Dom przy kościele, na lata

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska
01.11.2010 12:00
A A A
Dom na wsi czy mieszkanie w centrum

Dom na wsi czy mieszkanie w centrum (Fot. Liliana Jampolska)

Nie ukrywam, że chciałem zamieszkać jak najbliżej kościoła, w którym jestem organistą i prowadzę pięć razy w tygodniu zajęcia chóralne.
Jestem nauczycielem muzyki w szkole i zapaleńcem prowadzącym od lat jeden z większych przykościelnych chórów. Nieraz żartuję, że dom zbudowaliśmy właśnie z jego powodu. Oczywiście nie jest to do końca prawda, bo myśl o budowie domu nachodziła nas z Agnieszką, moją żoną, już zaraz po ślubie, kiedy tułaliśmy się jeszcze po wynajętych mieszkaniach. Szkoda nam było tracić czas i pieniądze na takie życie, więc w okolicy mojej pracy (tej zawodowej i społecznej) rozesłałem wici o poszukiwaniu działki. Albo to był łut szczęścia, albo "palec boży", dość że przy pomocy parafian udało się nam kupić piękną i tanią działkę. I to dosłownie graniczącą z moim kościołem!

Droga do domu

Mieliśmy ogromne szczęście, bo działka leży w starej, podwarszawskiej miejscowości, daleko od ruchliwej trasy dojazdowej. Na dodatek nie była droga, bo należała do kilku osób. Choć małe i wąskie kawałki ziemi nie nadawały się na budowę domu dla żadnej z nich, nie było łatwo przekonać wszystkich do sprzedaży. Powoli, cierpliwie udało się nam przeprowadzić sprawy notarialne i w rezultacie staliśmy się z żoną właścicielami działki o powierzchni 1200 m2. Potem udało się nam jeszcze dołączyć wąski pas ziemi, biegnący równolegle, na jej tyłach, wskutek czego posesja nabrała korzystniejszego kształtu.

Z powodu świetnej lokalizacji planowaliśmy zostać tu do końca życia. Z budową się nie spieszyliśmy. Najpierw starannie rozważaliśmy różnorodne technologie budowy. Choć jesteśmy zwolennikami ekologii i zdrowego trybu życia, zrezygnowaliśmy z domu drewnianego, w obawie że nie zdobędziemy ani odpowiedniego drewna, ani doświadczonych wykonawców znających wszelkie tajniki tej technologii. Odrzuciliśmy również najnowsze metody i materiały, uznając, że nie upłynęło jeszcze dość czasu, który potwierdzałby ich skuteczność. Najlepszym weryfikatorem technologii budowlanych jest właśnie czas, dlatego zaufaniem obdarzyliśmy tradycyjną murowaną metodę, z dwóch warstw ceramicznych pustaków i ociepleniem między nimi. Domy postawione według niej służą przecież przez pokolenia.

Pomysły na oszczędności

Szukając projektu, musieliśmy znaleźć kompromis między naszymi odmiennymi oczekiwaniami co do wielkości domu. Agnieszka, która jest osobą bardzo odpowiedzialną i przezorną, uważała, że dom powinien mieć około 120 m2. Ja zaś, z myślą o funkcjonalności budynku, wolałem mieć 250 m2. Marzyłem o cichym pokoju do pracy na parterze, garażu na dwa samochody, a także o dużej łazience z sauną dla nas i o osobnej dla dzieci.

Mimo ustępstw i ostatecznej decyzji o budowie domu o powierzchni około 180 m2, długo nie mogliśmy znaleźć ładnego projektu. Jedyny, który nam się podobał, miał powierzchnię ponad 250 m2. Po kilku próbach znalezienia czegoś podobnego, wpadliśmy na pomysł, żeby poprosić projektantów domu, który nam odpowiadał, o... zmniejszenie budynku. I udało się! Podobno mniejsza wersja projektu cieszy się teraz ogromnym powodzeniem u klientów.

Co nam się udało, a co nie

Gdybyśmy musieli budować dom po raz drugi, byłby taki sam - no, może z niedużymi zmianami. Oceniamy, że obecna wielkość budynku jest prawie optymalna dla pięcioosobowej rodziny. Jedyne czego nam brakuje, to kilku metrów dodatkowej przestrzeni gospodarczej oraz spiżarni. O połowę za mały jest również wiatrołap - ma 3 m2. Byłby znacznie wygodniejszy, gdyby jego powierzchnia wynosiła 6 m2.

Uważamy, że dobrze się stało, że zdecydowaliśmy się na ogrzewanie gazowe, a nie - jak wcześniej rozważaliśmy - olejowe lub na gaz płynny. Do decyzji o ogrzewaniu domu gazem ziemnym dodatkowo skłonił nas fakt, że linia gazowa znajdowała się w drodze biegnącej wzdłuż naszej działki. Zdecydowaliśmy się też jednak na dodatkowe, alternatywne źródło ciepła w postaci kominka. Nie musieliśmy nawet instalować rur rozprowadzających ciepło, bo szeroka klatka schodowa w samym sercu budynku transportuje ciepło na poddasze. Na szczęście nie poszliśmy na rozwiązanie oszczędnościowe, czyli tylko na ogrzewanie kominkowe. Jest zbyt uciążliwe i coraz bardziej kosztowne. Pierwszej zimy, kiedy paliliśmy głównie w kominku, zużyliśmy aż 18 m3 drewna. No i ta konieczność częstego odnawiania ścian - a koszt malowania jest obecnie wysoki! My tymczasem, bardzo sporadycznie używając kominka, za ogrzewanie płacimy w zimie około 4 tys. zł.

Zastosowaliśmy prostą instalację grzewczą - tylko z grzejnikami naściennymi, z dobrej jakości kotłem gazowym i 150-litrowym zbiornikiem na ciepłą wodę. Zdecydowaliśmy się natomiast na miedziane rury i termostaty przy każdym grzejniku. Celowo nie założyliśmy ogrzewania podłogowego, bo marzyliśmy o dębowych podłogach w całym domu. Nie wykończyliśmy ich jednak lakierem, tylko zawoskowaliśmy, w przekonaniu że jest to rozwiązanie ekologiczne i zdrowe, a w dodatku bardzo estetyczne i nietrudne w pielęgnacji. Podłogi mają szlachetny wygląd i "odciska się" na nich cała historia domu.

Choć na dużym piaszczystym terenie kusiło założenie własnej oczyszczalni ścieków, zraziły nas wysokie koszty jej instalacji oraz plany skanalizowania naszej miejscowości. Dziś, płacąc wysokie rachunki (blisko 2 tys. zł rocznie) za wywóz nieczystości, trochę tego żałujemy. Natomiast jesteśmy bardzo zadowoleni z wody czerpanej z własnej studni. Okazało się, że nie musimy stosować filtrów, a koszt wykopania wyniósł zaledwie 2 tys. zł. Nie potrzebujemy wodociągu, bo jego założenie i eksploatacja będą zapewne droższe niż studni.

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX