Kiosk - kup onlineKiosk - Ladnydom.pl

Dom w Kampinosie

Tekst Wojciech Stasiak, Zdjęcia: @beroo_alfi

Wychowani w mieście właściciele tego domu, wybudowanego w otulinie parku narodowego, potrzebowali trochę czasu, żeby przestawić się na życie z naturą twarzą w twarz. Szybko okazało się, że obserwacja jej oblicza sprawia im wielką przyjemność.

Dom w Kampinosie
Dom w Kampinosie
Fot. @beroo-alfi

METRYKA BUDYNKU

Projekt architektoniczny i wnętrz: architekci Mateusz Florczak, Magdalena Cichosz, Przemysław Spyra; www.klangorstudio.pl
Powierzchnia użytkowa domu: 226,50 m2
Powierzchnia działki: ok. 1500 m2

Sytuacja była dość trudna. Panu Piotrowi zamarzyło się kupić działkę.

Problem w tym, że w tym samym czasie nie tylko jemu.

– Wiosną 2021 r., jeszcze w trakcie (po)covidowego boomu na domy na przedmieściach, rozpocząłem poszukiwania – wspomina. – Niestety, wszystkie działki, które mi się podobały, znikały w mgnieniu oka.

Nie było wyjścia. Trzeba było wsiąść w samochód i ruszyć po okolicach Warszawy, tych w sąsiedztwie Puszczy Kampinoskiej, wypatrując okazji.

– Zamierzałem po prostu pytać ludzi, czy nie wiedzą o jakichś działkach na sprzedaż – mówi. – Szukałem posesji blisko lasu i natury, w ścisłej otulinie Parku Narodowego ale też na tyle niedaleko od miasta, żeby mieć całą infrastrukturę w zasięgu krótszej, bądź trochę dłuższej, przejażdżki autem.

Nasz bohater lubił orbitować wokół stolicy, bo tam się wychował i życie w niej znał najlepiej. Mimo to wtedy akurat szukał ciszy i wytchnienia od zgiełku aglomeracji. Wreszcie, latem, trafił na plac spełniający właśnie te warunki.

– Nieruchomość leżała na styku gmin Leszno i Stare Babice, w bardzo spokojnej okolicy, z dala od głównej ulicy biegnącej w stronę Warszawy – opowiada. – W sąsiedztwie znajdowały się duże działki i domy jednorodzinne, ale pobliskie tereny pozostały dość dzikie. Posesja była pusta, dość szeroka i fajnie wyeksponowana na słońce.

Pan Piotr poczuł, że więcej objazdów już potrzebnych nie będzie.

Wrażenie, jakie robi ciemny klinkier, w który dosłownie owinięto ten dom, potęgują połacie dachowe, obłożone bardzo zbliżoną kolorystycznie blachodachówką – oraz moduły fotowoltaiczne, jakby z tej samej monochromatycznej linii wzorniczej. Gdy nad budynek nadciągają stalowoszare, nisko operujące chmury, efekt zostaje podniesiony do kwadratu...
Wrażenie, jakie robi ciemny klinkier, w który dosłownie owinięto ten dom, potęgują połacie dachowe, obłożone bardzo zbliżoną kolorystycznie blachodachówką – oraz moduły fotowoltaiczne, jakby z tej samej monochromatycznej linii wzorniczej. Gdy nad budynek nadciągają stalowoszare, nisko operujące chmury, efekt zostaje podniesiony do kwadratu...
Fot. @beroo_alfi

Pożytki z sociali

Z pisaniem w mediach społecznościowych jest jak z pudełkiem czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi w odpowiedzi. Pan Piotr, już jako posiadacz parceli przy puszczy, lubił zapuszczać się w ostępy internetowych wpisów, opinii i dyskusji poświęconych jednorodzinnemu budowaniu. O ile dobrze pamięta, któregoś razu pod jednym z jego postów w grupie zajmującej się tego rodzaju tematyką, wypowiedział się nieznany mu wcześniej Mateusz Florczak, architekt z warszawsko-żywieckiej pracowni Klangor Studio.

– To był totalny przypadek – przyznaje.

Splot dalszych „przypadków” sprawił, że pan Piotr postanowił powierzyć panu Mateuszowi i jego ekipie misję stworzenia projektu domu. Działał szybko, bo nie chciał czekać, chciał budować, piąć mury do góry. Miał przy tym swoją wizję domu. Może dość lapidarną, ale jednak z kilkoma konkretnymi punktami.

