takie, na które chce się patrzeć, a przede wszystkim takie, w których naprawdę chce się mieszkać.

Wyobraźnia na ugorze

Państwo Sylwia i Paweł mieszkali w ścisłym centrum Płocka, w 50-metrowym mieszkaniu. Gdy ich syn miał dwa lata, pomyśleli, że może przydałoby mu się rodzeństwo, a nie od dziś wiadomo, że świetnym otoczeniem dla maluchów jest świeże powietrze, zieleń i swobodna przestrzeń. W idealnej wersji oznacza to własny dom – najlepiej na uboczu, ale i w nie za dużej odległości od infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania rodziny z małymi dziećmi. Ot, nie miejska, ale i nie wiejska okolica podmiejska…

Z wyborem nie musieli się trudzić, gdyż taką właśnie działkę mieli już wcześniej. Znaleźli ją na obrzeżach Płocka – posesję, będącą we władaniu urzędu miasta. Cichą i… kompletnie niezagospodarowaną, właściwie ugór, porośnięty pojedynczymi brzozami i sosnami, pozbawiony mediów i drogi dojazdowej. Trochę jej brakowało do stanu jak „spod igły”, od czego jednak jest wyobraźnia? Media można pociągnąć, teren odchwaścić, zadbać o drogę i gotowe, a w czasie całej inwestycji nie zmienią się przecież raczej ani odległość od już istniejących wówczas przedszkola i sklepu, którą można pokonać w pięć minut na piechotę, ani dystans do najbliższego centrum handlowego, basenu i kina, wynoszący raptem trzy minuty jazdy samochodem.

No dobrze, ale kto zaprojektuje dom?  – Wybór był oczywisty – wspomina pani Sylwia. – W rodzinie mieliśmy architekta.

ZOBACZ ZDJĘCIA BUDYNKU>>

Bryła, która łączy

Pan Konrad Żaglewski, wtedy jeszcze świeżo upieczony architekt, był świadkiem na ślubie swojej siostry. Gdy już zapadły budowlane decyzje, zgodził się zaprojektować dla niej i szwagra dom. Założenia nie były specjalnie skomplikowane, chodziło po prostu o dobry, funkcjonalny obiekt do mieszkania.

Dom miał wpisywać się w otoczenie, którą tworzą typowe budynki z katalogów – opowiada architekt.  – Miał łączyć tradycję z elementami współczesnymi. Ponadto, miał być prosty i oszczędny w formie. Nie miał szokować, ani stanowić pomnika architekta. Chodziło o energooszczędną bryłę, z większymi przeszkleniami, otwierającą się na otaczającą zieleń, poza którą miał znaleźć się garaż z pomieszczeniami gospodarczymi
– dodaje.

W czerwcu 2013 roku ruszyła budowa. Nie trwała długo. Już w marcu następnego roku pani Sylwia z mężem wprowadzali się, zaledwie na miesiąc przed narodzinami drugiego dziecka.

Śmieję się czasami, że nasz młodszy syn będzie chyba budowlańcem, ponieważ moja cała druga ciąża upłynęła w czasie wznoszenia domu – mówi pani Sylwia. – A gdy słucham relacji innych osób z takich inwestycji, odnoszę wrażenie, że w naszym przypadku nie był to okres zbyt burzliwy.

Stworzony obiekt też tchnie spokojem, nie szokuje, nie wadzi estetycznie z sąsiedztwem i ze światem. Tradycja objawia się w nim przede wszystkim formą budynku mieszkalnego, zbudowanego na planie prostokąta, otynkowanego i przykrytego dwuspadowym dachem, wymaganym przez założenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Nowoczesność z kolei to dostawiony z przodu jednokondygnacyjny garaż o płaskim dachu, niejako zagarniający swoją fasadą również strefę wejścia, i ulokowana z tyłu, równie zgeometryzowana, forma architektoniczna stanowiąca zadaszenie rozsuwanego okna ogrodowego i niedużego tarasu obok. To także użyte materiały (nowoczesna dachówka pokrywająca dach, wstawione weń okna połaciowe czy duże przeszklenia w elewacji od strony ogrodu) oraz stonowana, szaro-grafitowa kolorystyka całego budynku, nadająca mu lekko stechnicyzowanego, ale jednocześnie eleganckiego charakteru.

To, co najważniejsze, miało znaleźć się w środku
– podsumowuje architekt.

Powyżej: rzut parteru i poddasza

Pokonać ograniczenia

Lokalizacja wjazdu na działkę od strony południowej oznaczała, że jeśli inwestorzy i projektant będą chcieli mieć salon i taras tradycyjnie ulokowany na tyłach domu, wówczas okna salonu wypadną od strony „najciemniejszej”, czyli północnej. Tak też się stało.

