Oryginalny dom pełen kolorów

zdjęcia: Aneta Tryczyńska, stylizacja: Katarzyna Sawicka, tekst: Agnieszka Rezler

Skomponowany z marzeń, powidoków i ciepłych świetlistych odcieni, intryguje zmienną perspektywą i uwodzi onirycznym klimatem. Ten dom jest jak lekki musujący drink: trochę oszałamia, upaja delikatnym aromatem tropików i... poprawia nastrój.

Salon otwarty na ogród. Przefiltrowane przez szarość polskiego nieba egzotyczne kolory stają się mgliste i przygaszone.
Salon otwarty na ogród. Przefiltrowane przez szarość polskiego nieba egzotyczne kolory stają się mgliste i przygaszone.
Fot. Aneta Tryczyńska

Kto tu mieszka?
Młode małżeństwo z dwójką dzieci.
Gdzie? W Wielkopolsce.
Metraż: ok. 450 m kw.

Dom, pełen niespodzianek, gubi tropy i zaciera ślady. Futurystyczny? Odrobinę, ale budzi też skojarzenia trochę poza miejscem i czasem. Egzotyczny? Owszem, tyle że tchnienie odległej Azji Wschodniej jest tu subtelnie przesiane przez szarość polskiego nieba, które zagląda w wielkie okna. Zadziwiający? To słowo pasuje jak ulał. Bo co krok zaskakują w nim oryginalne pomysły, skrojone na miarę. Pnące się po ścianie i suficie listwy, niczym liniatura słojów drewna, tworzące ramę dla salonu, trójwymiarową oprawę kominka, unikatowy regał i scenograficzną balustradę schodów. Fazowane szklane „klejnoty” – biżuteria, która bawi się promieniami słońca, przechwytuje je, mnoży i rozsypuje po całym wnętrzu. Albo malarski gąszcz bananowca, zatrzymany w intarsji imponującego formatu – niecodzienne tło codziennych posiłków.

Wnętrze zrodzone w wyobraźni

Ten projekt to owoc współpracy pary odważnych inwestorów i dwojga projektantów, którzy oczekiwania klientów potraktowali jak inspirujący impuls. – To nie jest opowieść o dyskusjach i wzajemnym przekonywaniu. To bezkompromisowa historia, w której istniały tylko słowa: „tak” i „nie” – opowiada Piotr Juszczak, prowadzący wraz z żoną Joanną interdyscyplinarne studio projektowe Urbe. Oboje nie lubią podporządkowywać się rygorom narzucanym przez rynek; lubią projektowanie totalne, kreowanie przestrzeni od podstaw, bez kagańca dla wyobraźni. Z właścicielami domu, ludźmi o pokrewnej wrażliwości, połączyła ich świetna chemia.

Joasia od razu wzbudziła moje zaufanie; porozumiałyśmy się intuicyjnie. Po prostu czułam, że na jej decyzjach mogę polegać

– wspomina pani domu. A zaufanie było tu kluczem do sukcesu. Projektanci wiedzieli jedynie, że właściciele wysoko zawiesili im poprzeczkę – że ich gust ukształtowało obcowanie z doskonałą architekturą i wysmakowanym designem podczas licznych podróży. Tu nie wystarczyło zaprojektować wnętrza; trzeba było wykreować nową, osobistą rzeczywistość.

Odważna aranżacja wnętrz

Niecodzienna koncepcja wymagała doborowych wykonawców. Projektanci pracowali bez kompromisów, dobierając kolorystykę, formy i faktury. Klon kanadyjski, wybrany po długich poszukiwaniach „atłasowego” drewna, przez tygodnie poddawano eksperymentom, które miały jeszcze bardziej uszlachetnić jego powierzchnię: lakierowano, bejcowano, dodawano metaliczne pyłki. Lekko miedziane drewno ożyło i delikatnie opalizuje w zmieniającym się świetle. Odcień szklanych „klejnotów”, szlifowanych na wzór szmaragdów, Joanna i Piotr określili tak precyzyjnie, że nawet wytrawny szklarz się dziwił. Na syryjski onyks, przeznaczony na czoło kuchennej wyspy, czekano miesiącami. – Pamiętam ten dzień – wspomina projektantka. – Umówiłam ekipę elektryków, szklarza, kamieniarza, stolarza... Przyjeżdżam, pod domem mnóstwo aut, ale w środku pusto. Znalazłam wszystkich w kuchni: jak zaczarowani patrzyli na podświetloną taflę różowego kamienia. I nagle szklarz rozumie, dlaczego szklane klejnoty musiały mieć właśnie ten odcień błękitu, a stolarz wie, po co w bejcy metaliczne pyłki.

Skomentuj:

Oryginalny dom pełen kolorów