Przygoda z blogowaniem - blog conchitahome.pl

Tekst, stylizacja i zdjęcia: Kasia Bobocińska, Tekst o zdjęciach: Monika Filipiuk-Obałek

Wciąż nowe wyzwania, nowa wiedza do zdobycia, nowe mieszkanie, nowy (stary) dom. Kasia nie spoczywa na laurach, wie, czego chce w życiu, i do tego dąży.

Kasia Bobocińska
Kasia Bobocińska
Fot. Jakub Woźniak (jakubwozniak.com)

Katarzyna Bobocińska, autorka bloga Conchita Home opowiada nam o swojej przygodzie z blogowaniem:

Moja przygoda z blogiem trwa już ponad dziewięć lat! Od czasu jego powstania moje życie bardzo się zmieniło. Nigdy nie zapomnę początków. Prosto po studiach, miesiąc po ślubie, rozpoczęłam remont naszego mieszkania w kamienicy z 1937 roku. I właśnie o tym były pierwsze wpisy. A że w mieszkaniu ciągle coś zmieniam, nieustająco mam o czym pisać... Wiele udało mi się upiększyć, ale są też rzeczy trudne do osiągnięcia, bo stara kamienica ma swoje kaprysy.

Ale ma też ogromny urok, dlatego urządzając wnętrze, starałam się zachować ten specyficzny klimat, np. tam, gdzie było to możliwe, zostawiłam oryginalną starą podłogę. Jednak to, co mogę, zmieniam. Lubię przemalowywać meble, zarówno drewniane, jak i te wykończone okleiną. Nie boję się mocnych kolorów i często eksperymentuję.

Oczywiście mieszkanie to nie wszystko. Wraz z rozwojem strony zdobywam kolejne umiejętności. Wszystko po to, aby zadowolić czytelników, dać im to, czego szukają na moim blogu. W 2011 roku ukończyłam kurs projektowania wnętrz i właśnie przez blog otrzymałam swoje pierwsze zlecenie: projekt wystroju domku jednorodzinnego. Kształcę się nadal, w październiku zaczęłam studia w warszawskiej ASP na wydziale Architektury Wnętrz.

Moja pasja i zawód projektantki wiążą się też z podróżami na targi designu w poszukiwaniu inspiracji, które potem wykorzystuję w pracy. A tej nie brakuje. W tym roku najciekawszym wyzwaniem była aranżacja showroomu marki Sieradzky. Teraz całkowicie pochłaniają mnie dwa zajęcia: remont starego domu i projekt restauracji w centrum Warszawy. Jak widzicie, dzieje się!

W innych blogach doceniam pasję ich autorek, koniecznie zajrzyjcie na: refreszing.pl, twojediy.pl, www.collageblog.pl, hoo-hooo-things.pl, panidyrektor.pl.

ZOBACZ ZDJĘCIA >>

Fotografia, cz.2: formaty zdjęć

W ustawieniach nawet prostej lustrzanki możemy wybrać, w jakim formacie zdjęcie będzie zapisane przez aparat. Najczęściej stosowane (i możliwe do wyświetlenia na większości urządzeń) są formaty JPEG, a także GIF i PNG. Tak zapisane pliki są częściowo obrobione przez procesor aparatu i skompresowane, a jego parametry uśrednione, niezależnie od trybu, w jakim pracujemy (manualnym czy automatycznym).
Plik w formacie RAW (z ang. surowy) jest cyfrowym odpowiednikiem negatywu – aparat, zapisując zdjęcie w pamięci, nie wnosi żadnych zmian. Dlatego plik jest duży i ciężki (co najmniej kilkanaście megabajtów). Zaletą RAW-ów jest możliwość ich obróbki, czyli ustawienia balansu bieli, ekspozycji, nasycenia itd., bez strat w jakości zdjęcia. Wadą – ich wielkość oraz to, że do oglądania i obróbki potrzebujemy odpowiedniego oprogramowania (moduł Adobe Camera Raw uruchamiany w programach Adobe Bridge, Photoshop, Photoshop Elements). Dlatego jeśli chcemy umieścić zdjęcie w internecie, po przerobieniu trzeba je zapisać je w innym formacie, np. JPG.

„Wywołanie” RAW można powtarzać dowolną ilość razy, zmieniając balans bieli, ekspozycję, nasycenie kolorów itp. Jednak już zapisanego formatu JPG nie jesteśmy w stanie zmienić na format RAW, bo w wyniku kompresji część danych zostaje bezpowrotnie utracona.

Jeśli wykonujemy zdjęcia w trudnych warunkach (np. w ciemnym wnętrzu), zwykle wymagają one obróbki – wówczas RAW będzie niezbędny. Jeśli zaś warunki są idealne (np. zdjęcia w plenerze) lub robimy je na użytek domowy, lepiej poprzestać na formacie JPEG – zaoszczędzi nam to czas i mniej obciąży pamięć aparatu.

Skomentuj:

Przygoda z blogowaniem - blog conchitahome.pl