– Chciałem, żeby dom miał duże przeszklenia, ciemną elewację i dość nowoczesną bryłę, nawiązującą trochę do „nowoczesnej stodoły”, ale też utrzymującą klimat lasu i natury – opowiada.

Pytany o swój udział w konkretnych rozwiązaniach, oddaje jednak co cesarskie, architektowi.

– Miałem jakieś przykłady i pomysły z Pinteresta, ale wizja całości bryły wyszła od pracowni Klangor – wyjaśnia. 

Żeby jednak wizja miała dobry „flow”, potrzebuje spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Tu takie warunki zaistniały.

– Współpraca przebiegała bardzo partnersko – mówi Mateusz Florczak. – Inwestor miał jasne priorytety i szybko podejmował decyzje, co pozwoliło utrzymać tempo prac projektowych. Od początku panowało między nami zaufanie, dzięki czemu mogliśmy zaproponować bardziej niestandardowe rozwiązania. To jedna z tych współprac, które po prostu „płyną”.

Wzorzec po nowemu

Główne kryteria pracy przyświecające architektom z Klangor Studio?

„Syntetyczne analizy z poszanowaniem idei, kultury, historii i kontekstu miejsca”, jak czytamy na otwarciu ich strony internetowej.  A trochę prościej?

Projektanci łączą „tradycyjne rozwiązania z innowacyjnym podejściem, wdrażanych rozwiązań technicznych i metod projektowych.”

W przypadku tej akurat realizacji tradycji poszukiwano w popularnym od dobrych kilku lat wiejskim wzorcu zabudowań gospodarczych.

– Zależało nam, by budynek był współczesną interpretacją tradycyjnej stodoły: prostą w wyrazie, ale dopracowaną w detalu – czytamy w opisie projektu. – Ciemna cegła, drewno w podcieniu i rytm elewacji tworzą spokojną, wyważoną całość, wpisującą się w otaczający krajobraz.

Oprócz wytycznych inwestora były jeszcze wymagania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, obowiązującego dla tego obszaru. Te główne dotyczyły geometrii dachu, linii zabudowy i wysokości.

– Wykorzystaliśmy je jako ramę dla kompozycji bryły – tłumaczy architekt.

Bardzo klarownej kompozycji. Budynek posadowiono na planie litery L, czyli dwóch prostopadłościennych względem siebie brył. W jednej, stanowiącej serce budynku, stworzono część dzienną, czyli przede wszystkim połączone ze sobą przestrzenie kuchni, jadalni i salonu. W drugiej umieszczono domową siłownię i garaż. Nad tą pierwszą bryłą przewidziano mieszkalną kondygnację, wypełnioną kilkoma sypialniami/gabinetami wraz z łazienką, garderobą i pralnią.

Wszystkie elewacje pokryto czarną drobną cegłą klinkierową w odcieniu grafitowym, a ponieważ na dachu zastosowano blachę w podobnym kolorze, więc budynek zdaje się być spowity w ciemną powłokę. Nadaje to całości pewnej powagi, ale także rysu szlachetności i nowoczesności, bo widać, że chodzi o współczesne wykończenia. Jeśli jest to więc rzeczywiście wersja mieszkalnej stodoły, to w anturażu high-techowym. W końcowym fragmencie skrzydła z częścią dzienną wykonano głębokie wcięcie na całą szerokość parteru, w której umieszczono taras ogrodowy, zadaszony nawisem piętra. Bryłę pocięto też w kilku miejscach otworami przeszkleń okiennych, różnej wielkości, obramowanych charakterystycznymi profilami w kolorze ciemnego brązu. Dodaje to jej wyrazu i podkreśla, że chodzi o realizację, w której szczegół ma znaczenie.

Wyjątkiem w kolorystyce profili jest strefa wejścia do budynku. Tu obszerne okna ogrodowe umieszczono w obramowaniach stalowych, industrialnych, w barwie ścian. W tym jednym miejscu budynek traci nieco na domowym charakterze i wygląda jak wejście do siłowni – zza obszernej sekwencji przeszklonej ściany widać jak na dłoni pomieszczenie do ćwiczeń cielesnych.

Gdzie się zaczyna dom?

Właśnie takie jest przeznaczenie dużych przeszkleń w budynku: widoki. Z tym że raczej w drugą stronę, czyli na zewnątrz, a reszta kierunków dzieje się przy okazji.

– Oprócz kilku wyjściowych pomysłów dotyczących bryły, jakie miałem, przychodząc do architektów , dodatkowym wymogiem był duży salon z widokiem na ogród i okoliczne zalesienia – mówi pan Piotr.

