Segment z lat 60. na Saskiej Kępie

zdjęcia i stylizacja: Martyna Rudnicka tekst: Agnieszka Rezler

Przestrzeń, światło i grafika lekkiej kreski. Zdyscyplinowanej, jak w modernizmie, ale też finezyjnej, jak na kreślonych piórkiem japońskich rycinach. W ten sposób segment z lat 60. dostał nowe życie.

Wyburzenie ścian działowych na parterze otworzyło nowe perspektywy: przekraczając próg, można powiedzieć dzień dobry drzewom za oknem. Liniowy układ aranżacji podkreśla wydłużony kształt wnętrza, zmieniając mankament w atut.
Wyburzenie ścian działowych na parterze otworzyło nowe perspektywy: przekraczając próg, można powiedzieć dzień dobry drzewom za oknem. Liniowy układ aranżacji podkreśla wydłużony kształt wnętrza, zmieniając mankament w atut.
Fot. Martyna Rudnicka

Kto tu mieszka? Dorota, Ewa, Zosia i Kotencjusz.

Gdzie? W Warszawie.

Metraż: Ok. 200 m kw., czterokodygnacyjny segment w zabudowie szeregowej

Dom na Saskiej Kępie w Warszawie – brzmi doskonale, nawet jeśli chodzi o szeregowiec. Bo Saska to szereg dobrych skojarzeń: zieleń i świetna międzywojenna architektura, przyjazna skala. Do centrum tylko krok, a tempo życia jakby spokojniejsze, niestołeczne... Ale powojenne budownictwo ma swoje mankamenty: niewielkie pokoje, gąszcz ciasnych korytarzy, przymałe okna. Taki obraz ujrzały obecne właścicielki, gdy kilka lat temu po raz pierwszy przekroczyły próg segmentu przy cichej, obsadzonej starodrzewem ulicy. Ten był uprzywilejowany – jako skrajny w szeregu, miał ogród z trzech stron i lepiej doświetlone wnętrza – lecz mimo to cierpiał na niedobór słońca i otwartej przestrzeni.

Od lat nieodnawiany, wołał o remont, ale także o trochę światła, powietrza i nowoczesności. Nowym lokatorkom zależało jednak na zachowaniu ducha miejsca; nie chciały ignorującej otoczenie luksusowej willi. Dom z sześćdziesięcioletnią metryką miał pozostać tym, czym był w zamyśle swoich twórców – funkcjonalnym segmentem, częścią tkanki kultowej dzielnicy.

Z wyborem pracowni właścicielki domu nie miały problemu: z Katarzyną Baumiller i Agnieszką Kossowską współpracowały już dwukrotnie. Od kawalerki, przez ponadstumetrowy apartament – porozumienie wykute podczas kilkunastoletniej współpracy to kapitał, który gwarantował, że podołają zadaniu.

Nasze klientki to osoby świadome iwymagające. Mają wykształcenie prawnicze, jedna znich zajmuje się studiami nad kulturą, obie wykazują też dużą wrażliwość estetyczną, która sprawia, że dobrze nam się razem pracuje

– mówi Agnieszka Kossowska. A Katarzyna Baumiller dodaje

Są ciekawe świata inowinek zdziedziny designu. Dzięki temu każde znaszych wspólnych przedsięwzięć było na swój sposób nowe ifascynujące. Wiedziałyśmy, że nie oczekuje się od nas wstawienia sprawdzonych wpoprzednich projektach motywów pomiędzy nowe ściany, ale kreatywności, czegoś świeżego inieszablonowego.

W ich rękach dom „otworzył oczy”. Na parterze i piętrze stare niewielkie okna zastąpiły szklane tafle od ściany do ściany, tak ciężkie, że musiał je dostarczyć dźwig budowlany. Meander ciasnej sieni, korytarza, schowków, zaułków i sześciometrowej kuchni zastąpiła jasna przestrzeń: teraz już od progu widać ogród po drugiej stronie budynku.

Parter to otwarty plan, w którym nic nie burzy harmonii. „Przyklejona” do ściany pięciokątna bryła, kryjąca garderobę i toaletę, oszukuje oko lustrzaną okładziną. Tuż za nią, wydobyte z niebytu klatki stare schody z lastriko tworzą pomost łączący wczoraj i dziś. Projektantki dodały im ślusarską balustradę; rytmiczna liniatura żeliwnych prętów jest jednocześnie ozdobą i reminiscencją poetyki PRL-u. To, co było w jej wzornictwie najlepsze, znalazło tu odbicie w detalach: w kompozycji małych i dużych kwadratów okładziny ściennej, która trafiła do łazienki na piętrze, ale również na cokół elewacji domu, w dobranych tworzywem do schodów parapetach z lastriko czy w wyoblonym narożniku wielkiej szafy w sypialni. Echem sprzed półwiecza odzywa się też regał w salonie, który przyciąga spojrzenia. 

To modułowy system szwedzkiej marki String, projekt z1949 roku – mówi Agnieszka Kossowska – Mebel, który dla Szwedów jest absolutnym standardem, anam wydał się tu niezastąpiony. Jest kwintesencją przyjaznej prostoty ielastyczności: moduły można dowolnie zestawiać, tworząc autorską kompozycję. Ma charakter, ale umie się dostosować.

To samo można powiedzieć o całym mieszkaniu. Projektantki wykorzystały wieloletnią znajomość ze swoimi klientkami i skroiły im wnętrza na miarę. Salon bez sofy? Czemu nie; tutaj nie siedzi się godzinami przed telewizorem, zastępuje go widok za oknem. Nie ma też podziału na część wypoczynkową i jadalnię, jest za to zaprojektowany przez duet Kossowska-Baumiller długi dębowy stół z wygodną ławą, a w roli kanapy dwie plamy koloru – obrotowe siedziska Ottoman autorstwa Noé’go Duchaufour-Lawrance’a.

Reprezentują nieliczne wtym domu ikony, bo nasze klientki raczej się ich wystrzegają. Wolą inwestować woryginalne inowoczesne rozwiązania architektoniczne, niż wmetki. Ale te pufy je urzekły, atu pasują idealnie: foremne, mobilne ipiękne

– mówi Katarzyna Baumiller.

Stare schody, stara, przemalowana na biało, drewniana mozaika na podłogach, techniczna elegancja lamp i ciepły odcień dębu, ulubionego drewna projektantek, które w tych powściągliwych wnętrzach ujawnia swoją urodę – pierwiastki dawne i współczesne skomponowały się tu w spójną całość. W Saską Kępę w pigułce.

Skomentuj:

Segment z lat 60. na Saskiej Kępie