Jedno wnętrze, dwa światy

Tekst i stylizacja: Aneta Kosiba Zdjęcia: Łukasz Zandecki

Cicho, spokojnie i zielono, niemal o krok od tętniącej życiem stolicy. O takim miejscu do życia marzy wiele osób. Czasem to marzenie się spełnia.

Urokowi podwarszawskiego Konstancina, pełnego bujnej zieleni i pięknych domów, ulega się niezmiernie łatwo. Nie oparli mu się również Dorota i Waldemar, którzy właśnie tam postanowili kupić mieszkanie. Przeprowadzka w nowe miejsce była dla nich dużym wyzwaniem. Zwłaszcza dla właścicielki Doroty Dąbrowskiej, z wykształcenia architekta, która profesjonalnie zajmuje się projektowaniem wnętrz (Waldemar pracuje jako menedżer w dużej międzynarodowej firmie). Projektując własne mieszkanie, mogła bez przeszkód zrealizować swoje wizje i pomysły.

Na urządzenie czekały trzy pokoje, kuchnia i łazienka oraz spory taras. Gospodarze nie zmienili prawie nic w rozkładzie pomieszczeń. Jedyną niewielką ingerencją w pierwotny plan było umowne oddzielenie całkowicie otwartej kuchni ścianką wysokości 110 centymetrów. Pozwoliła ona ukryć dolne szafki i urządzenia kuchenne, nie zamykając jednocześnie przestrzeni. Właściciele zrezygnowali z typowych górnych szafek na rzecz przeszklonych. Trzy podświetlane od wewnątrz niewielkie witrynki nie przytłaczają wnętrza, a ich powtarzalny rytm sprawia, że wyglądają bardzo dekoracyjnie, idealnie wtapiając się przy tym w przestrzeń dzienną. Harmonijnym elementem całości jest też okrągły stół ze szklanym blatem, który stanął przy ściance od strony pokoju.

Harmonia - wynikająca z konsekwentnie zastosowanej w tym mieszkaniu zasady umiaru - cechuje wystrój całej części dziennej. Dorota i Waldemar zdecydowali się na ograniczoną paletę barw. Ściany są beżowe, obicia mebli wypoczynkowych - białe. Z tymi jasnymi płaszczyznami efektownie kontrastują wykonane z ciemnego drewna podłogi i ramy dużych okien, przez które wpada do wnętrza mnóstwo dziennego światła. Jego dostępu nie ograniczają żadne firany - w oknach wiszą tylko czerwone zasłony, które wraz z nielicznymi drobiazgami o tej barwie stanowią mocny kolorystyczny akcent. Umiar dotyczy także wyposażenia pokoju. Jedyne meble to wygodna przepastna kanapa, dwa fotele i mały stolik kawowy w stylu kolonialnym; wszystkie o prostych, ale bardzo eleganckich formach.

Zupełnie odmienny charakter ma sypialnia - po otwarciu drzwi wkracza się jakby w inny świat. Nie bez powodu gospodarze nazywają ją żartobliwie marokańskim buduarem. Króluje w nim intensywny róż; taki kolor mają ściany i zwiewne zasłony w oknach. Pojawiająca się tu i ówdzie złota barwa oraz wzorowane na mauretańskich ornamenty namalowane na ścianach sprawiają wrażenie wschodniego przepychu. Pani domu mówi o sobie, że nie czuje się przywiązana do żadnego rodzaju estetyki, dlatego każde jej mieszkanie (a to jest trzecie) zostało urządzone w innym stylu. - To przecież naturalna kolej rzeczy - stwierdza gospodyni. - Zmieniamy się nieustannie, a wraz z nami wystrój naszych mieszkań.

Skomentuj:

Jedno wnętrze, dwa światy