Dom prefabrykowany Agnieszki i Piotra. Budowa domu w 4 dni

Wojciech Stasiak

Po znalezieniu działki i jej odkupieniu od kilkunastu (!) właścicieli Agnieszka i Piotr postanowili wznieść swój dom szybko, bez narażania się na kosztowne budowlane pomyłki, ze sprawną ekipą i w nowoczesnej technologii, zapewniającej wysokie parametry energooszczędności. Wybór padł na prefabrykowany dom drewniany.

Dom prefabrykowany można budować bez względu na pogodę - konstrukcja jest stawiana na wykonanej wcześniej płycie fundamentowej
Dom prefabrykowany można budować bez względu na pogodę - konstrukcja jest stawiana na wykonanej wcześniej płycie fundamentowej
Fot. Danwood

Wizja długiej, ciągnącej się miesiącami inwestycji budowlanej skutecznie zniechęca wiele osób do wzniesienia od podstaw nowego, skrojonego na miarę własnych potrzeb domu. Szukają więc często obiektów gotowych, po kimś, narażając się na kosztowne adaptacje, nie mówiąc już o tym, że nabywając dom mający zaledwie kilkanaście lat, powinno się rozważyć przeprowadzenie w nim termomodernizacji. Technologie bowiem szybko się zmieniają, a przepisy narzucają coraz bardziej restrykcyjne wymagania dotyczące energooszczędności. Dom uchodzący jeszcze dwie-trzy dekady temu za ekonomiczny dziś może już nie spełniać nawet podstawowych wymagań.

Wybór współczesnego domu prefabrykowanego pozwala ominąć te niedogodności. Otrzymujemy razem z nim w pakiecie całą inwestycję, opracowaną od A do Z – a przynajmniej do jednej z końcowych liter, bo możemy oczywiście zażyczyć sobie wykończenia domu po swojemu, całkowicie własnym sumptem. Tak właśnie zdecydowali Agnieszka z Piotrem. Gdy znaleźli firmę, w której zamówili wykonanie prefabrykowanego domu o konstrukcji drewnianej, bez większego trudu wskazali w jej katalogu pasujący im projekt, a ostateczne wykończenie wzięli na siebie. Kiedy zaś nadszedł dzień rozpoczęcia budowy... Zresztą, przeczytajcie Państwo sami.

Czytaj też, jak Agnieszka i Piotr wybierali projekt i kupowali działkę

Domy prefabrykowane według projektu gotowego: identyczne, ale nie do końca

Na początku była... burza. – Obudziła mnie w nocy, kilka godzin przed planowanym początkiem budowy – opowiada Piotr. – Grzmiało i lało tak mocno, iż pomyślałem, że jeśli dojdzie do naszej konstancińskiej działki, nie ma żadnych szans na poranny start stawiania domu. I rzeczywiście. Nad Konstancin nadciągnęła ulewa.

Niewiele później, tego samego dnia, kilkadziesiąt minut przed południem, nad obrysem budynku zawisa, umocowany na dźwigu o słusznych rozmiarach, ostatni element ścian zewnętrznych parteru!

– Burza nocą? Nie ma znaczenia – macha ręką kierownik budowy. – Budynek stawiamy przecież na przygotowanej płycie fundamentowej, której opady nie zaszkodzą. Deszcz w trakcie budowy też nam nie straszny. Jeśli jest naprawdę bardzo duży, prace można na jakiś czas przerwać, zabezpieczając elementy.

Kierownik nadzoruje kilka budów w prefabrykowanej technologii domów drewnianych. Równocześnie. Przeszkolone ekipy firmy, której realizację opisujemy, doskonale wiedzą, co mają robić, wystarczy więc objechać kolejne posesje i sprawdzić, czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Następstwo robót jest dokładnie opisane i przetestowane na setkach budów tego typu. Każde działanie ma za sobą historię fabrycznych badań oraz prób i błędów, a następnie korekt wynikających z wielu poprzednich inwestycji. Domy przeważnie brane są z firmowego katalogu, jako projekty gotowe, a więc stawiane niejako rutynowo, choć... nie do końca.

– Prawdę mówiąc, chyba nie ma dwóch identycznych realizacji jednego projektu – mówi Anna Roszczenko, dyrektor marketingu i sprzedaży producenta opisywanego domu. – Przeważnie inwestor dokonuje zmian, ale wszystkie projekty są już tak gruntownie przerobione przez firmowe ekipy, że korekty nie mają wpływu na sprawność ich pracy.

Ekipy nieustannie jeżdżą po Europie i Polsce. A zamówień jest tyle, że wykonane w fabryce elementy, w zasadzie nie czekając, od razu jadą na plac budowy.

Te, które wyruszyły na konstancińską działkę, też zostały nieco zmodyfikowane. Projekt Classic 184 będzie więc miał w wersji Agnieszki i Piotra wyższe o ok. 20 cm kondygnacje, jadalnia zamieni się miejscem z kuchnią, a zamiast przewidzianych standardowych wewnętrznych schodów pojawi się replika dziewiętnastowiecznego modelu schodów z Wiednia.

Prefabrykowany dom bez błędów. Nie ma opcji na „nie”

Na działce Agnieszki i Piotra ekipa budowlana zjawiła się ok. 8 rano. Na przygotowane wcześniej betonowe płyty podjazdu wtoczył się wielki TIR, wyładowany po brzegi elementami pierwszej kondygnacji, pierwszy z czterech zaplanowanych
na dwa dni stawiania konstrukcji. Gdy jeden zostawał rozładowany – czyli przewożone przezeń materiały zajmowały swoje miejsce we wznoszonym domu lub obok, odjeżdżał, a na jego miejsce zjawiał się następny.