I tak się właśnie dzieje. Do życia wewnętrznego mieszkańców włączone zostały dzieje puszczy, a w każdym razie tej jej części, z którą kontaktuje się działka. Okien pozbawiona jest właściwie tylko część garażowa, przeznaczona na dwa samochody.

Za projektem wnętrz stoją również architekci z Klangor Studio, co zapewnia domowi spójność wyglądu oraz rozumienie potrzeb inwestora.

– Pokazali mi dwie-trzy wersje każdego z pomieszczeń, a ja wybrałem te, które mi się najbardziej podobały – opowiada pan Piotr. – Po przegadaniu uwag i szczegółów mieliśmy właściwie gotowy projekt. Nasze wizje szybko spotkały się tam gdzie powinny, bo uwag nie było dużo, raczej chodziło o te natury kosmetycznej.

Trzeba przyznać, że projektanci mieli ostatecznie nieco ułatwione zadanie – w pewnym sensie zdążyli na „happy hour”. Te podstawowe założenia projektu konsultowali bowiem tylko z jedną osobą, a tymczasem w trakcie budowy inwestor „wypączkował” w parę inwestorów. Pan Piotr, już wznosząc dom, poznał panią Iwetę, dzisiejszą narzeczoną. Czy gdyby stało się to wcześniej, wnętrza byłyby zupełnie inne? Prymat pewnych zasad architektonicznych obowiązuje zawsze, ale oczywiście kobieca dusza widzi rzeczywistość domową przez inne okulary niż te kawalerskie. I nie zawaha się ich użyć.

– Oczywiście że w wyniku naszego spotkania trochę się zmieniło – przyznaje właściciel. – Iweta wprowadzała się praktycznie już razem ze mną, więc pojawiły się obrazki, plakaty i sporo innych elementów oraz dekoracji, które pozwoliły wnętrzom nabrać ciepła i przytulnego wymiaru.

Niektórzy mówią, że dopiero od takiego momentu zaczyna się właściwy dom.

Dom w Kampinosie
Dom w Kampinosie
Fot. @beroo_alfi
Obszerny podcień wykonany w parterze skrzydła mieszkalnego stworzył przestrzeń dla zadaszonego tarasu, w którym m.in. na posadzce zastosowano łatwe w utrzymaniu drewno kompozytowe
Obszerny podcień wykonany w parterze skrzydła mieszkalnego stworzył przestrzeń dla zadaszonego tarasu, w którym m.in. na posadzce zastosowano łatwe w utrzymaniu drewno kompozytowe
Fot. @beroo_alfi

Bryła domu to wynik wspólnego procesu. Inwestor przyszedł z ogólną wizją funkcji i atmosfery, ale układ, proporcje i sposób otwarcia budynku na otoczenie to moja propozycja. Właściciele od początku byli otwarci na rozwiązania, które poprawiają funkcjonalność, doświetlenie i energooszczędność. Finalnie jest to projekt, który w 100% odpowiada ich stylowi życia, ale mocno oparty na naszym autorskim podejściu.

Projekt powstawał zgodnie z założeniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Największy wpływ na ostateczny kształt bryły miały zapisy dotyczące geometrii dachu, linii zabudowy i wysokości. Zamiast traktować to jako ograniczenie, wykorzystaliśmy je jako ramę dla kompozycji bryły – szczególnie przy doborze proporcji oraz przy sposobie otwarcia domu na ogród. Udało się stworzyć nowoczesną formę w zgodzie z planem.

Dom powstał w technologii murowano-żelbetowej z wykorzystaniem porothermu jako materiału murarskiego. Posadowiony jest na tradycyjnych ławach fundamentowych. Ściany ocieplono styropianem, a całość wykończono płytką klinkierową, co nadało budynkowi trwałość, dobrą izolacyjność i ponadczasowy charakter.

To projekt, który bardzo dobrze się broni mimo upływu kilku lat — zarówno funkcjonalnie, jak i estetycznie. Z perspektywy czasu widzę, że postawienie na klasyczny design i dyskretną elegancję było właściwym kierunkiem. Dom nie poddaje się modom, a inwestorzy wciąż podkreślają komfort i wygodę codziennego użytkowania.

architekt Mateusz Florczak https: //www.klangorstudio.pl

Szukanie architektów trwało dość długo, bo trzeba było znaleźć kogoś, kto zrozumie przedstawione potrzeby, z kim będzie się można dobrze dogadywać i kto ma doświadczenie w projektach z duszą. Od początku chodziło o stworzenie projektu wymierzonego od zera pod określone wytyczne i o budowę skrojoną na miarę. Wybór padł na Klangor Studio, bo wyglądało na to, że będzie się z nimi świetnie współpracować, że chcą zrobić coś więcej niż tylko kolejny projekt – i są też po prostu fajnymi ludźmi. Zrobili bardzo dobre wrażenie.