Z tego, co pamiętam, największym problemem podczas projektowania, oprócz oczywiście zmagania się ze mną, czyli starszą siostrą było właśnie doświetlenie wnętrza domu – relacjonuje pani Sylwia.

Dodatkowo, od strony północnej spory kawałek nieba zabrało skracające horyzont duże wzniesienie w niedalekiej odległości od granic działki.

Wszystkie te naturalne ograniczenia starano się nadrobić stworzeniem od strony ogrodowej wspomnianych dużych przeszkleń, łapiących do środka jak najwięcej światła (choć i one znajdują się pod lekkim zadaszeniem). Wpada ono teraz nimi do połączonych ze sobą przestrzeni salonu i głównej jadalni. Dla słońca „ocalono” kuchnię (z mniej oficjalną minijadalnią przy okrągłym stoliku), która znajduje się od strony wjazdu na działkę, i na brak doświetlenia nie można w niej narzekać. Kuchnia jest jednocześnie połączona i oddzielona od strefy salonowej – wprawdzie nie ma między tymi przestrzeniami drzwi, ale na środku przejścia wstawiono segment z wbudowanym kominkiem. Ta solidna przegroda zapewnia od strony salonu widok tańczących płomieni, a od strony kuchni umożliwia zachowanie osobom gotującym pożądanej intymności.

Nie lubię, gdy cały kuchenny bałagan staje się punktem centralnym domu – tłumaczy właścicielka.

Na parterze udało się też wygospodarować miejsce na małe w.c. oraz nieduży gabinet pana Pawła. Reszta pomieszczeń prywatnych znajduje się na górze, na użytkowym poddaszu, na które wiodą obramowane niepełną ścianką drewniane schody zabiegowe. Wchodząc nimi, trafiamy najpierw do przestrzeni wspólnej. Stamtąd prowadzą drogi do sypialni gospodarzy z garderobą i łazienką oraz do umieszczonych po przeciwległej stronie dwóch pokojów synów, obecnie trzy- i sześcioletnich – ze wspólną łazienką.
Dobrze dobrana kolorystyka wnętrz robi świetne wrażenie, zwłaszcza że zdaje się obowiązywać hasło „zero bałaganu”. Przestrzenie są umeblowane oszczędnie i ze smakiem, z tendencją do trzymania wszystkich niezbędnych rzeczy w przeznaczonych do tego, zamkniętych, wbudowanych szafach. Tu i ówdzie wprowadzono kontrastowe kolory pojedynczych elementów – a to niebieskie poduszki czy kremowy abażur w sypialni, a to morski wazon w salonie czy minifestiwal barw w dwóch wiszących nieopodal obrazach-kopiach słynnych dzieł Van Gogha.

W części dziennej umiejętnie wykorzystano też zróżnicowanie materiałowe posadzki dla podkreślenia odmiennych funkcji nierozdzielonych ścianami powierzchni parteru. I tak w ciągu komunikacyjnym od drzwi wejściowych aż do kuchni na podłodze leżą duże szare płytki, zaś ulokowany tuż obok salon z jadalnią wyłożono drewnianą podłogą, niejako zaznaczając, że służy on wypoczynkowi i spotkaniom towarzyskim. Drewno wprowadza ciepło i sugeruje relaks.

Główne założenia dotyczące wnętrz powstały na etapie planowania bryły domu – opowiada architekt. - Dobór materiałów i kolorystykę pomieszczeń, zaplanowaliśmy wraz z siostrą- inwestorem już w trakcie budowy. Na szczęście, nie mieliśmy trudności z doborem kluczowych elementów. Dopełnieniem bazy- zajęli się inwestorzy.

ZOBACZ ZDJĘCIA BUDYNKU>>

O czym szumią trawy

Wspominane wcześniej połączenie „starego” z nowym widać również w ogrodzeniu działki. Z przodu wzniesiono świetnie pasujący do charakteru budynku niewysoki murowany płot, przenikany rozmieszczonymi rytmicznie ażurowymi panelami, z których powstały również furtka, brama wjazdowa i wejście do śmietnika. Nieoczekiwanie jednak trzy pozostałe granice działki wydziela zwykła siatka ogrodowa.

Ogrodzenie jest już docelowe – ucina ewentualne wątpliwości włacicielka. – Siatka z trzech stron stanowi ekonomiczne rozwiązanie. Z czasem stanie się niewidoczna, rozdzielając nas od przyszłych sąsiadów. Od środka zaś, zgodnie z koncepcją projektanta ogrodu, nasze ogrodzenie będzie i tak naturalne i zielone. Tworzą go bowiem już teraz, z jednej strony szpaler szmaragdów, z drugiej  – różnorodne choinki, a z trzeciej – naprzemiennie rosnące m.in. tuje i olbrzymie trawy ozdobne. Mamy tych traw w ogrodzie bardzo dużo i to w najróżniejszych gatunkach. W ciągu roku przez cały czas zmieniają wygląd działki, a dodatkowo pięknie kołyszą się i szumią w czasie wiatru.