A gdyby TIR nie zmieścił się na parceli? A sąsiad nie użyczył swojej?

– Nie było takiego przypadku – twierdzi jeden z pracowników firmy. – Jeśli jest problem z miejscem, zawsze udaje się coś wymyślić, by dało się zaparkować i wyładować zawartość.

Płytę fundamentową wylano kilka tygodni wcześniej, jako część pakietu inwestycyjnego zapewnianego przez producenta domów. Przykryta grubą folią czekała teraz od rana na przyjęcie na siebie kolejnych fragmentów ścian. Te powoli „przyfruwały”, zawieszane na dźwigu jedna po drugiej i w asyście ekipy wykonawczej ostrożnie „lądowały” na wyznaczonym miejscu na rzucie domu. Gdy więc nad obrysem budynku zawisa wspominany dwie strony wcześniej, ostatni element elewacji parteru, zawierający w sobie zamontowane już w fabryce trzy ogrodowe, wąskie okna, takie niemal od sufitu po podłogę, obserwujemy, jak delikatnie zniża się nad dwa sąsiednie elementy, już stojące na płycie fundamentowej. Jeśli się między nie wpasuje, parter w zewnętrznym obrysie będzie gotowy.

Zmieści się, czy zabraknie kilku centymetrów? W końcu wymierzano to gdzieś w odległej o ponad dwieście km hali fabrycznej.

– Nie ma takiej opcji, żeby nie pasowało – rzuca od niechcenia kierownik.

I rzeczywiście. Moduł pilotowany przez dwóch monterów ostrożnie wsuwa się w przygotowane miejsce i za moment można dokonywać ostatniej korekty usytuowania ścian. Kilkumilimetrowej, bo tyle w zupełności wystarcza! Potem każdy z elementów zostaje zakotwiczony ostatecznie do płyty fundamentowej, metalowe podpory ścian są usuwane i można śmiało odhaczyć w papierach, że ten etap prac już za nami.
Tego dnia pozostaje jeszcze tylko całość przykryć stropem. Kolejny TIR jest już w drodze.

Na budowie domu prefabrykowanego i na planie... życia

Obserwowanie pierwszego etapu wznoszenia prefabrykowanego domu w wersji wybranej przez Agnieszkę i Piotra przypomina trochę wizytę na planie filmowym szykowanym do zdjęć, gdy stawiane są dekoracje. Tu ściana, tam daszek, wszystko pięknie i sprawnie, aż chce się zamieszkać. Do czasu, aż przejdzie się przez drzwi wejściowe i zobaczy, że reszty domu jednak brak.

Czwartego dnia po rozpoczęciu robót na konstancińskiej działce, od razu widać, że coś tu przebiegło inaczej niż u filmowców. I niż na zwykłej budowie. Wśród wysokich starych drzew naprawdę... stoi dom! Cały, po dach – choć jeszcze bez podbitki i ostatecznego pokrycia, na razie zakończony od góry wstępnym kryciem. Obie kondygnacje przykryte są stropami, we wnętrzach widać ściany działowe, a na piętrze i na użytkowym poddaszu uwijają się budowlańcy. I ci od montażu, i ci od malowania czy szpachlowania, bo pracują razem.

– Dom stał już po dwóch dniach i, szczerze mówiąc, wciąż nie mogę się nadziwić, jak wszystko jest tu dobrze zorganizowane – mówi jeden z nich. Jeśli on może być pod wrażeniem, co dopiero piszący te słowa. Gdy po raz kolejny zadzieram głowę, przyglądając się ożebrowaniu dachu, koło posesji staje auto, z którego wysiada kierowca.

– To dom pokazowy? – pyta. Z podziwem kiwa głową, dowiadując się, że nie, że już wkrótce zamieszka tu rodzina. – Tempo rzeczywiście niezwykłe! Widziałem, jak kilka dni temu zaczynali. Mieszkam niedaleko. Będę śledził postępy.

Gdy odjeżdża, rozglądam się wokół domu. Nie widać walających się po działce materiałów, ani zapyziałych gruszek na beton. Są za to ułożone blisko siebie i domu kubły z zaprawą tynkową, paczki z masą szpachlową, wiązki plastikowych rur, spakowane dachówki betonowe, styropian, pudło ze śrubami, trochę wełny mineralnej, jakieś panele, i to wszystko. Chciałoby się powiedzieć – prawdziwy niemiecki ordnung, a tymczasem za całość jest przecież odpowiedzialna jak najbardziej polska firma (z dobrą pozycją na rynku niemieckim). Elementem tego ściśle opracowanego planu jest również kalendarz prac. Budynek ma stanąć w kilka tygodni.

– I ani jednego dnia dłużej niż założono – komentuje pracownik ekipy wykończeniowej. – Przy stawianiu tych domów nie zdarza się nawet niewielkie przekroczenie założonych terminów.

Prawda to czy życzenia? A może czary? Piotr nabiera pewności, że się uda i wierzy w powodzenie misji.

– Wprowadzamy się już niedługo – twierdzi. Ma dodatkową motywację. Niedługo przed pierwszym dniem budowy Agnieszka wykonała swój punkt planu. Rodzina się powiększyła.

    Więcej o:

Skomentuj:

Dom prefabrykowany Agnieszki i Piotra. Budowa domu w 4 dni