Jak przebiegała budowa? Jak każda. Były momenty lepsze i gorsze. Piotr zatrudniał różne ekipy do różnych robót, więc koordynacja wszystkiego pochłonęła sporo czasu. Zdarzały się oczywiście rozmaite błędy wykonawcze czy problemy z realizacją tego, co znajdowało się na rysunkach. Wśród wpadek były m.in. delikatnie krzywe ściany czy otwory okienne, które uprzykrzyły mocno życie firmie od stolarki okiennej – na szczęście wszystko udało się wyrównać już na etapie gładzi itp., więc finalnie nie widać absolutnie żadnych nierówności. Otwory w drzwiach również okazały się minimalnie różnej szerokości i wysokości, dlatego ukłony dla firmy, która podjęła się montażu drzwi ukrytych, bo wymagało to trochę gimnastyki.

Czy mamy w domu jakieś ulubione miejsca? Oczywiście. Przede wszystkim salon z kuchnią, bo to ponad 60 m2 przestrzeni z dużymi przeszkleniami, kominkiem i dużą wyspą, co mówi samo za siebie. Pozytywnie zaskoczyło nas również rozwiązanie na poddaszu, gdzie mamy okna dachowe w wysokim korytarzu. Kiedy świeci słońce, światło wygląda tam naprawdę wspaniale. 

Mieszka nam się super. Doceniamy bliskość natury, możliwość spotkania na spacerach wielu dzikich zwierząt, takich jak łosie, jelenie, sarny czy lisy i dziki. Otrzymaliśmy do życia trochę nową rzeczywistość, nie miejską, do której musieliśmy się przyzwyczaić. Trzeba było nieco przestawić myślenie, np. pod kątem tego, że do sklepu musimy jechać samochodem.

Sam dom, jego wielkość i pomieszczenia, pozwalają nam odpocząć po pracy, chociaż w lato jest sporo obowiązków związanych z ogrodem. Traktujemy je jednak jako przyjemne spędzanie czasu i wyciszenie się po obowiązkach zawodowych.

Właściciele

Elektryk miesza w rachunkach

Drugie połówki dużo wnoszą w życie partnera/partnerki, ale dobrze jednak, jeśli ci już wcześniej trzymają się pewnych zasad. Pan Piotr się trzymał, a jedną z nich była odpowiedzialność za otoczenie, i to szeroko pojęte.

– Jako osoba kupująca działkę w otulinie parku narodowego czułem się odpowiedzialny nie tylko za to, co zbuduję, ale też za całą okoliczną naturę, również tę w dalszym otoczeniu – oświadcza.

Podstawowym składnikiem owej odpowiedzialności były kwestie energooszczędności planowanej realizacji. Właściciel znalazł w tym pełne wsparcie architektów.

– To był jeden z ważnych punktów naszego projektu – potwierdza Mateusz Florczak. – Od początku pracowaliśmy nad ograniczeniem strat ciepła i maksymalnym wykorzystaniem naturalnego światła. Zaprojektowaliśmy racjonalny układ okien, dobraliśmy izolację o wysokiej skuteczności, ze ścianami ocieplonymi styropianem i zadbaliśmy o brak mostków termicznych.

Dom wzniesiono w technologii murowano-żelbetowej, na ławach fundamentowych, bez piwnicy. Źródłem ciepła jest powietrzna pompa ciepła, a budynek jest ogrzewany dzięki instalacji ogrzewania podłogowego, ułożonej w całym budynku. Ciepła woda użytkowa powstaje w bojlerze, a zimny „surowiec” do niej pobierają właściciele z wodociągu. Zużyta H20, wraz z dodatkami, trafia do szamba, choć inwestorzy chcieliby mieć przydomową oczyszczalnię ścieków, na którą jednak nie zgadza się gmina. Okolicznością łagodzącą dla tej ostatniej jest to, że planuje ona w przyszłości doprowadzić tu kanalizację.

Za odpowiedni obieg powietrza i odzyskiwanie ciepła z tego już zużytego odpowiada wentylacja mechaniczna z rekuperacją, przyczyniając się do obniżania rachunków eksploatacyjnych budynku. Taką samą funkcję przypisano oczywiście fotowoltaice, zamontowanej na jednej z połaci dachowych.