W kilku miejscach, za domem i przed, stworzono bardzo atrakcyjnie wyglądające „rabatki” wyłożone jasnym kamieniem i obsadzone karłowatymi drzewkami w stylu japońskim.

– Powstała także mała oaza spokoju, czyli miniaturowy brzozowy lasek z pozostawionych dzikich brzózek, dodatkowo ozdobionych u podnóży przez kwitnące przez cały okres wiosny i lata kolorowe byliny i kwiaty – dodaje pani Sylwia. – Cały czas, w miarę możliwości, staramy się uzupełniać rozmaite ogrodowe „braki”. Uważam, że najgorsze i najdroższe wbrew pozorom są prowizorki, dlatego wybór poszczególnych elementów zajmuje nam sporo czasu.

Całość jest spójna z bryłą domu, prosta i geometryczna w formach, a jednocześnie łatwa w utrzymaniu. Zaprojektowana razem z właścicielami przez architekta krajobrazu.

Po prostu zaufać

Ogrodowe zabawy synowie mogą kontynuować w drewnianym domku, uzupełnionym o zjeżdżalnię i piaskownicę. W wyborze jego formy, którą wykroił później z drewna lokalny wykonawca, pomagał brat-architekt, obecny jak widać, niemal na wszystkich etapach budowy i wykończenia całej realizacji.

Tak naprawdę projekt naszego domu był prezentem ślubnym od niego – mówi właścicielka. – Trzeba przyznać, że spełnił wszystkie nasze wymagania, dotyczące tego, jak chcieliśmy mieszkać.

Architekt dodaje - projektowanie dla bliskich może rodzić pewne obawy, na szczęście w naszym przypadku bezpodstawne. Do konsultacji, zaangażowałem żonę – również architekta. To była prawdziwie rodzinna inwestycja.

Metryka budynku

Projekt: architekt Konrad Żaglewski
Kontakt do pracowni: www.zaglewski.pl
Powierzchnia użytkowa domu: 201 m2
Powierzchnia działki: 1200 m2

ZOBACZ ZDJĘCIA BUDYNKU>>

Zdaniem właścicieli

Kiedy nasz pierwszy syn miał dwa lata, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na budowę domu – czyli wtedy, gdy jest już dziecko lub są dzieci, a jednocześnie czujemy się jeszcze w pełni sił do podjęcia wyzwania. Oczywiście, jeśli ma się finansowe możliwości do takiego przedsięwzięcia.

Chcieliśmy, aby nasz dom był niezbyt duży i w miarę ekonomiczny w budowie oraz później w utrzymaniu. Na dole miał być salon, tylko częściowo połączony z kuchnią, a także mały gabinet męża i w.c., które można w razie potrzeby przekształcić na łazienkę. Na poddaszu miały znaleźć się sypialnie. Chcieliśmy, by nasza znalazła się wraz z garderobą i łazienką w jednej części domu, natomiast dwa podobne pokoje dziecięce ze wspólną łazienką i otwartą częścią do wspólnych zabaw – w drugiej części tej kondygnacji. Zależało nam też, aby w domu pojawiły się tak zwane pomieszczenia gospodarcze. No i taras, z którego można zejść do ogrodu. Takie były główne założenia, z których brat-architekt świetnie się wywiązał.

Zdaniem architekta

Bryła domu jest odpowiedzią na oczekiwania inwestorów i niełatwe usytuowanie działki względem stron świata.

Główną trudność w pracy nad projektem stanowiła orientacja salonu od strony północnej, stąd decyzja o poszerzeniu tarasu od strony zachodniej i dodaniu w bocznej elewacji wygodnego przejścia pomiędzy kuchnią i tarasem.

Ogólnym założeniem było wzniesienie zwartej, dwukondygnacyjnej części mieszkalnej z pomieszczeniami ogrzewanymi oraz wystawionym poza główną część domu garaż wraz z pomieszczeniami gospodarczymi.

Dom miał nosić cechy energooszczędnego - stąd zwarta bryła i centralnie ulokowany kominek. Równolegle do prac nad projektem bryły domu, omawiany był projekt wnętrz: proporcje pomieszczeń, odległości pomiędzy urządzeniami, otwarcia przestrzeni. Wygoda mieszkańców i ergonomiczna przestrzeń wewnątrz domu, była równie ważna, co jego wygląd zewnętrzny.

Ogród jest autorskim projektem właścicieli i projektanta zieleni. Zastosowane przez nich geometryczne rozwiązania i dobór stonowanej roślinności dopełniają całą inwestycję.

ZOBACZ ZDJĘCIA BUDYNKU>>

Skomentuj:

Inwestycja bardzo rodzinna [DOM MIESIĄCA]