– Była tam od początku, bo wiedziałem że chcę czerpać do domu przynajmniej trochę energii ze słońca – tłumaczy pan Piotr. – Czy się opłaca? W tym momencie szacuję, że jej koszt zwróci się w ciągu 6-7 lat. Na razie cala instalacja sprawdza się bez zarzutu, szkoda tylko że w Polsce ostatnio słońca coraz mniej…

Do kompletu nowoczesnych instalacji wpływających również na wysokość stałych opłat dodać należy automatykę domową – sterującą pracą bram garażowej i wjazdowej, rolet oraz okien, podpiętej też pod kilka systemów bezpieczeństwa.

Mimo tego całego pakietu energooszczędnego właścicielom nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie o skalę poczynionych oszczędności. Winna temu jest… branża automoto.

– Efekty są na pewno zadowalające, ale ciężko je dokładnie oszacować, ze względu na to, że regularnie ładujemy w domu samochód elektryczny, wiec faktyczne zużycie energii trzeba by było poddać oddzielnej kalkulacji – mówią.

Półtora tysiąca do ogarnięcia

– Mimo istnienia wodociągu planujemy montaż własnej studni – twierdzą gospodarze. – Również ze względu na podlewanie ogrodu.

Działka liczy 1500 m2, więc ogród do najmniejszych nie należy i jest w nim co podlewać. Motyw przewodni, a jednocześnie scalający całe otoczenie domu, stanowi wypielęgnowany trawnik. Wokół niego, niczym wyspy na zielonym morzu, starannie rozmieszczono rabaty nasadzeń, których można naliczyć ponad 650. Wszystko uzupełniają drzewa.

– Ogród miał się wpisać w to, co mamy w okolicy, czyli żeby było dość dziko, żeby rosły wysokie trawy oraz drzewa i liściaste, i iglaste – tłumaczą właściciele. – Oprócz tego, chcieliśmy, żeby ogród prezentował różne swoje zalety w różnych porach roku. Dlatego niektóre rośliny są zimozielone, inne kwitną wczesną wiosną, a jeszcze inne dopiero latem lub wręcz wczesną jesienią. To wyszło według nas bardzo dobrze.

Autorem ogrodowego projektu była firma Hortan, z Bożej Woli. A dzięki wspomnianej interwencji tej ostatniej swoje dorzucił ktoś jeszcze…

– Finalną wersję ogrodu pomagała projektować Iweta – mówi pan Piotr. – Jak widać, moja narzeczona miała duży wpływ na to, jak ostatecznie wygląda cała nasza realizacja.

Ona również, podobnie jak narzeczony, nigdy nie mieszkała w domu jednorodzinnym. I tak jak on też wychowywała się w mieście.

– To nasze pierwsze doświadczenie mieszkania w domu, dodatkowo oddalonym dość mocno od większego zagęszczenia ludności – podsumowują oboje. – Dlatego od momentu wprowadzenia się, w czerwcu 2024 r., dobrych kilka tygodni zajęło nam przyzwyczajenie się do życia w nowych warunkach. Dostaliśmy tutaj jednak spokój, bardzo czyste, pachnące lasem powietrze i dużo własnej przestrzeni, dzięki której możemy spędzać czas w lesie 24 h na dobę.

Teraz już nie wyobrażamy sobie mieszkania gdzie indziej.

Stąd dostajemy się na piętro z sypialniami, a także do łazienki i spiżarni (wejścia po prawej). Pod schodami stoi tzw. klatka kennelowa, czyli strefa dla psa. Rezydujący w tym domu wyżeł węgierski traktuje ją jako bezpieczne miejsce do wyciszenia i odpoczynku
Stąd dostajemy się na piętro z sypialniami, a także do łazienki i spiżarni (wejścia po prawej). Pod schodami stoi tzw. klatka kennelowa, czyli strefa dla psa. Rezydujący w tym domu wyżeł węgierski traktuje ją jako bezpieczne miejsce do wyciszenia i odpoczynku
Fot. @beroo_alfi
Na pomysł stworzenia efektownych schodów wpadli projektanci z Klangor Studio, a panu Piotrowi pomysł bardzo się spodobał. Wykonano je z ręcznie robionej stali, z naturalną rdzą. Jak widać, dobrze komponują się i z surowym betonem, i z tynkiem ścian, i z drewnem
Na pomysł stworzenia efektownych schodów wpadli projektanci z Klangor Studio, a panu Piotrowi pomysł bardzo się spodobał. Wykonano je z ręcznie robionej stali, z naturalną rdzą. Jak widać, dobrze komponują się i z surowym betonem, i z tynkiem ścian, i z drewnem
Fot. @beroo_alfi
    Więcej o:

Skomentuj:

Dom w Kampinosie